~Wasza Akuma :3
UWAGA!
-Już mówię, to opowiadanie to fikcja.
-W Opowiadaniu pojawią elementy Hentai Tak, tak było i chętnie kiedyś wrócę do tych opowiadań w nowej odsłonie, jednak na razie zapraszam na https://alternative-story-tg.blogspot.com/ tam więcej się dzieje, niż tutaj.
piątek, 14 sierpnia 2020
Dla osób, które jakimś cudem jeszcze tutaj trafiają :)
Moi mili, szanowni... Od 1 marca 2020 roku wróciłam do publikacji, jednak nie pod tym adresem. Wiem, tutaj miałam zrobić wielki comeback, niestety, nie wyszło. To opowiadanie zostało przeze mnie wstrzymane i pewnie kiedyś wrócę do niego, bo powolutku przerabiam swoje stare opowiadania na nowsze, lepsze wersje, ale kiedy będę je publikować? Nie wiem. Teraz jestem w trakcie pisania dłuuuugiego opowiadania, które nawet dziele na sezony, także... Zapraszam was TUTAJ!!!!.
niedziela, 10 stycznia 2016
Część 7: Uczucia
Wracam... O wiele później, niż podejrzewałam, i to naprawdę o wiele, bo sama byłam zaskoczona, że aż na tyle was opuściłam. No, ale cóż, wiele rzeczy się działo i oczywiście jestem gotowa na linczowanie za ponad roczną przerwę, ale zarazem mam przyjemność was zaprosić na kolejną notkę:
Część 7: Uczucia
Minął miesiąc. Sandra cały czas była nieprzytomna. Dopiero po dwóch tygodniach ktokolwiek mógł wejść, ale nawet łzy Kouyou nie były w stanie jej obudzić.
To był już miesiąc od tego wypadku. Kinga ponownie odwiedziła przyjaciółkę. Usiadła obok niej i tak siedziała w milczeniu, dotykając delikatnie jej dłoni, a w myślach błagając, by w końcu się obudziła.
Nagle poczuła lekki ruch dłoni przyjaciółki, która powoli otworzyła oczy.
-Sandra?- Zapytała cicho, patrząc na nią w niemałym szoku.
-Gdzie ja… jestem?
-W szpitalu. Miałaś wypadek, pamiętasz cokolwiek?- Sandra spojrzała na nią z cichym syknięciem z bólu.
-Kiedy?
-Miesiąc temu.
-Nie pamiętam, a co się stało?- Zapytała, nadal patrząc na nią pytającym wzrokiem.
-Marta Cię potrąciła. Czekaj, pójdę po lekarza.- Kinga wstała i wyszła. Po krótkiej chwili weszła na salę wraz z lekarzem, który zaczął Sandrę dokładnie badać.
Po wizycie lekarza przyszedł Kouyou. Widząc, że San w końcu się obudziła, usiadł szybko obok niej i uradowany tym faktem chwycił jej dłoń.
-Cześć.- Mruknęła brunetka, zmęczona, ale nie jego obecnością, tylko ciągłymi badaniami.
-Jak się czujesz?- Na te słowa dziewczyna delikatnie się uśmiechnęła. Naprawdę, nawet Ona cieszyła się z jego obecności.
-Nawet dobrze, ale jeżeli jeszcze raz ktoś przyjdzie pobrać mi krew, albo cokolwiek innego zrobić, to będę wściekła i będę rzucać w tego kogoś, czym popadnie.- Zaśmiała się, a jej wypowiedź rozśmieszyła nawet mężczyznę.
Kouyou lekko dotknął jej policzka. Bardzo dobrze widział, że Sandra mimo tego, że niedawno się przebudziła, jest wykończona. Równie szybko doszło do niego, że to pewnie przez leki, jak i przez badania, które lekarza zdążyli już jej zrobić.
-To może ja już lepiej pójdę?- Spojrzał na nią smutno.- Lepiej, żebyś odpoczywała.- Po tych słowach wstał, kierując się w stronę drzwi. Miał już zrobić krok w stronę wyjścia, gdy poczuł ucisk na ręce. Ponownie spojrzał na dziewczynę i zauważył jak mimo odczuwalnego bólu lekko się podniosła tylko po to, by go zatrzymać.
-Nie idź, proszę.- Powiedziała, puszczając jego rękę z cichym syknięciem, po czym opadła na łóżko.
Gitarzysta patrzył na nią zdziwiony. Nie sądził, że Sandra będzie chciała, żeby został, w dodatku tak bardzo, że mimo bólu go chwyciła.
-Dobrze, zostanę.- Uśmiechnął się i usiadł obok niej…
Kinga wróciła do mieszkania, w końcu była być całkowicie spokojna. Marta była w areszcie, Sandra się obudziła. Sądziła, że teraz wszystko będzie dobrze.
Zdjęła torbę z ramienia i wyjęła z niej klucze. W tym momencie na schodach usłyszała rozmowy. Po głosach zorientowała się, że to Takanori i Yuu.
Właśnie przekręciła klucz w zamku, gdy usłyszała za sobą „Cześć”, a na policzku poczuła muśnięcie czyiś warg.
-Cześć Taka.- Odpowiedziała, uśmiechając się.
Odwróciła się w jego stronę i od razu wtuliła w niego.
-Sandra się obudziła.- Dodała, a Aoi z Rukim się uśmiechnęli.
-To świetnie.- Powiedział gitarzysta, podchodząc do drzwi.
-Może i świetnie, ale trzeba ten wyczyn uczcić.- Rzucił Takanori, śmiejąc się cicho.
-A ty tylko o piciu.- Powiedziała bardzo poważnym głosem Rin i całą trójką weszli do mieszkania dziewczyn.
-A wiesz może gdzie Kouyou?- Zapytał Yuu patrząc w ekran swojego telefonu.
-Ostatnio go widziałam jak siedział u Sandry.- Odpowiedziała Kinga kierując się do kuchni.
-No to wpadł po uszy.- Zaśmiał się Takanori.-Chociaż, coś w niej musi być.
-Ty też przecież wpadłeś po uszy, no na szczęście nie na jej punkcie, więc się nie odzywaj.- Dziewczyna zawołała z kuchni.
-Oj kochanie…
-Kochanie? Od kiedy ty się tak do kogoś odzywasz? No za wyjątkiem Tanabe, kiedy coś od niego chcesz.- Yuu wybuchł śmiechem, gdy tylko dziewczyna weszła do salonu.
-Czyli jednak nie jestem jedyna.
-Jesteś! Z Kaiem to tylko takie żarty.
-A do mnie to już nie żart?
-Nie, przecież wiesz, że nie, coś ty taka zazdrosna kochanie?- Powiedział Ruki, przytulając szatynkę do siebie. Aoi nie potrafił powstrzymać śmiechu, a mina dziewczyny jeszcze bardziej go rozbawiała…
Kouyou siedział z Sandrą do późna. Nie chciał zostawić jej nawet na sekundę, wolał też zostać w szpitalu na noc, ale pielęgniarka dobitnie dała mu do zrozumienia, że nie może zostać.
-Kyu, poradzę sobie.- Sandra bardzo delikatnie się uśmiechnęła, patrząc na niego.
-A jak coś Ci się stanie?
-Kouyou… Jestem w szpitalu, nic mi się tu nie stanie, a teraz chłopaki pewnie się już martwią, chociaż może i wole nie wiedzieć, o kogo bardziej.- Zaśmiała się, widząc jego zmartwioną minę.
-No dobrze, to do jutra.- Powiedział wstając powoli, delikatnie musnął wargami policzek brunetki. Niepewnie podszedł do drzwi. Stał przy nich dłuższą chwilę, jakby się nad czymś zastanawiając. Już miał chwycić za klamkę, ale cofnął się i szybko podszedł z powrotem.
-Co ty ro…- Przerwał jej namiętnym pocałunkiem, który zaskoczona, odwzajemniła.
-Kocham Cię.- Dodam i szybko wyszedł z sali.
Sandra siedziała na łóżku nieruchomo, patrząc na drzwi, nie wierzyła w to, co się przed chwilą stało. On… Właśnie ją pocałował, w dodatku powiedział, że ją kocha.
Po chwili jednak musiała się uszczypnąć, by mieć pewność, że to prawda, a nie po prostu sen.
Bolało, czyli to prawda, uśmiechnęła się, patrząc na drzwi.
-Też Cię kocham.- Szepnęła cichuteńko, po czym się położyła.
Zasnęła dopiero gdzieś w okolicach godziny czwartej nad ranem.
Kiedy się obudziła, zobaczyła nad sobą lekarza i pielęgniarkę, która właśnie ją budziła. Bez żadnego, „ale” wzięli ją na badania, bo wszystkie wcześniejsze wyniki wyszły pozytywnie, a jej lekarz, wolał się upewnić, czy na pewno wszystko jest w porządku.
Kinga po pracy postanowiła odwiedzić przyjaciółkę, ale gdy weszła na salę, Sandry nie było, Szatynka postanowiła jednak poczekać.
Rozejrzała się po sali i doszła do wniosku, dlaczego Sandra po dłuższych pobytach w szpitalu wariowała. Pokój brunetki zazwyczaj był w ciemnych kolorach, a meble w średnich odcieniach kontrastowały czarny kolor ścian.
A jeżeli ściany miały być już w jasne, to raczej w kolorach fioletu, czerwieni czy błękitu, a do tego w oknach zawsze ciemne zasłony.
W szpitalach zawsze panowały jasne kolory ścian, a w dodatku białe meble, a w oknach? Nic, nigdzie żadnej dekoracji. Może i w świetle wpadającym przez okno, wyglądało to higienicznie, ale nawet Kinga wiedziała, że nie potrafi wytrzymać w tak jasnym pomieszczeniu, w dodatku czuła się bardzo nieswojo. Po prostu, cały ten szpital był po prostu nudny.
Akurat na salę weszła Sandra, bardzo się ucieszyła widząc przyjaciółkę, ponieważ wcześniejszego dnia nie miały zbytnio okazji by porozmawiać.
-San, jak ty wyglądasz?- Powiedziała szatynka, kiedy pielęgniarka wyszła.
-Oj tam, czuję się dobrze, a z tego, co mi wiadomo, to jutro prawdopodobnie stąd wyjdę- Brunetka zaśmiała się i usiadła na łóżku.- Kyu wczoraj był do późna.
-I, co?
-No… właśnie to dziwne, bo powiedział, że mnie kocha.- Odpowiedziała, spuszczając głowę w dół. Sama nadal nie wierzyła, że to mówi, ale przecież taka była prawda.
Kin rozchyliła usta z niedowierzaniem. Patrząc na przyjaciółkę, usiadła obok niej. Wiedziała, że Kouyou coś do niej czuje, ale sądziła, że poczeka z tym, aż Sandra wyjdzie. Jednak widziała, że dobrze zrobił, bo Sandra była szczęśliwa, mimo, że pewnie trudno było jej w to uwierzyć.
-Z tego, co wiem, to mówił prawdę.- Kinga delikatnie się uśmiechnęła.- Więc lepiej bierz się za niego, bo wiecznie czekać nie będzie.- Sandra na słowa przyjaciółki, zaśmiała się.
-Wiem, że to prawda, w końcu mnie pocałował.- Na te słowa, szatynka szeroko otworzyła oczy, ponieważ gdy wcześniej widywała Kyu, nie był pewien, czy powinien robić jakikolwiek ruch. Jednak zdecydował, ale przecież Marta siedziała w areszcie, więc nikt nie mógł teraz między nimi ingerować.
-Ale wiesz…- Sandra cicho szepnęła, niepewnie patrząc na przyjaciółkę.
-Ja też go kocham, ale tak naprawdę kocham…
Część 7: Uczucia
Minął miesiąc. Sandra cały czas była nieprzytomna. Dopiero po dwóch tygodniach ktokolwiek mógł wejść, ale nawet łzy Kouyou nie były w stanie jej obudzić.
To był już miesiąc od tego wypadku. Kinga ponownie odwiedziła przyjaciółkę. Usiadła obok niej i tak siedziała w milczeniu, dotykając delikatnie jej dłoni, a w myślach błagając, by w końcu się obudziła.
Nagle poczuła lekki ruch dłoni przyjaciółki, która powoli otworzyła oczy.
-Sandra?- Zapytała cicho, patrząc na nią w niemałym szoku.
-Gdzie ja… jestem?
-W szpitalu. Miałaś wypadek, pamiętasz cokolwiek?- Sandra spojrzała na nią z cichym syknięciem z bólu.
-Kiedy?
-Miesiąc temu.
-Nie pamiętam, a co się stało?- Zapytała, nadal patrząc na nią pytającym wzrokiem.
-Marta Cię potrąciła. Czekaj, pójdę po lekarza.- Kinga wstała i wyszła. Po krótkiej chwili weszła na salę wraz z lekarzem, który zaczął Sandrę dokładnie badać.
Po wizycie lekarza przyszedł Kouyou. Widząc, że San w końcu się obudziła, usiadł szybko obok niej i uradowany tym faktem chwycił jej dłoń.
-Cześć.- Mruknęła brunetka, zmęczona, ale nie jego obecnością, tylko ciągłymi badaniami.
-Jak się czujesz?- Na te słowa dziewczyna delikatnie się uśmiechnęła. Naprawdę, nawet Ona cieszyła się z jego obecności.
-Nawet dobrze, ale jeżeli jeszcze raz ktoś przyjdzie pobrać mi krew, albo cokolwiek innego zrobić, to będę wściekła i będę rzucać w tego kogoś, czym popadnie.- Zaśmiała się, a jej wypowiedź rozśmieszyła nawet mężczyznę.
Kouyou lekko dotknął jej policzka. Bardzo dobrze widział, że Sandra mimo tego, że niedawno się przebudziła, jest wykończona. Równie szybko doszło do niego, że to pewnie przez leki, jak i przez badania, które lekarza zdążyli już jej zrobić.
-To może ja już lepiej pójdę?- Spojrzał na nią smutno.- Lepiej, żebyś odpoczywała.- Po tych słowach wstał, kierując się w stronę drzwi. Miał już zrobić krok w stronę wyjścia, gdy poczuł ucisk na ręce. Ponownie spojrzał na dziewczynę i zauważył jak mimo odczuwalnego bólu lekko się podniosła tylko po to, by go zatrzymać.
-Nie idź, proszę.- Powiedziała, puszczając jego rękę z cichym syknięciem, po czym opadła na łóżko.
Gitarzysta patrzył na nią zdziwiony. Nie sądził, że Sandra będzie chciała, żeby został, w dodatku tak bardzo, że mimo bólu go chwyciła.
-Dobrze, zostanę.- Uśmiechnął się i usiadł obok niej…
Kinga wróciła do mieszkania, w końcu była być całkowicie spokojna. Marta była w areszcie, Sandra się obudziła. Sądziła, że teraz wszystko będzie dobrze.
Zdjęła torbę z ramienia i wyjęła z niej klucze. W tym momencie na schodach usłyszała rozmowy. Po głosach zorientowała się, że to Takanori i Yuu.
Właśnie przekręciła klucz w zamku, gdy usłyszała za sobą „Cześć”, a na policzku poczuła muśnięcie czyiś warg.
-Cześć Taka.- Odpowiedziała, uśmiechając się.
Odwróciła się w jego stronę i od razu wtuliła w niego.
-Sandra się obudziła.- Dodała, a Aoi z Rukim się uśmiechnęli.
-To świetnie.- Powiedział gitarzysta, podchodząc do drzwi.
-Może i świetnie, ale trzeba ten wyczyn uczcić.- Rzucił Takanori, śmiejąc się cicho.
-A ty tylko o piciu.- Powiedziała bardzo poważnym głosem Rin i całą trójką weszli do mieszkania dziewczyn.
-A wiesz może gdzie Kouyou?- Zapytał Yuu patrząc w ekran swojego telefonu.
-Ostatnio go widziałam jak siedział u Sandry.- Odpowiedziała Kinga kierując się do kuchni.
-No to wpadł po uszy.- Zaśmiał się Takanori.-Chociaż, coś w niej musi być.
-Ty też przecież wpadłeś po uszy, no na szczęście nie na jej punkcie, więc się nie odzywaj.- Dziewczyna zawołała z kuchni.
-Oj kochanie…
-Kochanie? Od kiedy ty się tak do kogoś odzywasz? No za wyjątkiem Tanabe, kiedy coś od niego chcesz.- Yuu wybuchł śmiechem, gdy tylko dziewczyna weszła do salonu.
-Czyli jednak nie jestem jedyna.
-Jesteś! Z Kaiem to tylko takie żarty.
-A do mnie to już nie żart?
-Nie, przecież wiesz, że nie, coś ty taka zazdrosna kochanie?- Powiedział Ruki, przytulając szatynkę do siebie. Aoi nie potrafił powstrzymać śmiechu, a mina dziewczyny jeszcze bardziej go rozbawiała…
Kouyou siedział z Sandrą do późna. Nie chciał zostawić jej nawet na sekundę, wolał też zostać w szpitalu na noc, ale pielęgniarka dobitnie dała mu do zrozumienia, że nie może zostać.
-Kyu, poradzę sobie.- Sandra bardzo delikatnie się uśmiechnęła, patrząc na niego.
-A jak coś Ci się stanie?
-Kouyou… Jestem w szpitalu, nic mi się tu nie stanie, a teraz chłopaki pewnie się już martwią, chociaż może i wole nie wiedzieć, o kogo bardziej.- Zaśmiała się, widząc jego zmartwioną minę.
-No dobrze, to do jutra.- Powiedział wstając powoli, delikatnie musnął wargami policzek brunetki. Niepewnie podszedł do drzwi. Stał przy nich dłuższą chwilę, jakby się nad czymś zastanawiając. Już miał chwycić za klamkę, ale cofnął się i szybko podszedł z powrotem.
-Co ty ro…- Przerwał jej namiętnym pocałunkiem, który zaskoczona, odwzajemniła.
-Kocham Cię.- Dodam i szybko wyszedł z sali.
Sandra siedziała na łóżku nieruchomo, patrząc na drzwi, nie wierzyła w to, co się przed chwilą stało. On… Właśnie ją pocałował, w dodatku powiedział, że ją kocha.
Po chwili jednak musiała się uszczypnąć, by mieć pewność, że to prawda, a nie po prostu sen.
Bolało, czyli to prawda, uśmiechnęła się, patrząc na drzwi.
-Też Cię kocham.- Szepnęła cichuteńko, po czym się położyła.
Zasnęła dopiero gdzieś w okolicach godziny czwartej nad ranem.
Kiedy się obudziła, zobaczyła nad sobą lekarza i pielęgniarkę, która właśnie ją budziła. Bez żadnego, „ale” wzięli ją na badania, bo wszystkie wcześniejsze wyniki wyszły pozytywnie, a jej lekarz, wolał się upewnić, czy na pewno wszystko jest w porządku.
Kinga po pracy postanowiła odwiedzić przyjaciółkę, ale gdy weszła na salę, Sandry nie było, Szatynka postanowiła jednak poczekać.
Rozejrzała się po sali i doszła do wniosku, dlaczego Sandra po dłuższych pobytach w szpitalu wariowała. Pokój brunetki zazwyczaj był w ciemnych kolorach, a meble w średnich odcieniach kontrastowały czarny kolor ścian.
A jeżeli ściany miały być już w jasne, to raczej w kolorach fioletu, czerwieni czy błękitu, a do tego w oknach zawsze ciemne zasłony.
W szpitalach zawsze panowały jasne kolory ścian, a w dodatku białe meble, a w oknach? Nic, nigdzie żadnej dekoracji. Może i w świetle wpadającym przez okno, wyglądało to higienicznie, ale nawet Kinga wiedziała, że nie potrafi wytrzymać w tak jasnym pomieszczeniu, w dodatku czuła się bardzo nieswojo. Po prostu, cały ten szpital był po prostu nudny.
Akurat na salę weszła Sandra, bardzo się ucieszyła widząc przyjaciółkę, ponieważ wcześniejszego dnia nie miały zbytnio okazji by porozmawiać.
-San, jak ty wyglądasz?- Powiedziała szatynka, kiedy pielęgniarka wyszła.
-Oj tam, czuję się dobrze, a z tego, co mi wiadomo, to jutro prawdopodobnie stąd wyjdę- Brunetka zaśmiała się i usiadła na łóżku.- Kyu wczoraj był do późna.
-I, co?
-No… właśnie to dziwne, bo powiedział, że mnie kocha.- Odpowiedziała, spuszczając głowę w dół. Sama nadal nie wierzyła, że to mówi, ale przecież taka była prawda.
Kin rozchyliła usta z niedowierzaniem. Patrząc na przyjaciółkę, usiadła obok niej. Wiedziała, że Kouyou coś do niej czuje, ale sądziła, że poczeka z tym, aż Sandra wyjdzie. Jednak widziała, że dobrze zrobił, bo Sandra była szczęśliwa, mimo, że pewnie trudno było jej w to uwierzyć.
-Z tego, co wiem, to mówił prawdę.- Kinga delikatnie się uśmiechnęła.- Więc lepiej bierz się za niego, bo wiecznie czekać nie będzie.- Sandra na słowa przyjaciółki, zaśmiała się.
-Wiem, że to prawda, w końcu mnie pocałował.- Na te słowa, szatynka szeroko otworzyła oczy, ponieważ gdy wcześniej widywała Kyu, nie był pewien, czy powinien robić jakikolwiek ruch. Jednak zdecydował, ale przecież Marta siedziała w areszcie, więc nikt nie mógł teraz między nimi ingerować.
-Ale wiesz…- Sandra cicho szepnęła, niepewnie patrząc na przyjaciółkę.
-Ja też go kocham, ale tak naprawdę kocham…
niedziela, 22 czerwca 2014
Część 6: Wypadek.
Witam. Tak wiem, długo mnie nie było, no ale wiecie, nauka, potem święta, następnie zakończenie roku i matury. Po tym wszystkim zaczęłam mieć problemy z komputerem, a następnie z Wordem. Ale powiem wam, że ten najnowszy office to całkiem, całkiem xD
No i najważniejsze ogłoszenie: Wiadomo, wakacje itd, itd. Dla mnie wyjazd do Warszawy, a potem szukanie pracy, a jako, że jeżeli chodzi o opowiadanie to na dzień dzisiejszy stoję w miejscu, zawieszam bloga...
Nie wiem do kiedy, ale pewnie termin odwieszenia będzie jakoś Sierpień/Wrzesień.
Miłego czytania:
Część 6: Wypadek.
Sandra w przeciwieństwie od Kouyou spała dobrze. Jakimś niewyjaśnionym cudem, sama sobie uwierzyła, że Marta da jej w końcu spokój i się od niej odczepi.
-Sandra, ja to już chyba ze starości ślepa jestem.- Powiedziała Kinga, widząc uśmiech na twarzy przyjaciółki.
-Wcale nie, czuje, że w końcu uwolniłam się od tej psychopatki z piekła rodem.- Odpowiedziała Sandra, dopijając swoją kawę.- Musze już niestety iść do pracy, porozmawiamy wieczorem.- Dodała praktycznie wybiegając z mieszkania.
Kinga cicho się zaśmiała widząc radość swojej przyjaciółki.
-No i wróciła stara San, oby jej już tak zostało..- Szepnęła cicho pod nosem i wzięła się za jedzenie śniadania.
Gdy spojrzała na zegar doszło do niej, że też już musi wychodzić do pracy…
Od samego rana siedzieli w studiu. Kouyou był jakiś nieswój i w ogóle niewyspany, było to niestety, ale widać od razu jak wszedł do pomieszczenia.
Yuu dobrze wiedział, że tak będzie. Oczywiście bardzo dobrze wiedział, o co chodzi, ale obiecał młodszemu, że nic nikomu nie powie. Reszta widząc Kyu i zmieszanie Yuu, od razu zaczęli się wypytywać, o co chodzi, no, ale Aoi wolał jednak tajemnicę utrzymać między sobą, a Ślicznym.
Takanori był w wręcz przeciwnym od gitarzysty humorze. Menadżer oczywiście myślał, że Ruki coś wziął z samego rana, ale reszta zespołu jak zwykle obróciła to w żart. Ze wszystkiego się śmiał i nawet na wygłupy go wzięło.
-Takanori, to powiesz w końcu, o co chodzi?- Zapytał Reita patrząc na niego.
-A, bo co?- Powiedział Takanori, śmiejąc się cicho.- Po prostu mam dobry humor i tyle.
-Jasne, jakbyś miał dobry humor, nie odwalałoby Ci tak.
-To przez Kin, jemu się z nią udało.- Powiedział mętnie Kyu, patrząc ponownie przez okno. Po chwili cicho westchnął i wstał.- Idę zapalić.- Dodał wychodząc z pomieszczenia.
Kiedy już znalazł się w palarni, odpalił kolejnego papierosa. Nadal dręczył się z myślą, że może po prostu boi się związać z Sandrą. A może po prostu jest idiotą i w taki sposób nigdy jej do siebie nie przekona.
Ponownie nie był pewien tego, co do niej czuje i nie chciał zepsuć tej relacji między nimi.
„Jestem debilem, wiem o tym.” Pomyślał wkurzony, zagryzając mocno dolną wargę.
W tym momencie do pomieszczenia wszedł ich menadżer.
-Kyu, może naprawdę weźmiesz sobie te kilka dni wolnego? Widzę przecież, że od kilku dni coś Cię gryzie i to nie błahostka.- Powiedział, podchodząc do niego.
-Nie trzeba, to i tak sprawa prywatna, a w pracy próbuje się od tego wyrwać, ale ten tekst Ruksa…
-Zakochałeś się? No to nieźle Cię wzięło chłopie. Nigdy tak nie wariowałeś z powodu panienki.
-Po pierwsze, to nie panienka, do niej to określenie nie pasuje.
-Oj, przepraszam. Myślałem, że ty…
-Że znalazłem sobie kolejną ofiarę do łóżka? Raczej nie, o niej… Nie wiem, czemu, ale myślę całkowicie poważnie.
-Czyli chodzi o tą dziewczynę, z którą Cię wczoraj widziałem? No wygląda na inną niż twoje ulubienice.- Na te słowa menadżera oczy Kouyou maksymalnie się rozszerzyły.- Nie patrz tak, myślisz, że skąd wiem, o który tekst Rukiego Ci chodzi? I uwierz, naprawdę będzie lepiej jak na dwa, albo nawet trzy dni zostaniesz w domu, ty już i tak masz wszystko nagrane.
-Dobrze, dziękuję.- Szepnął gitarzysta gasząc wypalonego już papierosa i wyszedł z palarni.
Bez słów wyjaśnień wziął swoje rzeczy i wyszedł ze studia…
Postanowił wrócić pieszo i przy okazji odwiedzić Sandrę w pracy. Pomyślał, że może jak ją zobaczy to jego nastrój się poprawi. Tak właśnie działał na niego jej widok.
Bez problemu udało mu się dostać na plac za sklepem, w którym pracuje dziewczyna.
Tam automatycznie ją zauważył, ale jednego szczegółu się nie spodziewał.
-Ty palisz?- Zapytał, podchodząc do niej. Właśnie miała przerwę, więc nie stała sama, ale ten widok… Całkowicie się tego nie spodziewał.
Brunetka spojrzała na niego, zaciągając się dymem papierosowym i lekko się do niego uśmiechnęła.
No, co? Przecież nie jestem szczylem, prawda?- Uniosła brew, patrząc na niego.
-No ja myślałem…
-Że co? Ja taka całkowicie święta? To widocznie się mylisz.- W tym momencie usłyszał w jej głosie zdenerwowanie. Ale westchnęła cicho gasząc papierosa pod butem i podeszła do niego.
Wtuliła się w niego mocno.
-A tak w ogóle, to, co tu robisz?- Zapytała i spojrzała mu w oczy.
-Musiałem Cię zobaczyć.- Uśmiechnął się. Totalnie nie spodziewał się tego, co zobaczy, ale jednak i tak widok Sandry poprawił mu humor i chociaż na chwilę przestał myśleć o tym, co męczyło go cały czas. W tym momencie dziewczyna zawiedziona spojrzała na zegarek.
-Wybacz, ale muszę już wrócić do pracy. Wpadnę do was jak wrócę- Powiedziała, wchodząc do budynku, a Kyu zawrócił, wracając do domu.
Cała trójka nadal się zastanawiała, co takiego się stało, co wywołało tak dziwne zachowanie u Kouyou i jego ponury nastrój.
W końcu udało im się przekonać Yuu, żeby im powiedział.
-Chodzi o Sandrę, ale naprawdę wiem tylko tyle, że On nie umie się do niej zbliżyć.- Powiedział starszy gitarzysta, patrząc z wyrzutem na resztę zespołu.- Jesteście okrutni…
Sandra po skończonej pracy wracała spokojnie do domu. Nigdzie się nie śpieszyła, bo przecież Kinga akurat tego dnia miała wrócić później.
Brunetka akurat skręciła w uliczkę, która była zawsze bardzo spokojna. Nie zwróciła uwagi na wycie silnika za sobą, bo przecież szła grzecznie chodnikiem, ale to był bardzo poważny błąd.
Nie czuła potrzeby by się odwrócić, gdy nagle poczuła silne uderzenie, po którym straciła przytomność.
-Masz za swoje.- Szepnęła sama do siebie Marta, która prowadziła ten samochód. Widząc, że Sandra leży nieruchomo, uśmiechnęła się sama do siebie i odjechała, nie zwracając uwagi na ludzi stojących w oknach…
Młodszy gitarzysta już siedział w studiu. Była strasznie wściekły na Yuu, który oczywiście musiał się reszcie wygadać. Po jakimś czasie odłożył gitarę i zarazem wstał powoli.
-Ile jeszcze?- Zapytał, patrząc z oburzeniem na lidera.
-Ty to już lepiej nie marudź. Na przerwie żeś znowu gdzieś zwiał, gdy my staraliśmy się nadrobić zaległości, bo termin tuż, tuż.- Odpowiedział Tanabe, wstając zza swojej perkusji.- I skończ z tym swoim romansem, bo gdy menadżer się dowie, że ty tak na poważnie, to my wszyscy będziemy mieli nieźle przerąbane.
-A Takanori to może…- Gitarzysta szybko skończyłby się do końca nie wygadać. W tym momencie również zadzwonił jego telefon. Bez zastanowienia go odebrał, jednak to, co usłyszał sprawiło, że jego mina natychmiast się zmieniła.
Reszta zespołu również bardzo spoważniała, próbując coś dosłyszeć.
Gitarzysta po chwili, bez żadnego słowa schował telefon i usiadł.
-Kyu, co się dzieje? Coś tak zbladł?- Zapytał Reita, patrząc na niego uważnie.
-Sandra miała wypadek… Ktoś ją potrącił… Marta…- Ostatnie słowo wysyczał, zaciskając pięść. Po chwili jednak wstał i szybko ubrał kurtkę.- Skończcie dziś beze mnie. Tak wiem, znowu, ale muszę jechać do szpitala.- Dodał, chwytając za klamkę drzwi. Nic więcej nie tłumacząc, wyszedł z pomieszczenia. Biegiem mijał idących obok niego ludzi na korytarzach. Po dość krótkim czasie wsiadł w końcu do samochodu i ruszył z piskiem opon. Nie interesowało go teraz, co powie reszta, dobrze wiedział, że teraz musi być przy San…
Minęło już kilka godzin. W końcu Sandra znalazła się na sali, ale nikt nie mógł do niej wejść. Kinga wraz z Kouyou zostali od razu przesłuchani.
Gdy już policja dała im spokój, oboje patrzyli na szybę na nieprzytomną brunetkę.
-Jak myślisz, kto mógłby to zrobić?- Zapytała szatynka, na chwilę skupiając wzrok na gitarzyście.
-Marta, tak, to na pewno Ona.- Odpowiedział bez żadnych uczuć w głosie. Nie chciał dać poznać po sobie, że najchętniej zabiłby tą jędzę.
Był pewien, że to ona, bo przecież to jej zniszczyli plan, więc kto inny by chciał się zemścić i kto oprócz niej byłby zdolny do takich czynów. Wiedział też, że sam będzie musiał bardzo uważać.
Położył delikatnie dłoń na szybie i zamknął oczy. Wargi złożył w cieniutką kreskę, a drugą dłoń zacisnął w pięść.
-Kyu, wszyscy wiemy, że coś do niej czujesz i nie dasz jej skrzywdzić, ale to nie twoja wina, że ten wypadek miał w ogóle miejsce.
-Mylisz się, gdybym zadzwonił na policję, że spotkam się ze sprawcą, to już siedziałaby zamknięta, a nie dalej bezkarnie latała sobie na wolności, a do wypadku w ogóle by nie doszło.- Powiedział szybko, w dodatku nawet nie drgnął.
-Ale nie wiedziałeś, że Marta się posunie do takiego stopnia, spokojnie.- Dodała szatynka, kładąc dłoń na jego ramieniu.- Sandrze też na tobie zależy i to bardzo.- Uśmiechnęła się, patrząc na niego.
-Czekaj… Naprawdę?
-Tak i nie spieprz tego…
No i najważniejsze ogłoszenie: Wiadomo, wakacje itd, itd. Dla mnie wyjazd do Warszawy, a potem szukanie pracy, a jako, że jeżeli chodzi o opowiadanie to na dzień dzisiejszy stoję w miejscu, zawieszam bloga...
Nie wiem do kiedy, ale pewnie termin odwieszenia będzie jakoś Sierpień/Wrzesień.
Miłego czytania:
Część 6: Wypadek.
Sandra w przeciwieństwie od Kouyou spała dobrze. Jakimś niewyjaśnionym cudem, sama sobie uwierzyła, że Marta da jej w końcu spokój i się od niej odczepi.
-Sandra, ja to już chyba ze starości ślepa jestem.- Powiedziała Kinga, widząc uśmiech na twarzy przyjaciółki.
-Wcale nie, czuje, że w końcu uwolniłam się od tej psychopatki z piekła rodem.- Odpowiedziała Sandra, dopijając swoją kawę.- Musze już niestety iść do pracy, porozmawiamy wieczorem.- Dodała praktycznie wybiegając z mieszkania.
Kinga cicho się zaśmiała widząc radość swojej przyjaciółki.
-No i wróciła stara San, oby jej już tak zostało..- Szepnęła cicho pod nosem i wzięła się za jedzenie śniadania.
Gdy spojrzała na zegar doszło do niej, że też już musi wychodzić do pracy…
Od samego rana siedzieli w studiu. Kouyou był jakiś nieswój i w ogóle niewyspany, było to niestety, ale widać od razu jak wszedł do pomieszczenia.
Yuu dobrze wiedział, że tak będzie. Oczywiście bardzo dobrze wiedział, o co chodzi, ale obiecał młodszemu, że nic nikomu nie powie. Reszta widząc Kyu i zmieszanie Yuu, od razu zaczęli się wypytywać, o co chodzi, no, ale Aoi wolał jednak tajemnicę utrzymać między sobą, a Ślicznym.
Takanori był w wręcz przeciwnym od gitarzysty humorze. Menadżer oczywiście myślał, że Ruki coś wziął z samego rana, ale reszta zespołu jak zwykle obróciła to w żart. Ze wszystkiego się śmiał i nawet na wygłupy go wzięło.
-Takanori, to powiesz w końcu, o co chodzi?- Zapytał Reita patrząc na niego.
-A, bo co?- Powiedział Takanori, śmiejąc się cicho.- Po prostu mam dobry humor i tyle.
-Jasne, jakbyś miał dobry humor, nie odwalałoby Ci tak.
-To przez Kin, jemu się z nią udało.- Powiedział mętnie Kyu, patrząc ponownie przez okno. Po chwili cicho westchnął i wstał.- Idę zapalić.- Dodał wychodząc z pomieszczenia.
Kiedy już znalazł się w palarni, odpalił kolejnego papierosa. Nadal dręczył się z myślą, że może po prostu boi się związać z Sandrą. A może po prostu jest idiotą i w taki sposób nigdy jej do siebie nie przekona.
Ponownie nie był pewien tego, co do niej czuje i nie chciał zepsuć tej relacji między nimi.
„Jestem debilem, wiem o tym.” Pomyślał wkurzony, zagryzając mocno dolną wargę.
W tym momencie do pomieszczenia wszedł ich menadżer.
-Kyu, może naprawdę weźmiesz sobie te kilka dni wolnego? Widzę przecież, że od kilku dni coś Cię gryzie i to nie błahostka.- Powiedział, podchodząc do niego.
-Nie trzeba, to i tak sprawa prywatna, a w pracy próbuje się od tego wyrwać, ale ten tekst Ruksa…
-Zakochałeś się? No to nieźle Cię wzięło chłopie. Nigdy tak nie wariowałeś z powodu panienki.
-Po pierwsze, to nie panienka, do niej to określenie nie pasuje.
-Oj, przepraszam. Myślałem, że ty…
-Że znalazłem sobie kolejną ofiarę do łóżka? Raczej nie, o niej… Nie wiem, czemu, ale myślę całkowicie poważnie.
-Czyli chodzi o tą dziewczynę, z którą Cię wczoraj widziałem? No wygląda na inną niż twoje ulubienice.- Na te słowa menadżera oczy Kouyou maksymalnie się rozszerzyły.- Nie patrz tak, myślisz, że skąd wiem, o który tekst Rukiego Ci chodzi? I uwierz, naprawdę będzie lepiej jak na dwa, albo nawet trzy dni zostaniesz w domu, ty już i tak masz wszystko nagrane.
-Dobrze, dziękuję.- Szepnął gitarzysta gasząc wypalonego już papierosa i wyszedł z palarni.
Bez słów wyjaśnień wziął swoje rzeczy i wyszedł ze studia…
Postanowił wrócić pieszo i przy okazji odwiedzić Sandrę w pracy. Pomyślał, że może jak ją zobaczy to jego nastrój się poprawi. Tak właśnie działał na niego jej widok.
Bez problemu udało mu się dostać na plac za sklepem, w którym pracuje dziewczyna.
Tam automatycznie ją zauważył, ale jednego szczegółu się nie spodziewał.
-Ty palisz?- Zapytał, podchodząc do niej. Właśnie miała przerwę, więc nie stała sama, ale ten widok… Całkowicie się tego nie spodziewał.
Brunetka spojrzała na niego, zaciągając się dymem papierosowym i lekko się do niego uśmiechnęła.
No, co? Przecież nie jestem szczylem, prawda?- Uniosła brew, patrząc na niego.
-No ja myślałem…
-Że co? Ja taka całkowicie święta? To widocznie się mylisz.- W tym momencie usłyszał w jej głosie zdenerwowanie. Ale westchnęła cicho gasząc papierosa pod butem i podeszła do niego.
Wtuliła się w niego mocno.
-A tak w ogóle, to, co tu robisz?- Zapytała i spojrzała mu w oczy.
-Musiałem Cię zobaczyć.- Uśmiechnął się. Totalnie nie spodziewał się tego, co zobaczy, ale jednak i tak widok Sandry poprawił mu humor i chociaż na chwilę przestał myśleć o tym, co męczyło go cały czas. W tym momencie dziewczyna zawiedziona spojrzała na zegarek.
-Wybacz, ale muszę już wrócić do pracy. Wpadnę do was jak wrócę- Powiedziała, wchodząc do budynku, a Kyu zawrócił, wracając do domu.
Cała trójka nadal się zastanawiała, co takiego się stało, co wywołało tak dziwne zachowanie u Kouyou i jego ponury nastrój.
W końcu udało im się przekonać Yuu, żeby im powiedział.
-Chodzi o Sandrę, ale naprawdę wiem tylko tyle, że On nie umie się do niej zbliżyć.- Powiedział starszy gitarzysta, patrząc z wyrzutem na resztę zespołu.- Jesteście okrutni…
Sandra po skończonej pracy wracała spokojnie do domu. Nigdzie się nie śpieszyła, bo przecież Kinga akurat tego dnia miała wrócić później.
Brunetka akurat skręciła w uliczkę, która była zawsze bardzo spokojna. Nie zwróciła uwagi na wycie silnika za sobą, bo przecież szła grzecznie chodnikiem, ale to był bardzo poważny błąd.
Nie czuła potrzeby by się odwrócić, gdy nagle poczuła silne uderzenie, po którym straciła przytomność.
-Masz za swoje.- Szepnęła sama do siebie Marta, która prowadziła ten samochód. Widząc, że Sandra leży nieruchomo, uśmiechnęła się sama do siebie i odjechała, nie zwracając uwagi na ludzi stojących w oknach…
Młodszy gitarzysta już siedział w studiu. Była strasznie wściekły na Yuu, który oczywiście musiał się reszcie wygadać. Po jakimś czasie odłożył gitarę i zarazem wstał powoli.
-Ile jeszcze?- Zapytał, patrząc z oburzeniem na lidera.
-Ty to już lepiej nie marudź. Na przerwie żeś znowu gdzieś zwiał, gdy my staraliśmy się nadrobić zaległości, bo termin tuż, tuż.- Odpowiedział Tanabe, wstając zza swojej perkusji.- I skończ z tym swoim romansem, bo gdy menadżer się dowie, że ty tak na poważnie, to my wszyscy będziemy mieli nieźle przerąbane.
-A Takanori to może…- Gitarzysta szybko skończyłby się do końca nie wygadać. W tym momencie również zadzwonił jego telefon. Bez zastanowienia go odebrał, jednak to, co usłyszał sprawiło, że jego mina natychmiast się zmieniła.
Reszta zespołu również bardzo spoważniała, próbując coś dosłyszeć.
Gitarzysta po chwili, bez żadnego słowa schował telefon i usiadł.
-Kyu, co się dzieje? Coś tak zbladł?- Zapytał Reita, patrząc na niego uważnie.
-Sandra miała wypadek… Ktoś ją potrącił… Marta…- Ostatnie słowo wysyczał, zaciskając pięść. Po chwili jednak wstał i szybko ubrał kurtkę.- Skończcie dziś beze mnie. Tak wiem, znowu, ale muszę jechać do szpitala.- Dodał, chwytając za klamkę drzwi. Nic więcej nie tłumacząc, wyszedł z pomieszczenia. Biegiem mijał idących obok niego ludzi na korytarzach. Po dość krótkim czasie wsiadł w końcu do samochodu i ruszył z piskiem opon. Nie interesowało go teraz, co powie reszta, dobrze wiedział, że teraz musi być przy San…
Minęło już kilka godzin. W końcu Sandra znalazła się na sali, ale nikt nie mógł do niej wejść. Kinga wraz z Kouyou zostali od razu przesłuchani.
Gdy już policja dała im spokój, oboje patrzyli na szybę na nieprzytomną brunetkę.
-Jak myślisz, kto mógłby to zrobić?- Zapytała szatynka, na chwilę skupiając wzrok na gitarzyście.
-Marta, tak, to na pewno Ona.- Odpowiedział bez żadnych uczuć w głosie. Nie chciał dać poznać po sobie, że najchętniej zabiłby tą jędzę.
Był pewien, że to ona, bo przecież to jej zniszczyli plan, więc kto inny by chciał się zemścić i kto oprócz niej byłby zdolny do takich czynów. Wiedział też, że sam będzie musiał bardzo uważać.
Położył delikatnie dłoń na szybie i zamknął oczy. Wargi złożył w cieniutką kreskę, a drugą dłoń zacisnął w pięść.
-Kyu, wszyscy wiemy, że coś do niej czujesz i nie dasz jej skrzywdzić, ale to nie twoja wina, że ten wypadek miał w ogóle miejsce.
-Mylisz się, gdybym zadzwonił na policję, że spotkam się ze sprawcą, to już siedziałaby zamknięta, a nie dalej bezkarnie latała sobie na wolności, a do wypadku w ogóle by nie doszło.- Powiedział szybko, w dodatku nawet nie drgnął.
-Ale nie wiedziałeś, że Marta się posunie do takiego stopnia, spokojnie.- Dodała szatynka, kładąc dłoń na jego ramieniu.- Sandrze też na tobie zależy i to bardzo.- Uśmiechnęła się, patrząc na niego.
-Czekaj… Naprawdę?
-Tak i nie spieprz tego…
sobota, 29 marca 2014
Część 5: Zemsta.
Tak wiem. Miałam dodać notkę przed koncertem, ale dodaje tydzień po... (Serio, to już tydzień? No bez takich!) No właśnie, do tych którzy byli... Jak się bawiliście? Tak Rin mendo, wiem, nie byłaś, a musiałaś dzisiaj kilka godzin wysłuchiwać, jaki do Miyavi cudny itd.
Ok, nie męczę już was. Miłego czytania:
Część 5: Zemsta.
Kouyou jakoś udało się wyrwać ze studia na czas, ale pod warunkiem, że następnego dnia zostanie aż do nocy i będzie nadrabiał zaległości.
-A temu gdzie to się tak śpieszy?-Zapytał zdziwiony Akira, patrząc na drzwi. Po chwili wszyscy spojrzeli na Yuu, jakby ten coś wiedział.
-No ja też nie wiem, też mnie to zdziwiło.- Odpowiedział gitarzysta ponownie spoglądając na drzwi, przez które, przed chwilą wybiegł Uruha.
-Mi się tam wydaje, że to chodzi o tą panienkę, co tak za nią lata.- Powiedział naprawdę poważnym głosem Tanabe.
-San? Możliwe i to nawet bardzo.- Odpowiedział wokalista, ale zaraz się zaśmiał. Po jeszcze krótkiej dyskusji cała czwórka wróciła do pracy…
Kouyou właśnie zaparkował i czekał przed blokiem spokojnie na Sandrę. Tak jak się spodziewał, dziewczyna po chwili podeszła do samochodu.
-Masz, lepiej ubierz.- Mężczyzna rzucił krótko, podając jej swoją srebrną bransoletkę. Zarazem uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
-Po co?- Zapytała zdziwiona, powoli ją zapinając na swoim nadgarstku.
-Żebym was na spokojnie odróżnił.
-No niech Ci będzie.- Dziewczyna westchnęła, wsiadając do samochodu…
Na miejscu byli kilka minut przed czasem. Sandra schowała się w krzakach, tak by Marta jak przyjdzie, nie mogła jej zobaczyć. Natomiast Kouyou podszedł do ławki, przy której był umówiony z dziewczyną.
I akurat ona przyszła na czas. Kyu nie był jakoś zbytnio zaskoczony, wiedział, że Marcie zależy na tym spotkaniu, mimo, że nie wie, co ją czeka.
-Cześć.- Podeszła do niego.- O czym chciałeś porozmawiać?- Sandra widząc, jak dziewczyna jest blisko gitarzysty, zaczęła się wściekać… Czyżby była zazdrosna?
Potrząsnęła szybko głową i dalej czekała na sygnał.
-A tak jakoś… Chciałeś się z tobą spotkać sam na tam.- Uśmiechnął się wrednie, mając nadzieje, że Marta nie wyczuje, że coś jest nie tak.
-A to bardzo dobrze się składa, bo chciałam z tobą bardzo poważnie porozmawiać.- Uśmiechnęła się i jeszcze bardziej zbliżyła się do mężczyzny.
-No patrz, ty chcesz chętnie rozmawiać, a ja chce coś wyjaśnić.- Powiedział poważnym, a nawet groźnym głosem Kyu. Sandra uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że to pora już wyjść z ukrycia.
-Witaj Marto.- Powiedziała, podchodząc do niej.
-Jaka Marta?! Jestem Sandra.
-A,a,a... Błąd, to ja jestem Sandra i obie dobrze o tym wiemy.
-Kouyou, powiedz coś temu sobowtórowi.- Powiedziała błagalnie Marta, sądząc, że Uruha nie wie o wszystkim.
Gitarzysta ku jej zaskoczeniu podszedł do Sandry i ją objął. Oczy Marty stały się pięciozłotówkami, gdy top zobaczyła.
-Musisz mi wybaczyć, ale już wszystko wiem i znam całą prawdę Marto.- Powiedział bardzo poważnie, a jego groźny wzrok ciągle był na nią skierowany.
Dziewczyna mimo wszystko, nie wierzyła, ż jej plan się nie powiódł, więc postanowiła grać dalej-Kyu, kochanie, o czym ty mówisz? Ten ktoś, to nie ja.
-No właśnie, nie ty, więc skończ już tą żałosną sztukę. To bardzo nie ładnie tak okłamywać ludzi, by komuś zniszczyć życie.-Powiedział z pogardą w głosie, patrząc na nią.
-Wybacz Marto, ale niestety tym razem twój plan nie wypalił.- Powiedziała tym razem Sandra, odchodząc z Gitarzystą od Marty.
Dziewczyna klęła pod nosem patrząc jak owa dwójka od niej odchodzi.
Zastanawiała się, jak Sandrze udało się ją przechytrzyć. Myślała, że nic nic powie temu całemu niby gitarzyście, bo ten by ją wziął za jakąś wariatkę. No ale skoro On tak zareagował, to znaczy, że jednak mu powiedziała.
Sandra z Kouyou powolnym krokiem poszli do kawiarni.
-Cieszę się, że w końcu po wszystkim i mama nadzieje, że się już odczepi.-Kouyou spojrzał na nią z uśmiechem.
-Teraz na pewno się odczepi i nic Ci więcej już nie zrobi.- Powiedział, obejmując ją mocniej.
Dziewczyna wtuliła się w niego, również się uśmiechając.
-Gdybym nie wiedział, pewnie dałbym się wciągnąć jeszcze bardziej w tą chorą zabawę. Teraz wiem, że to byłby ogromny błąd z mojej strony gdybym ją wybrał.
-O czym ty mówisz?
-Zobaczysz skarbie, zobaczysz.- Powiedział Kyu, nadal lekko się uśmiechając.
Sandra nieco zdziwiona patrzyła na niego, unosząc jedną brew.
No, ale skoro nie chciał powiedzieć, to postanowiła poczekać, aż sam jej powie, czy pokaże.
Po chwili weszli do kawiarni. Przez jakiś czas mimo wszystko siedzieli w milczeniu. Sandra zastanawiała się dalej, co takiego ukrywa gitarzysta, co to za tajny sekret.
Po części mogła się domyślić, ale przecież to nie dawało jej pewności… No bo… On, zakochać się w niej? Dobry żart, prawda?
Dla niej to było trochę niemożliwe, bo przecież… On mógł mieć każdą.
-O czym tak myślisz?- Zapytał, wyrywając dziewczynę z zamyślania.
-Nie, to nic takiego.- Odpowiedziała speszona, uciekając wzrokiem w bok.
-Chodzi o to, co powiedziałem, prawda?-Uniósł brew, patrząc ciągle na nią.
-Nie, naprawdę, to nic takiego.- Odpowiedziała spokojnie.
Wiedziała dobrze, że musiała go okłamać. Przecież ciekawość zżerała ją od środka, ale nie powie mu przecież jak jest naprawdę.
-San. Widzę, że coś Cię gryzie i wiem co, ale spokojnie.- Ponownie się uśmiechnął.
Kinga ponownie spacerowała z Takanorim i jego psem po parku. Wieczory zaczynały być chłodne, więc dziewczyna wtuliła się w wokalistę.
-Może będziemy już wracać?- Zapytał, patrząc na nią.
-Nie, tutaj jest tak miło.- Szepnęła, uśmiechając się.
-Ale widzę, że Ci zimno.
-Nie, wiesz, że lubię się w Ciebie wtulać.- Zaśmiała się i podeszli do ławki, na której usiedli.
-Nie chcę, byś potem była chora.
-Nie będę, nie martw się.- Dziewczyna usiadła mu na kolanach i powoli wsunęła dłonie pod jego kurtkę, mocno się w niego wtulając.- Jak milusio.- Szepnęła, chowając twarz w zgłębieniu jego szyi.
Takanori cicho się zaśmiał i przytulił ją, patrząc na biegającego psa.
-Że on ma tyle energii.- Szepnął i spojrzał na Kingę. Ten widok wywołał uśmiech na jego twarzy.
-A ty co? Zmęczony po pracy, ty zły.
-No ba. W dodatku Kouyou gdzieś wyparował, nawet nie w połowie nagrań, więc my musieliśmy siedzieć przez niego dłużej.
-Biedactwo.- Kinga się zaśmiała i spojrzała Rukiemu w oczy.
-Może naprawdę będziemy już wracać?- Uśmiechnął się ponownie, patrząc na nią.
-No dobra, niech Ci będzie.- Odpowiedziała niechętnie i powoli wstała. Mężczyzna widząc jej niechęć zaśmiał się cicho, a następnie zawołał psa.
-I co Cię tak śmieszy?
-Ty skarbie i twoja niechęć do rozstania się ze mną.- Na te słowa dziewczynę zamurowało. Lekko uniosła brew w zdziwieniu, nie spuszczając z niego wzroku.
-Skarbie?- Powtórzyła cicho, otwierając szerzej oczy.
-No, a nie?- Z tymi słowami podszedł do niej bliżej.
-No nie wiem…
-Cii.- Przerwał jej, kładąc palec na jej ustach, które następnie czule pocałował. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, ale odwzajemniła pocałunek.
-Teraz już wiesz czemu skarbie.- Powiedział stojąc już obok niej i oboje ruszyli wolnym krokiem do domu…
Kouyou wraz z Sandrą powoli już wracali ze spaceru. Ponownie szli w tej okropnej ciszy między nimi, co zaczęło naprawdę irytować gitarzystę.
Gdy przechodzili przez park zauważył Takanoriego całującego Kingę. Westchnął cicho, wiedząc, że chociaż wokalista jest pewien swoich uczuć.
Takashima przez cały wieczór próbował się przełamać, ale nie potrafił, a gdy wszedł do mieszkania doszło do niego, że już za późno na wyznanie uczuć.
-Gdzieś ty tak wyparował?- Zapytał go Yuu, podchodząc do niego.
-Miałem spotkanie z Sandrą.
-I jak?
-I nic.- Warknął cicho i mijając go, skierował się do kuchni. Z lodówki wyjął piwo i poszedł do swojego pokoju.
Po chwili do mieszkania wszedł Takanori cały w skowronkach. Gitarzysta przez drzwi słyszał, jak wokalista chwalił się tym, że udało mu się pocałować Kin. To sprawiało, że Kouyou nie potrafił zasnąć.
Przewracał się z boku na bok, bądź na plecy czy brzuch, ale nic z tego. Nadal myślał nad tym, dlaczego nie potrafi się odważyć by powiedzieć Sandrze o swoich uczuciach. Czuł, że zachowuje się jak nastolatek, nie umiejący zagadać do dziewczyny. No ale przecież był już dorosły, w dodatku mógł mieć każdą dziewczynę, jaką tylko chciał, więc o co chodziło z Sandrą?
W końcu doszedł do wniosku, że jest uczuciowym tchórzem by wyznać jej, że ją kocha… Naprawdę ją kocha.
Pomógł Sandrze bo przecież też miał w tym swój wkład, ale przecież główne dlatego, że Marta chciała ponownie zniszczyć jej życie i sprawić, by zakochał się w niej. Tyle, że przez tą całą akcję pokochał Sandrę.
W środku nocy wstał by w końcu coś zjeść. Gdy zajrzał do lodówki, aż mu się ode chciało. Jedyne, na co w tym momencie miał smak, to piwo. Kolejne piwo tej nocy. Wyrzuty sumienia niestety robiły swoje.
Usiadł przy oknie i odpalił papierosa. Nigdy nie sądził, że coś takiego poczuje. Pod nosem śmiał się, że dorosły facet zachowuje się jak jakiś nieszczęsny szczeniak.
-Kyu, idź już spać.- Powiedział Aoi, który otworzył lodówkę, wyciągając z niej sok.- Kolejne piwo i znowu papieros za papierosem… Oj Kyu.
-Nie mogę spać, daj mi spokój.- Syknął, nie patrząc na niego.
-Chodzi o Sandrę, prawda?- Zapytał starszy, siadając obok niego. Nalał sok do szklanki i upił z niej łyk, zanim Śliczny cokolwiek powiedział.
-Taa.
-Oj, widzę, że nieźle Cię tym razem wzięło.- Zaśmiał się Yuu, klepiąc młodszego po ramieniu…
Ok, nie męczę już was. Miłego czytania:
Część 5: Zemsta.
Kouyou jakoś udało się wyrwać ze studia na czas, ale pod warunkiem, że następnego dnia zostanie aż do nocy i będzie nadrabiał zaległości.
-A temu gdzie to się tak śpieszy?-Zapytał zdziwiony Akira, patrząc na drzwi. Po chwili wszyscy spojrzeli na Yuu, jakby ten coś wiedział.
-No ja też nie wiem, też mnie to zdziwiło.- Odpowiedział gitarzysta ponownie spoglądając na drzwi, przez które, przed chwilą wybiegł Uruha.
-Mi się tam wydaje, że to chodzi o tą panienkę, co tak za nią lata.- Powiedział naprawdę poważnym głosem Tanabe.
-San? Możliwe i to nawet bardzo.- Odpowiedział wokalista, ale zaraz się zaśmiał. Po jeszcze krótkiej dyskusji cała czwórka wróciła do pracy…
Kouyou właśnie zaparkował i czekał przed blokiem spokojnie na Sandrę. Tak jak się spodziewał, dziewczyna po chwili podeszła do samochodu.
-Masz, lepiej ubierz.- Mężczyzna rzucił krótko, podając jej swoją srebrną bransoletkę. Zarazem uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
-Po co?- Zapytała zdziwiona, powoli ją zapinając na swoim nadgarstku.
-Żebym was na spokojnie odróżnił.
-No niech Ci będzie.- Dziewczyna westchnęła, wsiadając do samochodu…
Na miejscu byli kilka minut przed czasem. Sandra schowała się w krzakach, tak by Marta jak przyjdzie, nie mogła jej zobaczyć. Natomiast Kouyou podszedł do ławki, przy której był umówiony z dziewczyną.
I akurat ona przyszła na czas. Kyu nie był jakoś zbytnio zaskoczony, wiedział, że Marcie zależy na tym spotkaniu, mimo, że nie wie, co ją czeka.
-Cześć.- Podeszła do niego.- O czym chciałeś porozmawiać?- Sandra widząc, jak dziewczyna jest blisko gitarzysty, zaczęła się wściekać… Czyżby była zazdrosna?
Potrząsnęła szybko głową i dalej czekała na sygnał.
-A tak jakoś… Chciałeś się z tobą spotkać sam na tam.- Uśmiechnął się wrednie, mając nadzieje, że Marta nie wyczuje, że coś jest nie tak.
-A to bardzo dobrze się składa, bo chciałam z tobą bardzo poważnie porozmawiać.- Uśmiechnęła się i jeszcze bardziej zbliżyła się do mężczyzny.
-No patrz, ty chcesz chętnie rozmawiać, a ja chce coś wyjaśnić.- Powiedział poważnym, a nawet groźnym głosem Kyu. Sandra uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że to pora już wyjść z ukrycia.
-Witaj Marto.- Powiedziała, podchodząc do niej.
-Jaka Marta?! Jestem Sandra.
-A,a,a... Błąd, to ja jestem Sandra i obie dobrze o tym wiemy.
-Kouyou, powiedz coś temu sobowtórowi.- Powiedziała błagalnie Marta, sądząc, że Uruha nie wie o wszystkim.
Gitarzysta ku jej zaskoczeniu podszedł do Sandry i ją objął. Oczy Marty stały się pięciozłotówkami, gdy top zobaczyła.
-Musisz mi wybaczyć, ale już wszystko wiem i znam całą prawdę Marto.- Powiedział bardzo poważnie, a jego groźny wzrok ciągle był na nią skierowany.
Dziewczyna mimo wszystko, nie wierzyła, ż jej plan się nie powiódł, więc postanowiła grać dalej-Kyu, kochanie, o czym ty mówisz? Ten ktoś, to nie ja.
-No właśnie, nie ty, więc skończ już tą żałosną sztukę. To bardzo nie ładnie tak okłamywać ludzi, by komuś zniszczyć życie.-Powiedział z pogardą w głosie, patrząc na nią.
-Wybacz Marto, ale niestety tym razem twój plan nie wypalił.- Powiedziała tym razem Sandra, odchodząc z Gitarzystą od Marty.
Dziewczyna klęła pod nosem patrząc jak owa dwójka od niej odchodzi.
Zastanawiała się, jak Sandrze udało się ją przechytrzyć. Myślała, że nic nic powie temu całemu niby gitarzyście, bo ten by ją wziął za jakąś wariatkę. No ale skoro On tak zareagował, to znaczy, że jednak mu powiedziała.
Sandra z Kouyou powolnym krokiem poszli do kawiarni.
-Cieszę się, że w końcu po wszystkim i mama nadzieje, że się już odczepi.-Kouyou spojrzał na nią z uśmiechem.
-Teraz na pewno się odczepi i nic Ci więcej już nie zrobi.- Powiedział, obejmując ją mocniej.
Dziewczyna wtuliła się w niego, również się uśmiechając.
-Gdybym nie wiedział, pewnie dałbym się wciągnąć jeszcze bardziej w tą chorą zabawę. Teraz wiem, że to byłby ogromny błąd z mojej strony gdybym ją wybrał.
-O czym ty mówisz?
-Zobaczysz skarbie, zobaczysz.- Powiedział Kyu, nadal lekko się uśmiechając.
Sandra nieco zdziwiona patrzyła na niego, unosząc jedną brew.
No, ale skoro nie chciał powiedzieć, to postanowiła poczekać, aż sam jej powie, czy pokaże.
Po chwili weszli do kawiarni. Przez jakiś czas mimo wszystko siedzieli w milczeniu. Sandra zastanawiała się dalej, co takiego ukrywa gitarzysta, co to za tajny sekret.
Po części mogła się domyślić, ale przecież to nie dawało jej pewności… No bo… On, zakochać się w niej? Dobry żart, prawda?
Dla niej to było trochę niemożliwe, bo przecież… On mógł mieć każdą.
-O czym tak myślisz?- Zapytał, wyrywając dziewczynę z zamyślania.
-Nie, to nic takiego.- Odpowiedziała speszona, uciekając wzrokiem w bok.
-Chodzi o to, co powiedziałem, prawda?-Uniósł brew, patrząc ciągle na nią.
-Nie, naprawdę, to nic takiego.- Odpowiedziała spokojnie.
Wiedziała dobrze, że musiała go okłamać. Przecież ciekawość zżerała ją od środka, ale nie powie mu przecież jak jest naprawdę.
-San. Widzę, że coś Cię gryzie i wiem co, ale spokojnie.- Ponownie się uśmiechnął.
Kinga ponownie spacerowała z Takanorim i jego psem po parku. Wieczory zaczynały być chłodne, więc dziewczyna wtuliła się w wokalistę.
-Może będziemy już wracać?- Zapytał, patrząc na nią.
-Nie, tutaj jest tak miło.- Szepnęła, uśmiechając się.
-Ale widzę, że Ci zimno.
-Nie, wiesz, że lubię się w Ciebie wtulać.- Zaśmiała się i podeszli do ławki, na której usiedli.
-Nie chcę, byś potem była chora.
-Nie będę, nie martw się.- Dziewczyna usiadła mu na kolanach i powoli wsunęła dłonie pod jego kurtkę, mocno się w niego wtulając.- Jak milusio.- Szepnęła, chowając twarz w zgłębieniu jego szyi.
Takanori cicho się zaśmiał i przytulił ją, patrząc na biegającego psa.
-Że on ma tyle energii.- Szepnął i spojrzał na Kingę. Ten widok wywołał uśmiech na jego twarzy.
-A ty co? Zmęczony po pracy, ty zły.
-No ba. W dodatku Kouyou gdzieś wyparował, nawet nie w połowie nagrań, więc my musieliśmy siedzieć przez niego dłużej.
-Biedactwo.- Kinga się zaśmiała i spojrzała Rukiemu w oczy.
-Może naprawdę będziemy już wracać?- Uśmiechnął się ponownie, patrząc na nią.
-No dobra, niech Ci będzie.- Odpowiedziała niechętnie i powoli wstała. Mężczyzna widząc jej niechęć zaśmiał się cicho, a następnie zawołał psa.
-I co Cię tak śmieszy?
-Ty skarbie i twoja niechęć do rozstania się ze mną.- Na te słowa dziewczynę zamurowało. Lekko uniosła brew w zdziwieniu, nie spuszczając z niego wzroku.
-Skarbie?- Powtórzyła cicho, otwierając szerzej oczy.
-No, a nie?- Z tymi słowami podszedł do niej bliżej.
-No nie wiem…
-Cii.- Przerwał jej, kładąc palec na jej ustach, które następnie czule pocałował. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, ale odwzajemniła pocałunek.
-Teraz już wiesz czemu skarbie.- Powiedział stojąc już obok niej i oboje ruszyli wolnym krokiem do domu…
Kouyou wraz z Sandrą powoli już wracali ze spaceru. Ponownie szli w tej okropnej ciszy między nimi, co zaczęło naprawdę irytować gitarzystę.
Gdy przechodzili przez park zauważył Takanoriego całującego Kingę. Westchnął cicho, wiedząc, że chociaż wokalista jest pewien swoich uczuć.
Takashima przez cały wieczór próbował się przełamać, ale nie potrafił, a gdy wszedł do mieszkania doszło do niego, że już za późno na wyznanie uczuć.
-Gdzieś ty tak wyparował?- Zapytał go Yuu, podchodząc do niego.
-Miałem spotkanie z Sandrą.
-I jak?
-I nic.- Warknął cicho i mijając go, skierował się do kuchni. Z lodówki wyjął piwo i poszedł do swojego pokoju.
Po chwili do mieszkania wszedł Takanori cały w skowronkach. Gitarzysta przez drzwi słyszał, jak wokalista chwalił się tym, że udało mu się pocałować Kin. To sprawiało, że Kouyou nie potrafił zasnąć.
Przewracał się z boku na bok, bądź na plecy czy brzuch, ale nic z tego. Nadal myślał nad tym, dlaczego nie potrafi się odważyć by powiedzieć Sandrze o swoich uczuciach. Czuł, że zachowuje się jak nastolatek, nie umiejący zagadać do dziewczyny. No ale przecież był już dorosły, w dodatku mógł mieć każdą dziewczynę, jaką tylko chciał, więc o co chodziło z Sandrą?
W końcu doszedł do wniosku, że jest uczuciowym tchórzem by wyznać jej, że ją kocha… Naprawdę ją kocha.
Pomógł Sandrze bo przecież też miał w tym swój wkład, ale przecież główne dlatego, że Marta chciała ponownie zniszczyć jej życie i sprawić, by zakochał się w niej. Tyle, że przez tą całą akcję pokochał Sandrę.
W środku nocy wstał by w końcu coś zjeść. Gdy zajrzał do lodówki, aż mu się ode chciało. Jedyne, na co w tym momencie miał smak, to piwo. Kolejne piwo tej nocy. Wyrzuty sumienia niestety robiły swoje.
Usiadł przy oknie i odpalił papierosa. Nigdy nie sądził, że coś takiego poczuje. Pod nosem śmiał się, że dorosły facet zachowuje się jak jakiś nieszczęsny szczeniak.
-Kyu, idź już spać.- Powiedział Aoi, który otworzył lodówkę, wyciągając z niej sok.- Kolejne piwo i znowu papieros za papierosem… Oj Kyu.
-Nie mogę spać, daj mi spokój.- Syknął, nie patrząc na niego.
-Chodzi o Sandrę, prawda?- Zapytał starszy, siadając obok niego. Nalał sok do szklanki i upił z niej łyk, zanim Śliczny cokolwiek powiedział.
-Taa.
-Oj, widzę, że nieźle Cię tym razem wzięło.- Zaśmiał się Yuu, klepiąc młodszego po ramieniu…
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Część 4: Tajemnicze zachowanie.
Witam. Tak wiem, jestem wredną mendą która kazała wam tyle czekać <chlip-chlip> Ale wiecie, koniec semestru, w szkole zapierdziel, a w zeszłym tygodniu... No wiecie, na Wośp'ie w Chorzowie grała Coma, no to jak mogło by mnie tam nie być? Oczywiście zapłaciłam za ten koncert swoim gardłem, które na następny dzień było całe w ropie (Ale wam powiem, że było warto xD)
Tak, ja oczywiście mam już Ferie (buahahahahahahahahahahahahahaha) No ok, nie tylko ja >.> (Nie linczuj Emiko!) Postaram się w tym czasie więcej pracować nad opowiadaniem, żeby do końca tego roku je skończyć xD.
Miłego czytania:
Część 4: Tajemnicze zachowanie.
Sandra ledwo co wróciła z pracy. Na całe szczęście mogła już wejść do swojego mieszkania.
Akurat gdy wchodziła, za nią wszedł Kouyou z telefonem w ręce. Sandra nie spodziewała się, oraz nie słyszała, jak ktoś za nią wchodzi, więc gdy się odwróciła, jej reakcją był podskok i pisk.
-Spokojnie, spokojnie.- Zaśmiał się gitarzysta.- Mam ją.- Dodał, uśmiechając się.
-Eee… A może by tak cześć? Mogę wejść, bo mam sprawę? A nie wchodzisz jak do siebie i mnie straszysz.- Powiedziała San, patrząc na niego z groźną miną.
-Oj, też się nie wyspałem bo się w nocy wierciłaś, a nie marudzę.- Gitarzysta się zaśmiał, ale szybko tego pożałował, czując nagle ból w piszczelu przez kopnięcie, które brunetka mu zadała.
Spojrzał na nią jeszcze raz i dokładnie się przyjrzał. Jej oczy były nadal opuchnięte od płaczu, a rano nawet nie miała jak tego zamaskować makijażem, Ale Kou doszedł do wniosku, że teraz to dałoby radę. W dodatku u nich w mieszkaniu przy pięciu osobach, to pięć minut w łazience, to za długo. Niestety, ale znał to aż za dobrze.
Dziewczyna widząc, że gitarzysta nie ruszył się nawet na krok, westchnęła ciężko i spojrzała na niego z politowaniem. Była wykończona i marzyła jedynie o drzemce w swoim ciepłym, dużym łóżku… Oczywiście bez niczyjego towarzystwa!
-Słucham?- Zapytała, krzyżując ręce na piersiach.
-No, czyli tak. Ten numer, który mi podała, to jej numer. Zadzwoniłem do niej i umówiłem się z nią na jutro. Ona nadal myśli, że ja uważam, że ona to ty.- Mimo, że ostatnie słowa brzmiały gramatycznie dość dziwnie, co prawie spowodowało śmiech u Sandry, to bardzo dobrze wiedziała, o co chodzi.
-Aha.
-Eeeee… Tylko tyle? To ja urywam się ze studia, by z tobą jak najszybciej pogadać, a ty tylko aha?!
-Kyu, wiesz, istnieje coś takiego jak telefon komórkowy.- W tym momencie dziewczyna wyjęła swój telefon i mu pokazuje jak debilowi.- Przez takie urządzenie możesz do mnie zadzwonić i mi powiedzieć, co masz do powiedzenia, bez uciekania z pracy…
-Nie rób ze mnie debila! Wiesz dobrze, że to nie rozmowa na telefon!
-No to nie skoro nie rozmowa na telefon, to mogła poczekać do wieczora. Naprawdę, jestem zmęczona i jedyne czego chce, to chwili samotności w moim kochanym, cieplutkim łóżeczku.- Na samą myśl o tej rozkoszy, zamruczała, mrużąc oczy. Nagle oprzytomniała i spojrzała na niego.- Więc jak mogę Cię prosić, to jak będziesz wychodził, zamknij za sobą drzwi. Cześć.- Powiedziała i udała się do swojego pokoju.
Gitarzyście zszedł uśmiech z twarzy. Myślał, że będzie mógł spędzić trochę czasu sam na sam z Sandrą, ale jedyne co mu pozostało, to wyjście z ich mieszkania.
Niezadowolony z obrotu sytuacji spojrzał na zegarek. Westchnął cicho, wiedząc, że musi znowu wrócić do studia, a tam chłopaki nie dadzą mu spokoju…
-A Uruhy nadal nie ma?- Zapytał menadżer wchodząc do sali.
-No… Jeżeli wróci, to znaczy, że dostał kosza.- Zaśmiał się Yuu, odstawiając swoją gitarę, w dodatku poczuł ból w kostce, przez co syknął.
-Nie dość, że wasza trójka, cały czas śpi, to jeszcze jeden z was, czyli Kouyou gdzieś polazł i do teraz nie wrócił! Wy to jednak nie możecie mieszkać razem, bo to zawsze kończy się jakimś nieszczęściem. Najpierw Yuu chce odejść, potem Takanori ma jakiś dziwne jazdy, a teraz przeszło na Uruhę!- Wykrzyczał menadżer patrząc na nich. Z kilometra było widać, że był wściekły, chociaż wszyscy dobrze rozumieli dlaczego.
-Raz nam się zdarzyło nie spać, bo musieliśmy coś załatwić. Nawet nie imprezujemy, a ty już się czepiasz.- Wypowiedział się Takanori widząc, jak do pomieszczenia wchodzi Kouyou, w dodatku jakiś zamulony.
-Czyli kosz!- Krzyknął Yuu.- Wygrałem zakład! Tak!- Dodał uradowany.
-Dobra, ale to piwo jutro.- Mruknął Takanori, patrząc spod grzywki na Yuu, a potem groźnie spojrzał na Ślicznego, który nawet nie wiedział, o co im chodzi.
-Wy to chyba nigdy nie skończycie się zakładać, prawda?- Powiedział Akira, który właśnie wrócił z nagrań.
-Taka już ich natura niestety.- W tym momencie wzrok zespołu skupił się na liderze, który cały dzień siedział cicho. To pewnie przez fakt, że siedział zasypany papierkami, ale przez to milczenie o nim całkowicie zapomnieli.
-Jak ty byś się nigdy nie zakładał.- Mruknął Aoi pod nosem, siadając na swoim miejscu.
-Przestańcie, jest w tak okrutnym stanie, że aż żal się robi, jak tylko się na nią patrzy.- Powiedział Kouyou, siadając obok Tanabe…
Marta nawet nie podejrzewała, że to podstęp.
Cieszyła się, że Kouyou do niej jednak zadzwonił i się z nią umówił, w dodatku myślał, że umówił się z Sandrą, a to bardzo ją rozśmieszyło. Fakt, że udało jej się z nim umówić, bez żadnego problemu sprawił, że wykombinowała nowy plan.
Oczywiście nadal obserwowali Sandrę z ukrycia, ale nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że dziewczyna tylko udaje, że ich nie widzi.
Marta na początku myślała, że coś jest nie tak, ale brak reakcji ze strony dziewczyny ją upewniły w przekonaniu, że brunetka nie zwraca na nich uwagi, bo nie ma jak.
Akurat weszła do mieszkania swojego kumpla cała w skowronkach.
-Tobie co?- Zapytał mężczyzna, który na jej widok uniósł brew w górę.
-Kouyou zadzwonił i umówił się ze mną na jutro.
-I co?- Mężczyzna nadal na nią patrząc westchnął cicho;.
-No jak to co? Jutro będzie już mój.- Powiedziała radosna dziewczyna.
-Ta, nie uważasz, że to podejrzane? Przecież On o tobie wie, może to zrobić specjalnie i pomóc policji Cię dorwać. Do tego skończ już z tym! Twój chłopak ma już tego dość, jesteś z nim, nie Sandra, to czemu jej się tak przyczepiłaś?
-Oj, jak ty malutki nic nie rozumiesz.- Marta złowieszczo się zaśmiała i poszła do swojego pokoju.
Takanori przyjechał do Kingę do jej pracy. Właśnie kończył papierosa, kiedy dziewczyna podeszła do niego z niezadowoloną miną.
-Palacz jeden.- Mruknęła pod nosem.
-No co?
-Nic, nic. Jedziemy? Chce być już w domu.- Powiedziała, wsiadając do samochodu.
-Aleś ty nerwowa.- Wokalista się zaśmiał, otwierając drzwi dziewczynie, a gdy zajęła miejsce pasażera, sam wsiadł za kierownicę.
Przez całą drogę oboje milczeli. Kinga patrzyła przez szybę w zamyśleniu i nawet nie zauważyła, że po chwili byli już pod ich blokiem. Wysiadła nadal się nie odzywając.
-Nadal się martwisz?- Zapytał Takanori lekko ją obejmując.
-W końcu mam o co, prawda? Jeżeli policja jej nie złapie, to może być gorzej, a znam San… Oj znam.- Powiedziała, wchodząc po chwili do windy.
-Będzie dobrze. Z tego co wiem, to Kouyou już wymyślił jakiś plan, by się na niej zemścić…
-Oby się udało.- Westchnęła szatynka, ale ponownie nastała cisza, którą przerwało jedynie ciche „cześć” gdy wchodzili do swoich mieszkań.
Szatynka wiedziała, że jej przyjaciółka jest już w domu, ale nie zaglądała do niej., ze względu na wcześniejsze wydarzenia.
Wiedziała przecież, w jakim dziewczyna jest stanie i wolała jej dodatkowo nie męczyć, ani nie denerwować, ponieważ w takim stanie, to nawet najcichszy szmer wprowadzał ją do szaleństwa… Tak, do takiego stanu doprowadziła ja Marta przez prawie 3 lata.
-I że zaczęło się o faceta, z którym Marta i tak jest.- Westchnęła Kinga i wchodząc do kuchni.
Kin tak szczerze, to nawet cieszyła się, że jej to nie spotkało, bo możliwe, że zwariowałaby bardziej niż Sandra, no ale jakby nie patrzeć, współczuła przyjaciółce.
Nagle brunetka wyszła z pokoju.
-O, już jesteś.- Powiedziała, widząc przyjaciółkę.
-No jestem, ale nie chciałam Ci przeszkadzać. A ty gdzie się wybierasz?
-Idę przeprosić Kyu, bardzo źle go potraktowałam.- Po tych słowach wyszła z mieszkania i zapukała do drzwi naprzeciwko, które otworzył jej lekko zdziwiony Yuu.
-Jest Kouyou? Chciałabym z nim porozmawiać.
-Pewnie, wejdź. Jest u siebie.- Na te słowa dziewczyna kiwnęła głową i weszła, udając się od razu do pokoju gitarzysty.
Uruha siedział na łóżku, brzdąkając coś na gitarze. Widać było, że bardzo się czymś denerwował. San domyśliła się, że może chodzić o nią. W końcu jakby nie patrzeć, On chce jej pomóc, a Ona potraktowała go jak debila…
-Mogę?- Zapytała, patrząc na niego. Gitarzysta spojrzał na nią, odkładając gitarę.
-Jasne, wejdź.- Uśmiechnął się, dziewczyna natomiast jeszcze trochę niepewnie weszła w głąb pokoju.
-Ja… Chciałam Cię przeprosić.
-Ale nie musisz, rozumiem Cię.- Mężczyzna wstał i podszedł do niej. Przytulił ją, a dziewczyna bez chwili namysłu, wtuliła się w niego.
-Wiem, że Ci ciężko. Mimo, że nie wiem co dokładnie przeszłaś, to przecież o części z tego wiem i mogę się domyślić i nikt nie ma prawa tak kogoś traktować. Tym bardziej, żeby bawić się w czyjegoś sobowtóra, by ta druga osoba cierpiała.- Dodał, siadając na łóżku, a dziewczynę usadził na swoich kolanach.
-Mniejsza z tym, już nawet się przyzwyczaiłam, że jej się nie pozbędę.
-Pozbędziesz, nie martw się. A ja Ci w tym pomogę. Zrobię wszystko, co trzeba będzie…
-Kyu…
-Ci- przerwał jej.- Jak mówiłem mam już plan, ale musisz mi pomóc.- Dodał, po czym opowiedział jej o swoim pomyśle…
Resztę dnia dziewczyny spędziły spokojnie, chociaż Sandra denerwowała się, czy plan gitarzysty się uda.
Martwiła się tym, co będzie, jeśli im się nie uda, albo, jak jednak Marta się nie odczepi, a jeszcze postanowi się zemścić.
Rano Sandra już spokojniejsza wstała i bez problemu poszła do pracy.
Kinga nie wiedziała o pomyśle Kyu, w końcu jego Marta też wykorzystała i zmyliła. Widząc wieczorem San, nie wiedziała co ma myśleć, ale widząc rano jej uśmiech, uspokoiła się.
Chłopaki od świtu siedzieli w studiu. Praca nad płytą pochłaniała czasami całe dnie. Kouyou miał nadzieję, że tego dnia uda mu się wyjść na „randkę” z Martą. Coraz bardziej w to wątpił , ale przecież musiał coś zrobić.
Reszta zespołu widziała pośpiech gitarzysty i zastanawiali się, o co chodzi. Takanori z Yuu domyślali się o co może chodzić, ale nie byli pewni.
Za bardzo nie chcieli pytać. Wiedzieli, że i tak by im nie powiedział. Takanori przechodząc poprzedniego dnia obok pokoju gitarzysty coś słyszał o jakimś spotkaniu, ale nie był zbytnio zainteresowany, więc jedynie machnął ręką.
Teraz już prawie znał powód, dla którego Kouyou się tak poganiał.
Ale co On do cholery planował?
Czyżby jakaś zemsta na Marcie? Możliwe, ale to i tak nie wyjaśniało jego dziwnego zachowania i jeżeli chodziło o Martę, to pewnie by im powiedział.
San była już w domu. Na spokojnie (chociaż to łatwe nie było) szykowała się do wyjścia.
Kouyou nie pisał, ani nie dzwonił, że się spóźni, czy nie przyjedzie.
Trochę jednak się denerwowała, a raczej bała, że coś może pójść nie tak, bo przecież przebiegłości Marty nikt nie znał do końca.
Może i Sandra znała każdy jej podstęp, ale po tym, jak zmieniła się w jej identyczną kopię, zaczęła poważnie się bać i spodziewała się, że Marta może posunąć się do czegoś gorszego.
Gdy była już gotowa, stała przy oknie w salonie i czekała, aż samochód Kouyou podjedzie.
Czuła coraz większy stres, wraz ze zbliżającą się umówioną godziną…
Tak, ja oczywiście mam już Ferie (buahahahahahahahahahahahahahaha) No ok, nie tylko ja >.> (Nie linczuj Emiko!) Postaram się w tym czasie więcej pracować nad opowiadaniem, żeby do końca tego roku je skończyć xD.
Miłego czytania:
Część 4: Tajemnicze zachowanie.
Sandra ledwo co wróciła z pracy. Na całe szczęście mogła już wejść do swojego mieszkania.
Akurat gdy wchodziła, za nią wszedł Kouyou z telefonem w ręce. Sandra nie spodziewała się, oraz nie słyszała, jak ktoś za nią wchodzi, więc gdy się odwróciła, jej reakcją był podskok i pisk.
-Spokojnie, spokojnie.- Zaśmiał się gitarzysta.- Mam ją.- Dodał, uśmiechając się.
-Eee… A może by tak cześć? Mogę wejść, bo mam sprawę? A nie wchodzisz jak do siebie i mnie straszysz.- Powiedziała San, patrząc na niego z groźną miną.
-Oj, też się nie wyspałem bo się w nocy wierciłaś, a nie marudzę.- Gitarzysta się zaśmiał, ale szybko tego pożałował, czując nagle ból w piszczelu przez kopnięcie, które brunetka mu zadała.
Spojrzał na nią jeszcze raz i dokładnie się przyjrzał. Jej oczy były nadal opuchnięte od płaczu, a rano nawet nie miała jak tego zamaskować makijażem, Ale Kou doszedł do wniosku, że teraz to dałoby radę. W dodatku u nich w mieszkaniu przy pięciu osobach, to pięć minut w łazience, to za długo. Niestety, ale znał to aż za dobrze.
Dziewczyna widząc, że gitarzysta nie ruszył się nawet na krok, westchnęła ciężko i spojrzała na niego z politowaniem. Była wykończona i marzyła jedynie o drzemce w swoim ciepłym, dużym łóżku… Oczywiście bez niczyjego towarzystwa!
-Słucham?- Zapytała, krzyżując ręce na piersiach.
-No, czyli tak. Ten numer, który mi podała, to jej numer. Zadzwoniłem do niej i umówiłem się z nią na jutro. Ona nadal myśli, że ja uważam, że ona to ty.- Mimo, że ostatnie słowa brzmiały gramatycznie dość dziwnie, co prawie spowodowało śmiech u Sandry, to bardzo dobrze wiedziała, o co chodzi.
-Aha.
-Eeeee… Tylko tyle? To ja urywam się ze studia, by z tobą jak najszybciej pogadać, a ty tylko aha?!
-Kyu, wiesz, istnieje coś takiego jak telefon komórkowy.- W tym momencie dziewczyna wyjęła swój telefon i mu pokazuje jak debilowi.- Przez takie urządzenie możesz do mnie zadzwonić i mi powiedzieć, co masz do powiedzenia, bez uciekania z pracy…
-Nie rób ze mnie debila! Wiesz dobrze, że to nie rozmowa na telefon!
-No to nie skoro nie rozmowa na telefon, to mogła poczekać do wieczora. Naprawdę, jestem zmęczona i jedyne czego chce, to chwili samotności w moim kochanym, cieplutkim łóżeczku.- Na samą myśl o tej rozkoszy, zamruczała, mrużąc oczy. Nagle oprzytomniała i spojrzała na niego.- Więc jak mogę Cię prosić, to jak będziesz wychodził, zamknij za sobą drzwi. Cześć.- Powiedziała i udała się do swojego pokoju.
Gitarzyście zszedł uśmiech z twarzy. Myślał, że będzie mógł spędzić trochę czasu sam na sam z Sandrą, ale jedyne co mu pozostało, to wyjście z ich mieszkania.
Niezadowolony z obrotu sytuacji spojrzał na zegarek. Westchnął cicho, wiedząc, że musi znowu wrócić do studia, a tam chłopaki nie dadzą mu spokoju…
-A Uruhy nadal nie ma?- Zapytał menadżer wchodząc do sali.
-No… Jeżeli wróci, to znaczy, że dostał kosza.- Zaśmiał się Yuu, odstawiając swoją gitarę, w dodatku poczuł ból w kostce, przez co syknął.
-Nie dość, że wasza trójka, cały czas śpi, to jeszcze jeden z was, czyli Kouyou gdzieś polazł i do teraz nie wrócił! Wy to jednak nie możecie mieszkać razem, bo to zawsze kończy się jakimś nieszczęściem. Najpierw Yuu chce odejść, potem Takanori ma jakiś dziwne jazdy, a teraz przeszło na Uruhę!- Wykrzyczał menadżer patrząc na nich. Z kilometra było widać, że był wściekły, chociaż wszyscy dobrze rozumieli dlaczego.
-Raz nam się zdarzyło nie spać, bo musieliśmy coś załatwić. Nawet nie imprezujemy, a ty już się czepiasz.- Wypowiedział się Takanori widząc, jak do pomieszczenia wchodzi Kouyou, w dodatku jakiś zamulony.
-Czyli kosz!- Krzyknął Yuu.- Wygrałem zakład! Tak!- Dodał uradowany.
-Dobra, ale to piwo jutro.- Mruknął Takanori, patrząc spod grzywki na Yuu, a potem groźnie spojrzał na Ślicznego, który nawet nie wiedział, o co im chodzi.
-Wy to chyba nigdy nie skończycie się zakładać, prawda?- Powiedział Akira, który właśnie wrócił z nagrań.
-Taka już ich natura niestety.- W tym momencie wzrok zespołu skupił się na liderze, który cały dzień siedział cicho. To pewnie przez fakt, że siedział zasypany papierkami, ale przez to milczenie o nim całkowicie zapomnieli.
-Jak ty byś się nigdy nie zakładał.- Mruknął Aoi pod nosem, siadając na swoim miejscu.
-Przestańcie, jest w tak okrutnym stanie, że aż żal się robi, jak tylko się na nią patrzy.- Powiedział Kouyou, siadając obok Tanabe…
Marta nawet nie podejrzewała, że to podstęp.
Cieszyła się, że Kouyou do niej jednak zadzwonił i się z nią umówił, w dodatku myślał, że umówił się z Sandrą, a to bardzo ją rozśmieszyło. Fakt, że udało jej się z nim umówić, bez żadnego problemu sprawił, że wykombinowała nowy plan.
Oczywiście nadal obserwowali Sandrę z ukrycia, ale nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że dziewczyna tylko udaje, że ich nie widzi.
Marta na początku myślała, że coś jest nie tak, ale brak reakcji ze strony dziewczyny ją upewniły w przekonaniu, że brunetka nie zwraca na nich uwagi, bo nie ma jak.
Akurat weszła do mieszkania swojego kumpla cała w skowronkach.
-Tobie co?- Zapytał mężczyzna, który na jej widok uniósł brew w górę.
-Kouyou zadzwonił i umówił się ze mną na jutro.
-I co?- Mężczyzna nadal na nią patrząc westchnął cicho;.
-No jak to co? Jutro będzie już mój.- Powiedziała radosna dziewczyna.
-Ta, nie uważasz, że to podejrzane? Przecież On o tobie wie, może to zrobić specjalnie i pomóc policji Cię dorwać. Do tego skończ już z tym! Twój chłopak ma już tego dość, jesteś z nim, nie Sandra, to czemu jej się tak przyczepiłaś?
-Oj, jak ty malutki nic nie rozumiesz.- Marta złowieszczo się zaśmiała i poszła do swojego pokoju.
Takanori przyjechał do Kingę do jej pracy. Właśnie kończył papierosa, kiedy dziewczyna podeszła do niego z niezadowoloną miną.
-Palacz jeden.- Mruknęła pod nosem.
-No co?
-Nic, nic. Jedziemy? Chce być już w domu.- Powiedziała, wsiadając do samochodu.
-Aleś ty nerwowa.- Wokalista się zaśmiał, otwierając drzwi dziewczynie, a gdy zajęła miejsce pasażera, sam wsiadł za kierownicę.
Przez całą drogę oboje milczeli. Kinga patrzyła przez szybę w zamyśleniu i nawet nie zauważyła, że po chwili byli już pod ich blokiem. Wysiadła nadal się nie odzywając.
-Nadal się martwisz?- Zapytał Takanori lekko ją obejmując.
-W końcu mam o co, prawda? Jeżeli policja jej nie złapie, to może być gorzej, a znam San… Oj znam.- Powiedziała, wchodząc po chwili do windy.
-Będzie dobrze. Z tego co wiem, to Kouyou już wymyślił jakiś plan, by się na niej zemścić…
-Oby się udało.- Westchnęła szatynka, ale ponownie nastała cisza, którą przerwało jedynie ciche „cześć” gdy wchodzili do swoich mieszkań.
Szatynka wiedziała, że jej przyjaciółka jest już w domu, ale nie zaglądała do niej., ze względu na wcześniejsze wydarzenia.
Wiedziała przecież, w jakim dziewczyna jest stanie i wolała jej dodatkowo nie męczyć, ani nie denerwować, ponieważ w takim stanie, to nawet najcichszy szmer wprowadzał ją do szaleństwa… Tak, do takiego stanu doprowadziła ja Marta przez prawie 3 lata.
-I że zaczęło się o faceta, z którym Marta i tak jest.- Westchnęła Kinga i wchodząc do kuchni.
Kin tak szczerze, to nawet cieszyła się, że jej to nie spotkało, bo możliwe, że zwariowałaby bardziej niż Sandra, no ale jakby nie patrzeć, współczuła przyjaciółce.
Nagle brunetka wyszła z pokoju.
-O, już jesteś.- Powiedziała, widząc przyjaciółkę.
-No jestem, ale nie chciałam Ci przeszkadzać. A ty gdzie się wybierasz?
-Idę przeprosić Kyu, bardzo źle go potraktowałam.- Po tych słowach wyszła z mieszkania i zapukała do drzwi naprzeciwko, które otworzył jej lekko zdziwiony Yuu.
-Jest Kouyou? Chciałabym z nim porozmawiać.
-Pewnie, wejdź. Jest u siebie.- Na te słowa dziewczyna kiwnęła głową i weszła, udając się od razu do pokoju gitarzysty.
Uruha siedział na łóżku, brzdąkając coś na gitarze. Widać było, że bardzo się czymś denerwował. San domyśliła się, że może chodzić o nią. W końcu jakby nie patrzeć, On chce jej pomóc, a Ona potraktowała go jak debila…
-Mogę?- Zapytała, patrząc na niego. Gitarzysta spojrzał na nią, odkładając gitarę.
-Jasne, wejdź.- Uśmiechnął się, dziewczyna natomiast jeszcze trochę niepewnie weszła w głąb pokoju.
-Ja… Chciałam Cię przeprosić.
-Ale nie musisz, rozumiem Cię.- Mężczyzna wstał i podszedł do niej. Przytulił ją, a dziewczyna bez chwili namysłu, wtuliła się w niego.
-Wiem, że Ci ciężko. Mimo, że nie wiem co dokładnie przeszłaś, to przecież o części z tego wiem i mogę się domyślić i nikt nie ma prawa tak kogoś traktować. Tym bardziej, żeby bawić się w czyjegoś sobowtóra, by ta druga osoba cierpiała.- Dodał, siadając na łóżku, a dziewczynę usadził na swoich kolanach.
-Mniejsza z tym, już nawet się przyzwyczaiłam, że jej się nie pozbędę.
-Pozbędziesz, nie martw się. A ja Ci w tym pomogę. Zrobię wszystko, co trzeba będzie…
-Kyu…
-Ci- przerwał jej.- Jak mówiłem mam już plan, ale musisz mi pomóc.- Dodał, po czym opowiedział jej o swoim pomyśle…
Resztę dnia dziewczyny spędziły spokojnie, chociaż Sandra denerwowała się, czy plan gitarzysty się uda.
Martwiła się tym, co będzie, jeśli im się nie uda, albo, jak jednak Marta się nie odczepi, a jeszcze postanowi się zemścić.
Rano Sandra już spokojniejsza wstała i bez problemu poszła do pracy.
Kinga nie wiedziała o pomyśle Kyu, w końcu jego Marta też wykorzystała i zmyliła. Widząc wieczorem San, nie wiedziała co ma myśleć, ale widząc rano jej uśmiech, uspokoiła się.
Chłopaki od świtu siedzieli w studiu. Praca nad płytą pochłaniała czasami całe dnie. Kouyou miał nadzieję, że tego dnia uda mu się wyjść na „randkę” z Martą. Coraz bardziej w to wątpił , ale przecież musiał coś zrobić.
Reszta zespołu widziała pośpiech gitarzysty i zastanawiali się, o co chodzi. Takanori z Yuu domyślali się o co może chodzić, ale nie byli pewni.
Za bardzo nie chcieli pytać. Wiedzieli, że i tak by im nie powiedział. Takanori przechodząc poprzedniego dnia obok pokoju gitarzysty coś słyszał o jakimś spotkaniu, ale nie był zbytnio zainteresowany, więc jedynie machnął ręką.
Teraz już prawie znał powód, dla którego Kouyou się tak poganiał.
Ale co On do cholery planował?
Czyżby jakaś zemsta na Marcie? Możliwe, ale to i tak nie wyjaśniało jego dziwnego zachowania i jeżeli chodziło o Martę, to pewnie by im powiedział.
San była już w domu. Na spokojnie (chociaż to łatwe nie było) szykowała się do wyjścia.
Kouyou nie pisał, ani nie dzwonił, że się spóźni, czy nie przyjedzie.
Trochę jednak się denerwowała, a raczej bała, że coś może pójść nie tak, bo przecież przebiegłości Marty nikt nie znał do końca.
Może i Sandra znała każdy jej podstęp, ale po tym, jak zmieniła się w jej identyczną kopię, zaczęła poważnie się bać i spodziewała się, że Marta może posunąć się do czegoś gorszego.
Gdy była już gotowa, stała przy oknie w salonie i czekała, aż samochód Kouyou podjedzie.
Czuła coraz większy stres, wraz ze zbliżającą się umówioną godziną…
środa, 1 stycznia 2014
Część 3: Nikczemny plan wykryty!
A witam, witam xD Jak tam u was nowy rok się zaczął? Tak wiem, obiecywałam sobie, że tą notkę dodam jeszcze wczoraj, tak na zakończenie zeszłego już roku, ale tak mi się nie chciało >.>
Mam nadzieje, że na rozpoczęcie kolejnego roku współpracy notka wam się spodoba.
Miłego czytania:
Część 3: Nikczemny plan wykryty!
Po pół godziny San wyszła z łazienki. Już przebrana udała się do kuchni, robiąc sobie herbatę.
-San, co się stało?- Zapytała Kinga, patrząc ze zmartwieniem na przyjaciółkę.
-Marta się stała, trzeba przeszukać mieszkanie.- Odpowiedziała całkiem poważnie.
-Niech tylko jędze dorwę.
-Kin… Nie warto, wole się wycofać.
-I chcesz tak całe życie przed nią uciekać? W dodatku funkcjonować w ten sposób? Trzeba się jej w końcu raz na zawsze pozbyć!- Wykrzyczała szatynka, patrząc na nią.
-Jak się jej pozbędziesz? Ona już nawet wygląda jak ja! Każdego oszuka, że to Ja nie Ona, nawet Kouyou dał się nabrać… Chociaż On mnie słabo zna.- Powiedziała, upijając łyk herbaty. Westchnęła cicho i wraz z kubkiem udała się do swojego pokoju.
Usiadła na łóżku i wzięła się za czytanie książki. Jednak nie potrafiła się na niczym skupić. Non stop powstrzymywała płacz, chociaż już kilka łez spłynęło jej po policzkach.
Kin siedziała w salonie i oglądała telewizję. Sandra już od dwóch godzin siedziała zamknięta w pokoju i nie wychodziła, a nawet nie było jej słychać.
Ani płaczu, ani żadnego ruchu, pewnie zasnęła, zmęczona tą sytuacją. Nie wiedziała, że się myli, ale skąd miała wiedzieć. Wolała jednak nie wchodzić do pokoju przyjaciółki, ponieważ w takim stanie była strasznie drażliwa i nawet czyjś oddech mógł jej przeszkadzać.
Nagle dziewczyna usłyszała jak do mieszkania naprzeciwko ktoś wchodzi. Była pewna, że to Kouyou, więc szybko wstała i z rozpędem podbiegła do drzwi, otwierając je od razu. Wyszła jak najszybciej z mieszkania i chwyciła go za rękę, zanim wszedł do środka.
-Gdzie San.- Zapytała, zanim zdążył jakkolwiek zareagować.
-No musiała iść jeszcze coś załatwić.- Odpowiedział zdezorientowany gitarzysta, niczego się nie domyślając. Wyrwał rękę z uścisku kobiety, patrząc na nią.
-Błąd!- Krzyknęła szatynka i ponownie chwytając go za rękę, wciągnęła go siłą do ich mieszkania..- Od prawie trzech godzin siedzi w swoim pokoju i nie daje oznak życia.
-Jak to? Przecież dosłownie chwilę temu się z nią żegnałem.
-San Ci przecież nie mówiła, by Cię nie martwić, no jasne.- Kinga właśnie zorientowała się, że Uruha naprawdę o niczym nie wiedział.- I ja chyba już wiem o co dokładnie chodzi.- Dodała, wpuszczając go do pokoju przyjaciółki.
Ku ich zdziwieniu Sandra siedziała nieruchomo na swoim łóżku i patrzyła przed siebie. W ogóle nie zareagowała, że ktoś wszedł.
-O nie, znowu? Naprawdę?- Szepnęła Kim pod nosem, patrząc na nią. Kouyou dokładnie przyjrzał się brunetce i zauważył na jej policzkach ślady łez.
-Powiesz mi w końcu o co chodzi?- Zapytał, unosząc lekko jedną z brwi, spoglądając kątem oka na szatynkę. Oczywiście nic nie rozumiał.
-Pewniej dziewczynie bardzo zależy na tym, by zrujnować życie Sandry już do końca. Udało jej się zrobić z siebie identycznego Klona San…
-Dalej nic nie rozumiem.
-O to, że dałeś się nabrać na podmiankę. W dodatku pomogłeś w wykończeniu San! Gdy na chwilę od Ciebie odeszła, to wkroczyła za dziunia, która myśli, że może wszystko.- Na ostatnie słowa przyjaciółki San w końcu zareagowała, ale jedynie wybuchła płaczem, chowając twarz w kolanach.
-No pięknie.- Mruknęła Kin i spojrzała z politowaniem na gitarzystę.- No to ja zostawię was samych.- Po tych słowach odwróciła się i jedynie wyszła z pokoju.
Kouyou nie wierząc w słowa Kingi, ani w całą to sytuację, ponieważ dla niego to było chore, cicho westchnął i usiadł obok Sandry.
-San… Przepraszam, nie wiedziałem.- Po tych słowach niepewnie ją przytulił. Dziewczyna automatycznie się w niego wtuliła i o dziwno zaczęła się uspokajać. To i jego trochę uspokoiło, więc przytulił ją mocniej.
-Ci… Już dobrze, następnym razem nie dam Cię skrzywdzić, nawet nie opuszczę Cię na krok.
-Obie…cujesz?
-Obiecuje…
Kinga ponownie zasiadła w salonie, ale jej uwagę przykuła czarna kropka na ścianie, której nigdy wcześniej w tym miejscu nie widziała. Niewiele się namyślając wstała, udając się do drzwi. Wyszła i zapukała do drzwi sąsiadów, które otworzył jej Takanori.
-Co się…- Przerwało mu nagłe wejście dziewczyny do środka. Od razu widać było jej zdenerwowanie i to straszne. Zaczęła się rozglądać po ich mieszkaniu, niczego nie wyjaśniając. Takanori patrzył na nią jak na szurniętą, zastanawiając się, czy powinien pytać o cokolwiek. No ale skoro to działo się w ich mieszkaniu, to musiał.
-Kin, powiesz mi co ty wyprawiasz?
-U nas w mieszkaniu są kamery i podsłuch!- Krzyknęła szatynka. Na te słowa wokalista bez sekundy namysłu wyjął z kieszeni telefon.
-Musisz zadzwonić na policję, Ona już przegięła.
-Wiem, ale żeby policja coś jej zrobiła? Serio?
-Kin, zrozum, ona was prześladuje.- Takanori nerwowymi ruchami wybrał jakiś numer.
-Masz i bez żadnego ale.- Powiedział, podając jej telefon, zarazem rozglądając się, czy u nich też nie wystąpiła takowa sytuacja.
Po chwili Kin weszła do pokoju przyjaciółki, która siedziała wtulona w gitarzystę. Ucieszył ją ten widok, ale też i fakt, że dziewczyna przestała płakać, ale nie zapomniała po co przyszła. Podeszła bliżej, kładąc delikatnie dłoń na ramieniu gitarzysty. Ten oczywiście był zamyślony, więc jego jedyna reakcja na dotyk szatynki był lekki podskok w górę.
-Kouyou, to nie prośba, ale weź San do was, dobrze? Tutaj zaraz nie będzie miło i może tego nie wytrzymać.- Na te słowa gitarzysta jedynie kiwną głową biorąc Sandrę na ręce i po chwili wyszedł wraz z nią.
Po kilku następnych chwilach policja była już na miejscu i zaczęła dokładnie przeszukiwać mieszkanie dziewczyn, a kiedy szatynka dowiedziała się o kamerze i podsłuchu nawet w łazience, nieźle się wściekła…
Marta siedziała u siebie, ponownie przeglądając obraz z kamer. Wściekła się, widząc i słysząc jak Kouyou o wszystkim się dowiedział i zaczął przepraszać Sandrę. Patrząc na ten ohydnie słodki obrazek, zacisnęła pięści, ale oglądała dalej, niczego nieświadoma.
Całkiem nieciekawie zrobiło się, gdy zauważyła policję w ich mieszkaniu, która szukała kamer. Po chwili obrazy z nich zaczęły znikać.
-CO ZA SZMATA!!!!- Wykrzyczała wściekła, zaciskając ponownie pięści.
Zaczęła się bać, że ją znajdą, a przecież była tak blisko nich. Wiedziała, że musi uciec.
Od razu zaczęła dzwonić po swoich znajomych, u których znalazła nocleg na kilka dni. Spakowanie się zajęło jej trochę czasu, ale i tak musiała czekać do bardzo późnych godzin nocnych, gdy policja zniknie z jej otoczenia.
San w końcu zasnęła. Kou wstał tak, by jej nie obudzić. Poszedł do salonu, gdzie siedziała reszta wraz z Kingą.
-I co?- Zapytał, podchodząc do nich. Również zestresowany chwycił w dłoń jakąś malutką figurkę z półki i zaczął ją obracać w swojej dłoni.
-Całe mieszkanie było naszpikowane kamerami i podsłuchami, nawet łazienka. Do godziny 12-tej nie możemy tam wejść.- Powiedziała Kinga, siadając obok wokalisty.- Na szczęście wzięłam ze sobą nasze rzeczy na jutro, tylko czy…
-Oczywiście, że możecie u nas zostać.- Odpowiedział Yuu
-Ej!
-Oj Kyu… Nie bulwersuj się tak. Kin i tak śpi ze mną.- Dodał Ruki przytulając szatynkę.
Po kolejnych minutach rozmyślań rozeszli się do swoich pokoi.
Uruha usiadł delikatnie przy Sandrze. Pogłaskał jej policzek, zastanawiając się, jak mógł się nie zorientować, że coś jest nie tak, przecież pewnie była jakaś różnica, ale nie wiedział, że może się tak spać. Nigdy w życiu nie znalazł się w takiej sytuacji.
Nawet nie chciał myśleć ile rzeczy, które dziewczyna po kinie mu opowiedziała to jej słodkie kłamstwa, by namieszać mu w głowie. Domyślił się sam, od którego momentu tego spotkania, wszystko co usłyszał było kłamstwem. Ale mimo wszystko było mu żal Sandry.
W pewnym momencie brunetka otworzyła oczy i spojrzała na niego.
-Już nie śpisz?- Zapytał z troską w głosie i lekko ją przytulił.
-Nie umiem… Teraz ona cały czas mi się śni.
-Spokojnie, pozbędziemy jej się.
-Uwierz, że nie się nie da.
-Oj da, już nawet mam plan.
-Jaki?
-Oj bardzo paskudny dla mnie.- Uśmiechnął się złowieszczo.
Policja dopiero co odjechała spod bloku. Na szczęście jeszcze nie zlokalizowali, dokąd szedł obraz z kamer, a Marta laptop zostawiła w mieszkaniu w razie czego. Musiała teraz strasznie uważać z każdym krokiem jej planu, a cała ta sytuacja spowodowała, że również musiała go zmienić. Nie miała wyjścia, ponieważ przez najbliższy czas musiała działać z daleka.
Wyszła z bloku z walizką i akurat podjechała do niej taksówka, po która wcześniej zadzwoniła i do której wsiadła.
Nie wiedziała jednak, że była przez kogoś obserwowana.
Gitarzysta zauważył, z którego mieszkania wyszła i wcześniej poprosił Kai’a by pojechał za nią.
Oczywiście Marta o tym nie wiedziała, także była całkowicie spokojna. Bo przecież dla niej to były „tępe matoły”, które nigdy nie mogły by same ją złapać. Nawet nie zauważyła, że ktoś jedzie za nią specjalnie, zarazem obserwując ją.
Tanabe klną pod nosem, analizując w głowie całe zajście. Dla niego takie zachowanie również było chore. Ciekawiło go, czemu ta dziewczyna jeszcze nie wylądowała w psychiatryku.
Znajomy Marty, u którego miała zostać na jakiś czas mieszkał na drugim końcu miasta, więc droga była długa i Tanabe bał się, że ją zgubi. Ale na szczęście tak się nie stało.
Bardzo uważnie patrzył, gdzie jedzie taksówka i jechał w sposób przez nich niezauważony, ale jednak ciągle za samochodem, w którym siedziała Marta.
Gdy już dojechali na miejsce zaparkował niedaleko i gdy dziewczyna zniknęła z jego pola widzenia, wysiadł z samochodu. Dobrze zapamiętał do którego bloku weszła i podszedł do niego. Przyjrzał się adresowi, przy którym się znalazł. Spisał go i pojechał do chłopaków…
Mam nadzieje, że na rozpoczęcie kolejnego roku współpracy notka wam się spodoba.
Miłego czytania:
Część 3: Nikczemny plan wykryty!
Po pół godziny San wyszła z łazienki. Już przebrana udała się do kuchni, robiąc sobie herbatę.
-San, co się stało?- Zapytała Kinga, patrząc ze zmartwieniem na przyjaciółkę.
-Marta się stała, trzeba przeszukać mieszkanie.- Odpowiedziała całkiem poważnie.
-Niech tylko jędze dorwę.
-Kin… Nie warto, wole się wycofać.
-I chcesz tak całe życie przed nią uciekać? W dodatku funkcjonować w ten sposób? Trzeba się jej w końcu raz na zawsze pozbyć!- Wykrzyczała szatynka, patrząc na nią.
-Jak się jej pozbędziesz? Ona już nawet wygląda jak ja! Każdego oszuka, że to Ja nie Ona, nawet Kouyou dał się nabrać… Chociaż On mnie słabo zna.- Powiedziała, upijając łyk herbaty. Westchnęła cicho i wraz z kubkiem udała się do swojego pokoju.
Usiadła na łóżku i wzięła się za czytanie książki. Jednak nie potrafiła się na niczym skupić. Non stop powstrzymywała płacz, chociaż już kilka łez spłynęło jej po policzkach.
Kin siedziała w salonie i oglądała telewizję. Sandra już od dwóch godzin siedziała zamknięta w pokoju i nie wychodziła, a nawet nie było jej słychać.
Ani płaczu, ani żadnego ruchu, pewnie zasnęła, zmęczona tą sytuacją. Nie wiedziała, że się myli, ale skąd miała wiedzieć. Wolała jednak nie wchodzić do pokoju przyjaciółki, ponieważ w takim stanie była strasznie drażliwa i nawet czyjś oddech mógł jej przeszkadzać.
Nagle dziewczyna usłyszała jak do mieszkania naprzeciwko ktoś wchodzi. Była pewna, że to Kouyou, więc szybko wstała i z rozpędem podbiegła do drzwi, otwierając je od razu. Wyszła jak najszybciej z mieszkania i chwyciła go za rękę, zanim wszedł do środka.
-Gdzie San.- Zapytała, zanim zdążył jakkolwiek zareagować.
-No musiała iść jeszcze coś załatwić.- Odpowiedział zdezorientowany gitarzysta, niczego się nie domyślając. Wyrwał rękę z uścisku kobiety, patrząc na nią.
-Błąd!- Krzyknęła szatynka i ponownie chwytając go za rękę, wciągnęła go siłą do ich mieszkania..- Od prawie trzech godzin siedzi w swoim pokoju i nie daje oznak życia.
-Jak to? Przecież dosłownie chwilę temu się z nią żegnałem.
-San Ci przecież nie mówiła, by Cię nie martwić, no jasne.- Kinga właśnie zorientowała się, że Uruha naprawdę o niczym nie wiedział.- I ja chyba już wiem o co dokładnie chodzi.- Dodała, wpuszczając go do pokoju przyjaciółki.
Ku ich zdziwieniu Sandra siedziała nieruchomo na swoim łóżku i patrzyła przed siebie. W ogóle nie zareagowała, że ktoś wszedł.
-O nie, znowu? Naprawdę?- Szepnęła Kim pod nosem, patrząc na nią. Kouyou dokładnie przyjrzał się brunetce i zauważył na jej policzkach ślady łez.
-Powiesz mi w końcu o co chodzi?- Zapytał, unosząc lekko jedną z brwi, spoglądając kątem oka na szatynkę. Oczywiście nic nie rozumiał.
-Pewniej dziewczynie bardzo zależy na tym, by zrujnować życie Sandry już do końca. Udało jej się zrobić z siebie identycznego Klona San…
-Dalej nic nie rozumiem.
-O to, że dałeś się nabrać na podmiankę. W dodatku pomogłeś w wykończeniu San! Gdy na chwilę od Ciebie odeszła, to wkroczyła za dziunia, która myśli, że może wszystko.- Na ostatnie słowa przyjaciółki San w końcu zareagowała, ale jedynie wybuchła płaczem, chowając twarz w kolanach.
-No pięknie.- Mruknęła Kin i spojrzała z politowaniem na gitarzystę.- No to ja zostawię was samych.- Po tych słowach odwróciła się i jedynie wyszła z pokoju.
Kouyou nie wierząc w słowa Kingi, ani w całą to sytuację, ponieważ dla niego to było chore, cicho westchnął i usiadł obok Sandry.
-San… Przepraszam, nie wiedziałem.- Po tych słowach niepewnie ją przytulił. Dziewczyna automatycznie się w niego wtuliła i o dziwno zaczęła się uspokajać. To i jego trochę uspokoiło, więc przytulił ją mocniej.
-Ci… Już dobrze, następnym razem nie dam Cię skrzywdzić, nawet nie opuszczę Cię na krok.
-Obie…cujesz?
-Obiecuje…
Kinga ponownie zasiadła w salonie, ale jej uwagę przykuła czarna kropka na ścianie, której nigdy wcześniej w tym miejscu nie widziała. Niewiele się namyślając wstała, udając się do drzwi. Wyszła i zapukała do drzwi sąsiadów, które otworzył jej Takanori.
-Co się…- Przerwało mu nagłe wejście dziewczyny do środka. Od razu widać było jej zdenerwowanie i to straszne. Zaczęła się rozglądać po ich mieszkaniu, niczego nie wyjaśniając. Takanori patrzył na nią jak na szurniętą, zastanawiając się, czy powinien pytać o cokolwiek. No ale skoro to działo się w ich mieszkaniu, to musiał.
-Kin, powiesz mi co ty wyprawiasz?
-U nas w mieszkaniu są kamery i podsłuch!- Krzyknęła szatynka. Na te słowa wokalista bez sekundy namysłu wyjął z kieszeni telefon.
-Musisz zadzwonić na policję, Ona już przegięła.
-Wiem, ale żeby policja coś jej zrobiła? Serio?
-Kin, zrozum, ona was prześladuje.- Takanori nerwowymi ruchami wybrał jakiś numer.
-Masz i bez żadnego ale.- Powiedział, podając jej telefon, zarazem rozglądając się, czy u nich też nie wystąpiła takowa sytuacja.
Po chwili Kin weszła do pokoju przyjaciółki, która siedziała wtulona w gitarzystę. Ucieszył ją ten widok, ale też i fakt, że dziewczyna przestała płakać, ale nie zapomniała po co przyszła. Podeszła bliżej, kładąc delikatnie dłoń na ramieniu gitarzysty. Ten oczywiście był zamyślony, więc jego jedyna reakcja na dotyk szatynki był lekki podskok w górę.
-Kouyou, to nie prośba, ale weź San do was, dobrze? Tutaj zaraz nie będzie miło i może tego nie wytrzymać.- Na te słowa gitarzysta jedynie kiwną głową biorąc Sandrę na ręce i po chwili wyszedł wraz z nią.
Po kilku następnych chwilach policja była już na miejscu i zaczęła dokładnie przeszukiwać mieszkanie dziewczyn, a kiedy szatynka dowiedziała się o kamerze i podsłuchu nawet w łazience, nieźle się wściekła…
Marta siedziała u siebie, ponownie przeglądając obraz z kamer. Wściekła się, widząc i słysząc jak Kouyou o wszystkim się dowiedział i zaczął przepraszać Sandrę. Patrząc na ten ohydnie słodki obrazek, zacisnęła pięści, ale oglądała dalej, niczego nieświadoma.
Całkiem nieciekawie zrobiło się, gdy zauważyła policję w ich mieszkaniu, która szukała kamer. Po chwili obrazy z nich zaczęły znikać.
-CO ZA SZMATA!!!!- Wykrzyczała wściekła, zaciskając ponownie pięści.
Zaczęła się bać, że ją znajdą, a przecież była tak blisko nich. Wiedziała, że musi uciec.
Od razu zaczęła dzwonić po swoich znajomych, u których znalazła nocleg na kilka dni. Spakowanie się zajęło jej trochę czasu, ale i tak musiała czekać do bardzo późnych godzin nocnych, gdy policja zniknie z jej otoczenia.
San w końcu zasnęła. Kou wstał tak, by jej nie obudzić. Poszedł do salonu, gdzie siedziała reszta wraz z Kingą.
-I co?- Zapytał, podchodząc do nich. Również zestresowany chwycił w dłoń jakąś malutką figurkę z półki i zaczął ją obracać w swojej dłoni.
-Całe mieszkanie było naszpikowane kamerami i podsłuchami, nawet łazienka. Do godziny 12-tej nie możemy tam wejść.- Powiedziała Kinga, siadając obok wokalisty.- Na szczęście wzięłam ze sobą nasze rzeczy na jutro, tylko czy…
-Oczywiście, że możecie u nas zostać.- Odpowiedział Yuu
-Ej!
-Oj Kyu… Nie bulwersuj się tak. Kin i tak śpi ze mną.- Dodał Ruki przytulając szatynkę.
Po kolejnych minutach rozmyślań rozeszli się do swoich pokoi.
Uruha usiadł delikatnie przy Sandrze. Pogłaskał jej policzek, zastanawiając się, jak mógł się nie zorientować, że coś jest nie tak, przecież pewnie była jakaś różnica, ale nie wiedział, że może się tak spać. Nigdy w życiu nie znalazł się w takiej sytuacji.
Nawet nie chciał myśleć ile rzeczy, które dziewczyna po kinie mu opowiedziała to jej słodkie kłamstwa, by namieszać mu w głowie. Domyślił się sam, od którego momentu tego spotkania, wszystko co usłyszał było kłamstwem. Ale mimo wszystko było mu żal Sandry.
W pewnym momencie brunetka otworzyła oczy i spojrzała na niego.
-Już nie śpisz?- Zapytał z troską w głosie i lekko ją przytulił.
-Nie umiem… Teraz ona cały czas mi się śni.
-Spokojnie, pozbędziemy jej się.
-Uwierz, że nie się nie da.
-Oj da, już nawet mam plan.
-Jaki?
-Oj bardzo paskudny dla mnie.- Uśmiechnął się złowieszczo.
Policja dopiero co odjechała spod bloku. Na szczęście jeszcze nie zlokalizowali, dokąd szedł obraz z kamer, a Marta laptop zostawiła w mieszkaniu w razie czego. Musiała teraz strasznie uważać z każdym krokiem jej planu, a cała ta sytuacja spowodowała, że również musiała go zmienić. Nie miała wyjścia, ponieważ przez najbliższy czas musiała działać z daleka.
Wyszła z bloku z walizką i akurat podjechała do niej taksówka, po która wcześniej zadzwoniła i do której wsiadła.
Nie wiedziała jednak, że była przez kogoś obserwowana.
Gitarzysta zauważył, z którego mieszkania wyszła i wcześniej poprosił Kai’a by pojechał za nią.
Oczywiście Marta o tym nie wiedziała, także była całkowicie spokojna. Bo przecież dla niej to były „tępe matoły”, które nigdy nie mogły by same ją złapać. Nawet nie zauważyła, że ktoś jedzie za nią specjalnie, zarazem obserwując ją.
Tanabe klną pod nosem, analizując w głowie całe zajście. Dla niego takie zachowanie również było chore. Ciekawiło go, czemu ta dziewczyna jeszcze nie wylądowała w psychiatryku.
Znajomy Marty, u którego miała zostać na jakiś czas mieszkał na drugim końcu miasta, więc droga była długa i Tanabe bał się, że ją zgubi. Ale na szczęście tak się nie stało.
Bardzo uważnie patrzył, gdzie jedzie taksówka i jechał w sposób przez nich niezauważony, ale jednak ciągle za samochodem, w którym siedziała Marta.
Gdy już dojechali na miejsce zaparkował niedaleko i gdy dziewczyna zniknęła z jego pola widzenia, wysiadł z samochodu. Dobrze zapamiętał do którego bloku weszła i podszedł do niego. Przyjrzał się adresowi, przy którym się znalazł. Spisał go i pojechał do chłopaków…
niedziela, 15 grudnia 2013
Część 2: Na podsłuchu.
Witam. Nie, nic nie mam na swoją obronę. Może jedynie próbne matury i totalnego lenia? Tak wiem, nie liczy się >.>
No ale dzisiaj święto więc marudzić nie będę (święto, bo notkę dodaje)
Miłego czytania:
Część 2: Na podsłuchu.
Następnego dnia San chodziła z głową w chmurach. Wyobrażała sobie co będzie na tej randce z Kyu.
Czekała tylko do końca swojej dniówki. Ale miała dziwne wrażanie, że ktoś ciągle ją obserwuje i zaczęła się bać najgorszego.
Ale miała nadzieję, że tym razem ten koszmar nie wróci, a z Kouyou jej się uda i końcu od dwóch lat będzie szczęśliwa…
W dodatku z kimś, a nie sama, udając tylko szczęśliwą.
Serce zabiło jej mocniej, kiedy przez szybę sklepu zobaczyła znajomego mężczyznę.
No właśnie, znała go i dobrze wiedziała co jego dłuższa obecność w jej otoczeniu może oznaczać, a stał tam już z pół godziny.
-Nie…- Szepnęła sama do siebie.
Szybko się otrząsnęła i wróciła do pracy. Miała jednak nadzieje, że to nie ta osoba, albo, że to głupi zbieg okoliczności.
Nie wiedziała, czy ma dzwonić do Kin, czy cokolwiek robić, dlatego po prostu wróciła do swoich czynności, skupiając się na pracy.
Kin akurat wracała już z pracy. W pewnym momencie myślała najpierw, że widzi idącą naprzeciw niej San, ale dziewczyna ani się nie zatrzymała, ani nie odpowiedziała na jej „Cześć”.
Zdziwiło ją to, ale po chwili domyśliła się o co chodzi.
Nie dawała znać o tym Sandrze, ponieważ nie chciała martwić przyjaciółki, a tym bardziej, kiedy jest w pracy.
Jednak nie dawało jej to spokoju. Nadal się dziwiła, jakim cudem ta zołza dowiedziała się o tym, gdzie obie przebywają.
Przecież nikt, poza ich rodzicami nie wiedział gdzie obecnie przebywają. Ale przecież musiał być jakiś przeciek w informacjach bo nikomu ze znajomych nie mówiły, gdzie wyjeżdżały.
Po powrocie do domu poprzez Internet, zaczęła pytać, kto mógł wiedzieć o ich miejscu zamieszkania.
Ale echo… ZERO! Większość nawet nie wiedziała, że wyjechały, ale mogli też ukrywać prawdę.
Zresztą, Marta mogła też sama je znaleźć, przecież wielce ma tyle znajomości.
Kin zdziwił fakt, że na liście lokatorów widniało nazwisko tej małpy. Ale nadal zostawało pytanie- JAK?
Przemyślenia przerwało jej pukanie do drzwi.
Wstała, a otwierając drzwi zobaczyła Rukiego.
-Cześć.- Powiedział patrząc na nią.- Coś się stało?- Zapytał, widząc, że szatynkę coś niepokoi.
-Nic, tylko chyba ta dziewczyna nas znalazła.
-To z tego co wiem, to nie dobrze.
-I to bardzo nie dobrze.- Odpowiedziała, a do mieszkania weszła San.
-O, a ty znowu tutaj?- Zapytała brunetka, widząc wokalistę.
-Coś Ci nie pasuje?
-Nie, widzę ten romans.- Sandra się zaśmiała i poszła do swojego pokoju.
Nie chciała mówić swojej przyjaciółce o tym, kogo widziała, a patrząc na zegar, wiedziała, że musi się już szykować na wyjście z Kouyou…
Marta siedziała już w swoim mieszkaniu, oglądając na laptopie obrazy z kamer, umieszczonych w mieszkaniu dziewczyn.
Dokładnie przyglądała się Sandrze, głównie zwracając swoją uwagę na to co ubierze i jak będzie wyglądać na swojej „randce” z gitarzystą GazettE.
Widząc wybrane wcześniej ubranie, reszta to była już łatwizna. Wiedziała, że jej plan się uda…
Kinga nic nie mówiła Sandrze o tym, kogo widziała. Bała się jej reakcji, po tym wszystkim co Marta jej zrobiła.
Sandra też nic nie mówiła Kin, mając nadzieje, że to tylko przypadek. Nadal coś jej podpowiadało, że powinna sobie odpuścić to wyjście z Uruhą, ale chciała być w końcu szczęśliwa i żyć normalnie, a nie ukrywać się i bać, że Marta znowu coś jej zrobi.
Na spokojnie się zebrała i poszła do łazienki, nie wiedząc, że i tak znajdowała się kamera.
Marta widziała wszystko co San robiła, największy szczegół znała z taką łatwością, widząc ją i słysząc.
Słyszała też rozmowę Kingi z Takanorim, ale nawet się nie zmartwiła faktem, że szatynka zaczyna coś podejrzewać.
Bardzo dobrze wiedziała gdzie ma iść, a jej pewność siebie zasłaniała jej jasne myślenie. Była gotowa wtedy, kiedy An i tylko czekała na wyjście.
Sandra czekała już tylko na Kouyou. Nagle po ich mieszkaniu rozeszło się pukanie do drzwi, a wiedząc, że Kinga siedzi z Takanorim w swoim pokoju, domyśliła się, że to pewnie Kouyou.
Otworzyła drzwi, uśmiechając się lekko.
-Pięknie wyglądasz.- Powiedział gitarzysta, lekko muskając swoimi wargami jej policzek.- Idziemy?
-Pewnie.- Odpowiedziała, chwytając za swoją torebkę.- Kin, ja wychodzę!- Zawołała i wyszli z mieszania…
Kinga siedziała w swoim pokoju, przeszukując Internet. Ruki natomiast siedział cicho obok niej.
- Kin, nie denerwuj się tak.- Odezwał się po długiej chwili ciszy, widząc minę dziewczyny.
-Słuchaj… Jeżeli serio to ta dziewczyna, to San wróci albo zapłakana, albo nieźle wkurzona… ZNOWU. A to nie jest miły widok, plus może wziąć się też za mnie.- Powiedziała z nutką zmartwienia w głosie.
-Wiesz, nie znam jej, ani sytuacji, nawet nie wiem co dokładnie zrobiła, ale uwierz mi, włosy jej powyrywam, jak cokolwiek zrobi San, a Kyu to wolałbym nie wiedzieć, co zrobi jak się dowie.- Powiedział dość poważnie, marszcząc brwi.
-Takanori, to nie jest normalna osoba. Ona jest chora psychicznie, do teraz nie wiem, czemu jeszcze w Psychiatryku nie wylądowała.- Powiedziała Kinga, zaciskając pięści.
-Dobra, spokojnie!!- Krzyknął Ruki, patrząc na nią.- Kyu chyba bardzo ją polubił i sądzę, że nie dałby jej skrzywdzić.- Dodał, ale już spokojnie.
-No dobra, ale żeby potem nie było, że nie mówiłam…
San z Kouyou szli wolnym krokiem przez park. W końcu mieli jeszcze pełno czasu do filmu.
Sandra nadal zastanawiała się nad chłopakiem, którego widziała w pracy.
-San… Słuchasz mnie?- Zapytał Kou, widząc, że dziewczyna się zamyśliła.
-Tak, tak.- Odpowiedział szybko, zarazem skłamała, lekko się do niego uśmiechając.
-San, przecież widzę, że coś Cię męczy.
-Jest dobrze, nie musisz się martwić.- Ponownie skłamała, patrząc z bólem w oczach przed siebie. Chciała mu powiedzieć o wszystkim, ale powstał strach, że jej nie uwierzy i wyśmieje, bo przecież nikt normalny nie niszczy komuś życia… ZA NIC! Przecież Ona Marcie nic nie zrobiła, było całkiem na odwrót, w dodatku Marta już wiele razy ją zraniła.
Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że jest właśnie przez dziewczynę obserwowana, a każde jej słowo, bardzo dokładnie usłyszane.
Marta i jej znajomi obserwowali ją z każdej strony i potajemnie szli za nimi, tak, że Sandra nawet ich nie zauważyła, za to Marta tylko czekała, aż brunetka odejdzie na chwilę od gitarzysty.
Tak, dokładnie. Zostało jej tylko czekać i już myślała, że to niemożliwe, by brunetka od nie odeszła chociaż na chwilę.
Spacer po parku strasznie ją nudził, bo pomiędzy tą parką nic się nie działo. Sklinała pod nosem, widząc, że jeszcze nie skręcili w stronę centrum. Ale gdy w końcu udali się do kina, z radości prawie się ujawniła.
Brunetka zaczęła coś podejrzewać, ale ie martwiła się tym, ponieważ nie chciała psuć sobie tego spotkania. Niestety, ale w pewnym momencie pęcherz jej o sobie przypomniał.
-Wybacz mi na chwilkę.- Powiedziała do Kouyou i udała się do damskiej toalety.
Marta poszła za nią, tak szybko zdjęła perukę i po kilku minutach wyszła jeszcze przed Sandrą.
-Już jestem.- Powiedziała, uśmiechając się do niego.
-No to dobrze, możemy już iść.- Odpowiedział, nic nie zauważając, myślał, że to jest Sandra, bo nawet głos miała taki sam.
Sandra nie widziała, jak Marta wchodziła i wychodziła z toalety, więc myślała, że wszystko jest ok. Na spokojnie wyszła i udała się w miejsce, gdzie gitarzysta miał na nią czekać.
-Jak mogłam się tak nabrać.- Szepnęła sama do siebie, a łzy napłynęły jej do oczy, gdy zauważyła Kouyou idącego z uderzająco podobną do niej dziewczyną na salę. Natychmiast wybiegła z budynku i już powoli zaczęła iść w stronę swojego domu.
Odpaliła papierosa i szła, powstrzymując łzy. Myślała głównie nad tym, jak ta flądra ją znalazła. Przecież nikt oprócz ich rodzinnie wiedział, gdzie wyleciały i gdzie mieszkają.
Akurat w połowie drogi zaczął padać deszcz, a to sprawiło, że Sandra zaczęła kląć pod nosem.
Nie dość, że ta menda ją znalazła i znowu niszczy jej życie, to jeszcze wróciła do domu cała przemoknięta.
-Już jesteś?- Zapytała Kinga, gdy brunetka weszła do mieszkania.
-Daj mi spokój.- Burknęła i weszła do łazienki…
No ale dzisiaj święto więc marudzić nie będę (święto, bo notkę dodaje)
Miłego czytania:
Część 2: Na podsłuchu.
Następnego dnia San chodziła z głową w chmurach. Wyobrażała sobie co będzie na tej randce z Kyu.
Czekała tylko do końca swojej dniówki. Ale miała dziwne wrażanie, że ktoś ciągle ją obserwuje i zaczęła się bać najgorszego.
Ale miała nadzieję, że tym razem ten koszmar nie wróci, a z Kouyou jej się uda i końcu od dwóch lat będzie szczęśliwa…
W dodatku z kimś, a nie sama, udając tylko szczęśliwą.
Serce zabiło jej mocniej, kiedy przez szybę sklepu zobaczyła znajomego mężczyznę.
No właśnie, znała go i dobrze wiedziała co jego dłuższa obecność w jej otoczeniu może oznaczać, a stał tam już z pół godziny.
-Nie…- Szepnęła sama do siebie.
Szybko się otrząsnęła i wróciła do pracy. Miała jednak nadzieje, że to nie ta osoba, albo, że to głupi zbieg okoliczności.
Nie wiedziała, czy ma dzwonić do Kin, czy cokolwiek robić, dlatego po prostu wróciła do swoich czynności, skupiając się na pracy.
Kin akurat wracała już z pracy. W pewnym momencie myślała najpierw, że widzi idącą naprzeciw niej San, ale dziewczyna ani się nie zatrzymała, ani nie odpowiedziała na jej „Cześć”.
Zdziwiło ją to, ale po chwili domyśliła się o co chodzi.
Nie dawała znać o tym Sandrze, ponieważ nie chciała martwić przyjaciółki, a tym bardziej, kiedy jest w pracy.
Jednak nie dawało jej to spokoju. Nadal się dziwiła, jakim cudem ta zołza dowiedziała się o tym, gdzie obie przebywają.
Przecież nikt, poza ich rodzicami nie wiedział gdzie obecnie przebywają. Ale przecież musiał być jakiś przeciek w informacjach bo nikomu ze znajomych nie mówiły, gdzie wyjeżdżały.
Po powrocie do domu poprzez Internet, zaczęła pytać, kto mógł wiedzieć o ich miejscu zamieszkania.
Ale echo… ZERO! Większość nawet nie wiedziała, że wyjechały, ale mogli też ukrywać prawdę.
Zresztą, Marta mogła też sama je znaleźć, przecież wielce ma tyle znajomości.
Kin zdziwił fakt, że na liście lokatorów widniało nazwisko tej małpy. Ale nadal zostawało pytanie- JAK?
Przemyślenia przerwało jej pukanie do drzwi.
Wstała, a otwierając drzwi zobaczyła Rukiego.
-Cześć.- Powiedział patrząc na nią.- Coś się stało?- Zapytał, widząc, że szatynkę coś niepokoi.
-Nic, tylko chyba ta dziewczyna nas znalazła.
-To z tego co wiem, to nie dobrze.
-I to bardzo nie dobrze.- Odpowiedziała, a do mieszkania weszła San.
-O, a ty znowu tutaj?- Zapytała brunetka, widząc wokalistę.
-Coś Ci nie pasuje?
-Nie, widzę ten romans.- Sandra się zaśmiała i poszła do swojego pokoju.
Nie chciała mówić swojej przyjaciółce o tym, kogo widziała, a patrząc na zegar, wiedziała, że musi się już szykować na wyjście z Kouyou…
Marta siedziała już w swoim mieszkaniu, oglądając na laptopie obrazy z kamer, umieszczonych w mieszkaniu dziewczyn.
Dokładnie przyglądała się Sandrze, głównie zwracając swoją uwagę na to co ubierze i jak będzie wyglądać na swojej „randce” z gitarzystą GazettE.
Widząc wybrane wcześniej ubranie, reszta to była już łatwizna. Wiedziała, że jej plan się uda…
Kinga nic nie mówiła Sandrze o tym, kogo widziała. Bała się jej reakcji, po tym wszystkim co Marta jej zrobiła.
Sandra też nic nie mówiła Kin, mając nadzieje, że to tylko przypadek. Nadal coś jej podpowiadało, że powinna sobie odpuścić to wyjście z Uruhą, ale chciała być w końcu szczęśliwa i żyć normalnie, a nie ukrywać się i bać, że Marta znowu coś jej zrobi.
Na spokojnie się zebrała i poszła do łazienki, nie wiedząc, że i tak znajdowała się kamera.
Marta widziała wszystko co San robiła, największy szczegół znała z taką łatwością, widząc ją i słysząc.
Słyszała też rozmowę Kingi z Takanorim, ale nawet się nie zmartwiła faktem, że szatynka zaczyna coś podejrzewać.
Bardzo dobrze wiedziała gdzie ma iść, a jej pewność siebie zasłaniała jej jasne myślenie. Była gotowa wtedy, kiedy An i tylko czekała na wyjście.
Sandra czekała już tylko na Kouyou. Nagle po ich mieszkaniu rozeszło się pukanie do drzwi, a wiedząc, że Kinga siedzi z Takanorim w swoim pokoju, domyśliła się, że to pewnie Kouyou.
Otworzyła drzwi, uśmiechając się lekko.
-Pięknie wyglądasz.- Powiedział gitarzysta, lekko muskając swoimi wargami jej policzek.- Idziemy?
-Pewnie.- Odpowiedziała, chwytając za swoją torebkę.- Kin, ja wychodzę!- Zawołała i wyszli z mieszania…
Kinga siedziała w swoim pokoju, przeszukując Internet. Ruki natomiast siedział cicho obok niej.
- Kin, nie denerwuj się tak.- Odezwał się po długiej chwili ciszy, widząc minę dziewczyny.
-Słuchaj… Jeżeli serio to ta dziewczyna, to San wróci albo zapłakana, albo nieźle wkurzona… ZNOWU. A to nie jest miły widok, plus może wziąć się też za mnie.- Powiedziała z nutką zmartwienia w głosie.
-Wiesz, nie znam jej, ani sytuacji, nawet nie wiem co dokładnie zrobiła, ale uwierz mi, włosy jej powyrywam, jak cokolwiek zrobi San, a Kyu to wolałbym nie wiedzieć, co zrobi jak się dowie.- Powiedział dość poważnie, marszcząc brwi.
-Takanori, to nie jest normalna osoba. Ona jest chora psychicznie, do teraz nie wiem, czemu jeszcze w Psychiatryku nie wylądowała.- Powiedziała Kinga, zaciskając pięści.
-Dobra, spokojnie!!- Krzyknął Ruki, patrząc na nią.- Kyu chyba bardzo ją polubił i sądzę, że nie dałby jej skrzywdzić.- Dodał, ale już spokojnie.
-No dobra, ale żeby potem nie było, że nie mówiłam…
San z Kouyou szli wolnym krokiem przez park. W końcu mieli jeszcze pełno czasu do filmu.
Sandra nadal zastanawiała się nad chłopakiem, którego widziała w pracy.
-San… Słuchasz mnie?- Zapytał Kou, widząc, że dziewczyna się zamyśliła.
-Tak, tak.- Odpowiedział szybko, zarazem skłamała, lekko się do niego uśmiechając.
-San, przecież widzę, że coś Cię męczy.
-Jest dobrze, nie musisz się martwić.- Ponownie skłamała, patrząc z bólem w oczach przed siebie. Chciała mu powiedzieć o wszystkim, ale powstał strach, że jej nie uwierzy i wyśmieje, bo przecież nikt normalny nie niszczy komuś życia… ZA NIC! Przecież Ona Marcie nic nie zrobiła, było całkiem na odwrót, w dodatku Marta już wiele razy ją zraniła.
Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że jest właśnie przez dziewczynę obserwowana, a każde jej słowo, bardzo dokładnie usłyszane.
Marta i jej znajomi obserwowali ją z każdej strony i potajemnie szli za nimi, tak, że Sandra nawet ich nie zauważyła, za to Marta tylko czekała, aż brunetka odejdzie na chwilę od gitarzysty.
Tak, dokładnie. Zostało jej tylko czekać i już myślała, że to niemożliwe, by brunetka od nie odeszła chociaż na chwilę.
Spacer po parku strasznie ją nudził, bo pomiędzy tą parką nic się nie działo. Sklinała pod nosem, widząc, że jeszcze nie skręcili w stronę centrum. Ale gdy w końcu udali się do kina, z radości prawie się ujawniła.
Brunetka zaczęła coś podejrzewać, ale ie martwiła się tym, ponieważ nie chciała psuć sobie tego spotkania. Niestety, ale w pewnym momencie pęcherz jej o sobie przypomniał.
-Wybacz mi na chwilkę.- Powiedziała do Kouyou i udała się do damskiej toalety.
Marta poszła za nią, tak szybko zdjęła perukę i po kilku minutach wyszła jeszcze przed Sandrą.
-Już jestem.- Powiedziała, uśmiechając się do niego.
-No to dobrze, możemy już iść.- Odpowiedział, nic nie zauważając, myślał, że to jest Sandra, bo nawet głos miała taki sam.
Sandra nie widziała, jak Marta wchodziła i wychodziła z toalety, więc myślała, że wszystko jest ok. Na spokojnie wyszła i udała się w miejsce, gdzie gitarzysta miał na nią czekać.
-Jak mogłam się tak nabrać.- Szepnęła sama do siebie, a łzy napłynęły jej do oczy, gdy zauważyła Kouyou idącego z uderzająco podobną do niej dziewczyną na salę. Natychmiast wybiegła z budynku i już powoli zaczęła iść w stronę swojego domu.
Odpaliła papierosa i szła, powstrzymując łzy. Myślała głównie nad tym, jak ta flądra ją znalazła. Przecież nikt oprócz ich rodzinnie wiedział, gdzie wyleciały i gdzie mieszkają.
Akurat w połowie drogi zaczął padać deszcz, a to sprawiło, że Sandra zaczęła kląć pod nosem.
Nie dość, że ta menda ją znalazła i znowu niszczy jej życie, to jeszcze wróciła do domu cała przemoknięta.
-Już jesteś?- Zapytała Kinga, gdy brunetka weszła do mieszkania.
-Daj mi spokój.- Burknęła i weszła do łazienki…
środa, 13 listopada 2013
Część 1: Nowe znajomości.
Heyo! Jak tam u was??
No przepraszam, że notka spóźniona, ale najpierw byłam na konwencie w Wrocławiu, a potem... No cóż... Nie czułam tego czegoś do dodania notki xD
Miłego czytania:
Część 1: Nowe znajomości.
Dziewczyny patrzyły na swoich sąsiadów, jak na głupków, ale było wiadomo, że mogli przez przypadek tam postawić ten karton, znaczy Kinga tak myślała.
-Em, przepraszam, ale byłaby możliwość, abyście panowie odtarasowali nam drzwi do mieszkania?- Zapytała Sandra patrząc na nich.
Jeden z mężczyzn spojrzał na pudło postawione przed drzwiami.
-Przepraszamy bardzo.- Powiedział jeden z brunetów, spoglądając na swojego kolegę.
Oboje przenieśli pudło, umożliwiając dziewczynom dojście do ich mieszkania.
-Miło wiedzieć, że mamy takie piękne sąsiadki.- Powiedział jeden z nich.
-Kyu…- Skarał go drugi brunet. San skupiła się na chwilę ich obecnością.
-Ja was skądś znam…-Powiedziała, odwracając się do nich.
-Ups.- Odpowiedział blondyn.
-Spokojnie, nie rzucimy się na was, jesteśmy normalne.- Powiedziała, wchodząc za Kin do mieszkania.
-Czy ja dobrze widzę i słyszę? Gazetto? Naprzeciw nas?
-Oj Kin, daj spokój.- Machnęła San, idąc do salonu.
-No ale… Ty nie widzisz tego?
-Widzę, ale no ja Cię proszę? Oni? Zainteresowani kimś takim ja my? No ja wątpię.
-No fakt, masz rację.- Kin cicho westchnęła, idąc do kuchni….
Po jakiś dwóch godzinach rozległ się pukanie do drzwi.
-San, otwórz!- Zawołała Kinga ze swojego pokoju. Brunetka cicho westchnęła, wstając z kanapy, na której przed chwilą leżała z laptopem. Urządzenie położyła na stoliku i poszła do drzwi.
Otwierając je, ze zdziwienia zdjęła okulary.
-Em, cześć…-Powiedziała, patrząc na gości.
-Cześć, pomyśleliśmy, że może się bliżej poznamy, skoro mieszkamy naprzeciw siebie.- Powiedział blondyn, uśmiechając się. Sandra jedynie cicho westchnęła, wpuszczając ich do środka.
-Kto przyszedł?- Zapytała Kinga, nadal siedząc w swoim pokoju.
-Masz szczęście, że posprzątałaś swoje ubrania z mieszkania, ponieważ mamy gości z naprzeciwka.- Zaśmiała się, widząc jak przyjaciółka wybiega z pokoju.
-Cześć.- Powiedziała Kin, uśmiechając się do nich.
Pół godziny później atmosfera się rozluźniła, ale nie obyło się od wścibskiej ciekawości Kouyou, co do zawartości laptopa brunetki.
-Teraz mnie noga przez Ciebie boli!- Zawołał w stronę dziewczyny, która na chwilę zniknęła w pokoju, by tam chować swojego laptopa. Gdy tylko wyszła z pomieszczenia, gitarzysta schował się za Yuu.
-Mówiłam, żeby nie tykać, ty nie dobry, ty.- Powiedziała, a wszyscy nagle zaczęli się śmiać.
-Lepiej nie mów do niego jak do dziecka.- Powiedział Takanori, nadal się śmiejąc.
-Niby dlaczego?
-A dlatego.- Powiedział Kyu, rzucając się na nią…
Akurat przed mieszkaniem dziewczyn stanęła Marta. Słysząc śmiechy i rozpoznając głosy osób przebywających w mieszkaniu, uśmiechnęła się wrednie pod nosem. Już w głowie ułożyła swój plan… Podły plan.
Wiedziała już gdzie obie dziewczyny mieszkają, oraz z kim się zaczęły zadawać. A dzięki ich znajomym, plan dziewczyny był bardzo łatwy do zrealizowania, a dzięki wiedzy, gdzie dziewczyny pracują, mogła je łatwo mieć na oku.
Wróciła do swojego mieszkania. Cały plan dokładnie rozpisała w najszczególniejszych drobnostkach, wiedząc, czego może się spodziewać po Sandrze.
Każdy punkt tego planu był dobrze dopracowany, wystarczyło tylko wcielić go w życie…
Sandra właśnie wyszła z kuchni i usiadła obok wystraszonego Kouyou. Na widok jego miny i zachowania, cicho się zaśmiała.
-Oj, nie bój się jej, jest taka słodka.- Zaśmiał się Yuu, czochrając włosy dziewczyny.
-Słodka?! To coś może być słodkie?- Zapytał Kyu, udając, że patrzy na nią z przerażeniem.
-Oj, dopóki nie ubierze swoich ukochanych soczewek to jest niegroźna.- Powiedziała Kin, śmiejąc się, ale widząc minę przyjaciółki spoważniała?
-Jakich soczewek?- Zapytał starszy gitarzysta, patrząc na nie.
-A nie ważne, nic takiego.- Zaśmiała się San.
-Oj, no pokaż.- Powiedział Takanori.
-Nie.
-Prosimyyyy…
-NIE!- Krzyknęła An, odsuwając się od nich. Niestety, ale za sprzeciwy spotkała ją kolejna kara w postaci łaskotek.
Akurat po chwili leżała już pod stołem, modląc się i chowając przed nimi.
-Teraz, to ja się was boję.- Krzyknęła patrząc na trójkę mężczyzn z przerażeniem.
Takanori zaśmiał się patrząc na nią, ale Kouyou nie dał za wygraną i zaraz też znalazł się pod stołem, ponownie ją łaskocząc.
Na szczęście brunetka szybko wyturlała się, uciekając przed nim.
-Błagam, przestań!- Krzyknęła, widząc jak mężczyzna zmierza w jej stronę, ale Kyu podczas podnoszenia się, uderzył głową o stół.
-Ał!
-Ha! Kara za męczenie mnie!
-Jasne!
-To kara za to, że mnie łaskotałeś.- Powiedziała Sandra wstając, ale od razu z piskiem zaczęła biegać po mieszkaniu, uciekając przed nim.
-Chodź tu, a ty jej już nie tkniesz.- Powiedział Aoi, wciągając dziewczynę na swoje kolana, gdy ta przebiegała przed nim.
-Jaaaasne.- W odpowiedzi San pokazała Ślicznemu język.
Takanori spojrzał na zegarek, lekko się krzywiąc.
-Chłopaki, czas się zbierać.
-Martwisz się o swojego psiaka?- Zapytał wrednie Yuu.
-Psa?- Zapytała Kin.- Wziąłeś Korona do waszego nowego mieszkania?
-Eee… A czemu by nie?- Zaśmiał się.- Nie stanowi chłopakom zagrożenia, więc mieszka z nami.- Uśmiechnął się.- A co? Chętna na spacer z nami??- Zapytał.
-Hymm… No nie wiem, nie wiem, chociaż… Czemu nie.0 Odwzajemniła uśmiech.
-Hej kochasiu… Nas poganiasz, a sam siedzisz.- Powiedział Yuu, czekając już z Kouyou przy drzwiach.
-No idę, idę- Powiedział wstając. Cmoknął Kin w policzek i po chwili w trójkę wyszli…
Rano, a raczej już po południu Kouyou w trakcie przerwy pobiegł do sklepu muzycznego, w którym pracowała San.
Od razu po wejściu ją zauważył i podszedł do niej od tyłu.
-Witaj.- Szepnął jej do ucha. Sandra podskoczyła lekko, odwracając się w jego stronę.
-Wariacie! Nie strasz mnie tak!.- Krzyknęła, ledwo łapiąc powietrze w płuca.- A tak w ogóle, to co ty tu robisz?
-Akurat mamy przerwę i tak sobie pomyślałem… A, że wpadnę.- Zaśmiał się głupkowato, patrząc na nią.
-Tak po prostu?- Uniosła brew, nie spuszczając z niego wzroku.- Wiesz, jakoś Ci nie wierzę.
-No dobra, nie tak całkiem bez powodu. Może jutro gdzieś razem pójdziemy? Do kina czy coś?- San ukrycie się zaśmiała, gdyż miała wrażenie, że Kyu zaczął się właśnie zachowywać jak zakochany małolat.
-Aaaaaa, wiedziałam! No wiesz…- Przeciągała wypowiedź, utrzymując gitarzystę w niepewności.- No cóż… Szczerze… to… Czemu by nie.- Zaśmiała się cicho patrząc jak gitarzysta spuszcza powietrze z płuc, oddychając z ulgą.
-To może jutro o 18-tej? Przyjdę po Ciebie, nawet daleko nie mam.- Zaśmiał się.
-Może być.- Uśmiechnęła się. Kyu cmoknął ją w policzek i wyszedł.
Na nieszczęście właśnie w tym czasie, w przebraniu obserwowała ją Marta.
Całą rozmowę słyszała i akurat wszystko dobrze jej się składało. Wiedziała, że właśnie w mieszkaniu dziewczyn jej przyjaciele montują kamery i podsłuchy, by miałam Sandrę zawsze na oku.
Po chwili wyszła ze sklepu i powolnym krokiem ruszyła do domu.. Oczywiście i jakżeby inaczej, bardzo zadowolona z siebie, bo wszystko jej się układało.
Tuz przy wejściu do swojego mieszkania spotkała swoich znajomych, których wpuściła do środka.
-Świetnie, z tego co wiem, jutro jest umówiona ze swoim Ślicznym.- Powiedziała, ściągając perukę.
-Ale skąd wiesz jak będzie ubrana itd.?
-Kamery Baranie! A znając tą pokrakę, już dzisiaj zacznie się szykować, więc to zbyt łatwe, a mam całą jej szafę, co do sztuki.- Uśmiechnęła się wrednie, wyciągając z barku wino wraz z kieliszkami.
-A jaki masz plan?- Zapytał jeden z nich, ale odpowiedział mu jedynie głośny, dziecinny śmiech.
-Nie pytaj o plan, bo ja już wiem co zrobię.- Nadal się śmiała, widząc w swoich myślach całą sytuację.- Zniszczę ją doszczętnie! A skoro tak bardzo chce swojego Urusia, to ja będę go miała, a On będzie myślał, że jest z Sandrą.- Usiadła na swoim fotelu z kieliszkiem wina.- Kto by pomyślał, że tak szybko da sobie znowu zniszczyć życie.
-Ale za co?
-JAK TO ZA CO?! Za Żywot!! Za to, że znalazła się w moim życiu i chciała być z moim ukochanym!
-Ale Ona wtedy nie wiedziała, że wy będziecie razem.
-I co z tego? Ale chciała…
Był już wieczór. Akurat Kinga i Takanori wraz z Koronem byli w parku.
Pogoda była bardzo miła dla takiego spaceru.
-Zmęczona jesteś, prawda?
-Wcale nie.
-Kin, widzę.- Powiedział, siadając z nią na ławce.
-Ale naprawdę.- Zaśmiała się, zajmując miejsce obok niego.- Po prostu się martwię.
-O co?- Zapytał unosząc brew.
-Chodzi o San, kiedyś poznała kogoś, kto niszczy jej życie na każdym kroku. A Od kiedy tu jesteśmy, ma spokój.
-To chyba dobrze, co nie?
--Za długo ta osoba nie daje o sobie znać, to mnie martwi.
-Oj, z tego co widzę to wpadła Kyu w do gustu i nie da jej tak prędko skrzywdzić komukolwiek.
-I właśnie o to chodzi, ale jeśli się nie mylę, to zobaczysz.
-Ale co?
-Niezłe zamieszanie w ich życiu…
No przepraszam, że notka spóźniona, ale najpierw byłam na konwencie w Wrocławiu, a potem... No cóż... Nie czułam tego czegoś do dodania notki xD
Miłego czytania:
Część 1: Nowe znajomości.
Dziewczyny patrzyły na swoich sąsiadów, jak na głupków, ale było wiadomo, że mogli przez przypadek tam postawić ten karton, znaczy Kinga tak myślała.
-Em, przepraszam, ale byłaby możliwość, abyście panowie odtarasowali nam drzwi do mieszkania?- Zapytała Sandra patrząc na nich.
Jeden z mężczyzn spojrzał na pudło postawione przed drzwiami.
-Przepraszamy bardzo.- Powiedział jeden z brunetów, spoglądając na swojego kolegę.
Oboje przenieśli pudło, umożliwiając dziewczynom dojście do ich mieszkania.
-Miło wiedzieć, że mamy takie piękne sąsiadki.- Powiedział jeden z nich.
-Kyu…- Skarał go drugi brunet. San skupiła się na chwilę ich obecnością.
-Ja was skądś znam…-Powiedziała, odwracając się do nich.
-Ups.- Odpowiedział blondyn.
-Spokojnie, nie rzucimy się na was, jesteśmy normalne.- Powiedziała, wchodząc za Kin do mieszkania.
-Czy ja dobrze widzę i słyszę? Gazetto? Naprzeciw nas?
-Oj Kin, daj spokój.- Machnęła San, idąc do salonu.
-No ale… Ty nie widzisz tego?
-Widzę, ale no ja Cię proszę? Oni? Zainteresowani kimś takim ja my? No ja wątpię.
-No fakt, masz rację.- Kin cicho westchnęła, idąc do kuchni….
Po jakiś dwóch godzinach rozległ się pukanie do drzwi.
-San, otwórz!- Zawołała Kinga ze swojego pokoju. Brunetka cicho westchnęła, wstając z kanapy, na której przed chwilą leżała z laptopem. Urządzenie położyła na stoliku i poszła do drzwi.
Otwierając je, ze zdziwienia zdjęła okulary.
-Em, cześć…-Powiedziała, patrząc na gości.
-Cześć, pomyśleliśmy, że może się bliżej poznamy, skoro mieszkamy naprzeciw siebie.- Powiedział blondyn, uśmiechając się. Sandra jedynie cicho westchnęła, wpuszczając ich do środka.
-Kto przyszedł?- Zapytała Kinga, nadal siedząc w swoim pokoju.
-Masz szczęście, że posprzątałaś swoje ubrania z mieszkania, ponieważ mamy gości z naprzeciwka.- Zaśmiała się, widząc jak przyjaciółka wybiega z pokoju.
-Cześć.- Powiedziała Kin, uśmiechając się do nich.
Pół godziny później atmosfera się rozluźniła, ale nie obyło się od wścibskiej ciekawości Kouyou, co do zawartości laptopa brunetki.
-Teraz mnie noga przez Ciebie boli!- Zawołał w stronę dziewczyny, która na chwilę zniknęła w pokoju, by tam chować swojego laptopa. Gdy tylko wyszła z pomieszczenia, gitarzysta schował się za Yuu.
-Mówiłam, żeby nie tykać, ty nie dobry, ty.- Powiedziała, a wszyscy nagle zaczęli się śmiać.
-Lepiej nie mów do niego jak do dziecka.- Powiedział Takanori, nadal się śmiejąc.
-Niby dlaczego?
-A dlatego.- Powiedział Kyu, rzucając się na nią…
Akurat przed mieszkaniem dziewczyn stanęła Marta. Słysząc śmiechy i rozpoznając głosy osób przebywających w mieszkaniu, uśmiechnęła się wrednie pod nosem. Już w głowie ułożyła swój plan… Podły plan.
Wiedziała już gdzie obie dziewczyny mieszkają, oraz z kim się zaczęły zadawać. A dzięki ich znajomym, plan dziewczyny był bardzo łatwy do zrealizowania, a dzięki wiedzy, gdzie dziewczyny pracują, mogła je łatwo mieć na oku.
Wróciła do swojego mieszkania. Cały plan dokładnie rozpisała w najszczególniejszych drobnostkach, wiedząc, czego może się spodziewać po Sandrze.
Każdy punkt tego planu był dobrze dopracowany, wystarczyło tylko wcielić go w życie…
Sandra właśnie wyszła z kuchni i usiadła obok wystraszonego Kouyou. Na widok jego miny i zachowania, cicho się zaśmiała.
-Oj, nie bój się jej, jest taka słodka.- Zaśmiał się Yuu, czochrając włosy dziewczyny.
-Słodka?! To coś może być słodkie?- Zapytał Kyu, udając, że patrzy na nią z przerażeniem.
-Oj, dopóki nie ubierze swoich ukochanych soczewek to jest niegroźna.- Powiedziała Kin, śmiejąc się, ale widząc minę przyjaciółki spoważniała?
-Jakich soczewek?- Zapytał starszy gitarzysta, patrząc na nie.
-A nie ważne, nic takiego.- Zaśmiała się San.
-Oj, no pokaż.- Powiedział Takanori.
-Nie.
-Prosimyyyy…
-NIE!- Krzyknęła An, odsuwając się od nich. Niestety, ale za sprzeciwy spotkała ją kolejna kara w postaci łaskotek.
Akurat po chwili leżała już pod stołem, modląc się i chowając przed nimi.
-Teraz, to ja się was boję.- Krzyknęła patrząc na trójkę mężczyzn z przerażeniem.
Takanori zaśmiał się patrząc na nią, ale Kouyou nie dał za wygraną i zaraz też znalazł się pod stołem, ponownie ją łaskocząc.
Na szczęście brunetka szybko wyturlała się, uciekając przed nim.
-Błagam, przestań!- Krzyknęła, widząc jak mężczyzna zmierza w jej stronę, ale Kyu podczas podnoszenia się, uderzył głową o stół.
-Ał!
-Ha! Kara za męczenie mnie!
-Jasne!
-To kara za to, że mnie łaskotałeś.- Powiedziała Sandra wstając, ale od razu z piskiem zaczęła biegać po mieszkaniu, uciekając przed nim.
-Chodź tu, a ty jej już nie tkniesz.- Powiedział Aoi, wciągając dziewczynę na swoje kolana, gdy ta przebiegała przed nim.
-Jaaaasne.- W odpowiedzi San pokazała Ślicznemu język.
Takanori spojrzał na zegarek, lekko się krzywiąc.
-Chłopaki, czas się zbierać.
-Martwisz się o swojego psiaka?- Zapytał wrednie Yuu.
-Psa?- Zapytała Kin.- Wziąłeś Korona do waszego nowego mieszkania?
-Eee… A czemu by nie?- Zaśmiał się.- Nie stanowi chłopakom zagrożenia, więc mieszka z nami.- Uśmiechnął się.- A co? Chętna na spacer z nami??- Zapytał.
-Hymm… No nie wiem, nie wiem, chociaż… Czemu nie.0 Odwzajemniła uśmiech.
-Hej kochasiu… Nas poganiasz, a sam siedzisz.- Powiedział Yuu, czekając już z Kouyou przy drzwiach.
-No idę, idę- Powiedział wstając. Cmoknął Kin w policzek i po chwili w trójkę wyszli…
Rano, a raczej już po południu Kouyou w trakcie przerwy pobiegł do sklepu muzycznego, w którym pracowała San.
Od razu po wejściu ją zauważył i podszedł do niej od tyłu.
-Witaj.- Szepnął jej do ucha. Sandra podskoczyła lekko, odwracając się w jego stronę.
-Wariacie! Nie strasz mnie tak!.- Krzyknęła, ledwo łapiąc powietrze w płuca.- A tak w ogóle, to co ty tu robisz?
-Akurat mamy przerwę i tak sobie pomyślałem… A, że wpadnę.- Zaśmiał się głupkowato, patrząc na nią.
-Tak po prostu?- Uniosła brew, nie spuszczając z niego wzroku.- Wiesz, jakoś Ci nie wierzę.
-No dobra, nie tak całkiem bez powodu. Może jutro gdzieś razem pójdziemy? Do kina czy coś?- San ukrycie się zaśmiała, gdyż miała wrażenie, że Kyu zaczął się właśnie zachowywać jak zakochany małolat.
-Aaaaaa, wiedziałam! No wiesz…- Przeciągała wypowiedź, utrzymując gitarzystę w niepewności.- No cóż… Szczerze… to… Czemu by nie.- Zaśmiała się cicho patrząc jak gitarzysta spuszcza powietrze z płuc, oddychając z ulgą.
-To może jutro o 18-tej? Przyjdę po Ciebie, nawet daleko nie mam.- Zaśmiał się.
-Może być.- Uśmiechnęła się. Kyu cmoknął ją w policzek i wyszedł.
Na nieszczęście właśnie w tym czasie, w przebraniu obserwowała ją Marta.
Całą rozmowę słyszała i akurat wszystko dobrze jej się składało. Wiedziała, że właśnie w mieszkaniu dziewczyn jej przyjaciele montują kamery i podsłuchy, by miałam Sandrę zawsze na oku.
Po chwili wyszła ze sklepu i powolnym krokiem ruszyła do domu.. Oczywiście i jakżeby inaczej, bardzo zadowolona z siebie, bo wszystko jej się układało.
Tuz przy wejściu do swojego mieszkania spotkała swoich znajomych, których wpuściła do środka.
-Świetnie, z tego co wiem, jutro jest umówiona ze swoim Ślicznym.- Powiedziała, ściągając perukę.
-Ale skąd wiesz jak będzie ubrana itd.?
-Kamery Baranie! A znając tą pokrakę, już dzisiaj zacznie się szykować, więc to zbyt łatwe, a mam całą jej szafę, co do sztuki.- Uśmiechnęła się wrednie, wyciągając z barku wino wraz z kieliszkami.
-A jaki masz plan?- Zapytał jeden z nich, ale odpowiedział mu jedynie głośny, dziecinny śmiech.
-Nie pytaj o plan, bo ja już wiem co zrobię.- Nadal się śmiała, widząc w swoich myślach całą sytuację.- Zniszczę ją doszczętnie! A skoro tak bardzo chce swojego Urusia, to ja będę go miała, a On będzie myślał, że jest z Sandrą.- Usiadła na swoim fotelu z kieliszkiem wina.- Kto by pomyślał, że tak szybko da sobie znowu zniszczyć życie.
-Ale za co?
-JAK TO ZA CO?! Za Żywot!! Za to, że znalazła się w moim życiu i chciała być z moim ukochanym!
-Ale Ona wtedy nie wiedziała, że wy będziecie razem.
-I co z tego? Ale chciała…
Był już wieczór. Akurat Kinga i Takanori wraz z Koronem byli w parku.
Pogoda była bardzo miła dla takiego spaceru.
-Zmęczona jesteś, prawda?
-Wcale nie.
-Kin, widzę.- Powiedział, siadając z nią na ławce.
-Ale naprawdę.- Zaśmiała się, zajmując miejsce obok niego.- Po prostu się martwię.
-O co?- Zapytał unosząc brew.
-Chodzi o San, kiedyś poznała kogoś, kto niszczy jej życie na każdym kroku. A Od kiedy tu jesteśmy, ma spokój.
-To chyba dobrze, co nie?
--Za długo ta osoba nie daje o sobie znać, to mnie martwi.
-Oj, z tego co widzę to wpadła Kyu w do gustu i nie da jej tak prędko skrzywdzić komukolwiek.
-I właśnie o to chodzi, ale jeśli się nie mylę, to zobaczysz.
-Ale co?
-Niezłe zamieszanie w ich życiu…
sobota, 2 listopada 2013
Prolog:"Even if you're different from everyone, double and so will you..."
Prolog:
Marta wyszła z lotniska, ciągnąc za sobą walizki. Wsiadła do pierwszej lepszej taksówki podając kierowcy adres, pod który miał ją zawieźć.
Podczas jazdy wyjęła z torebki zdjęcie dziewczyny bliźniaczo do niej podobnej do niej.
-Pamiętaj San… Zniszczę Cię, gdziekolwiek i kimkolwiek byś była…- Powiedziała cicho, uśmiechając się złowrogo, co trochę przerażało taksówkarza, tym bardziej, że coś mówiła, ale w obcym języku.
Gdy już była na miejscu, weszła do jednego z największych apartamentowców w całym Tokyo.
Podczas rozmowy z portierem, od którego miała dostać klucze do jej nowego mieszkania, dyskretnie przejrzała listę lokatorów, by upewnić się, że jej ofiara mieszka dokładnie w tym bloku… I miała rację.
Po odebraniu kluczy, weszła do swojego uporządkowanego już nowego mieszkania.
Odłożyła walizki do sypialni. Z jednej z nich wyjęła zeszyt i zaczęła pisać:
„Jestem tutaj, w tym samym mieście… W tym samym bloku co ty. Kilka pięter pod tobą droga San i pamiętaj, że mam Cię na oku.
Pamiętaj również, że zniszczę Cię zawsze i wszędzie, byle byś CIERPIAŁA ZAWSZE, do końca twojego nędznego życia, ja tego dopilnuje i dopóki ja żyję, twoje cierpienie nie ustanie, nie pozwolę na to…
Pamiętaj Sandro…”
Zamknęła zeszyt, uśmiechając się wrednie. Ponownie spojrzała na zdjęcie, zaczynając knuć swoje plany dotyczące dziewczyny ze zdjęcia.
Sandra wraz z Kingą właśnie wracały z pracy.
Po wyjściu z windy zastały dużą ilość różnorakich kartonów, a jeden z nich i to ten największy tarasował im drzwi do mieszkania.
Stały przed drzwiami sąsiadów, dobijając się do nich, ale nikt nie otwierał.
Po dłuższym czasie ze stron wind rozległa się męska rozmowa na temat ustawienia telewizora w salonie…
czwartek, 31 października 2013
Część XXXIII: Kilkanaście lat później + Epilog.
Buahahahahaha!!!!!! I jak tam wsza Halloween? Bo mój szczerze mówiąc zajebiście.
Jak wiadomo, dzisiaj już koniec tej opowieści. Ale spokojnie, w niedzielę pojawi się nowe opowiadanie, także bądźcie cierpliwi :P
Miłego czytania:
Część XXXIII: Kilkanaście lat później + Epilog.
Lata mijały, a w życiu członków zespołu, wiele się nie zmieniało. Nawet ich przyjaźń wcale się nie zmieniła, chociaż została wystawiona na próbę.
An razem z Kouyou siedzieli w salonie, zastanawiając się nad zachowaniem 18-letniego Yoshiro, który zaczął im sprawiać niezłe kłopoty.
Wtem do domu weszła Emiko, o wiele bardziej zdenerwowana niż kiedykolwiek.
-Kochanie, co się stało?- Zapytała An, patrząc na córkę. Emiko usiadła na fotelu przy nich.
-Ja… Jestem w ciąży…- Wydukała, na co jej rodzice spojrzeli na nią z niedowierzaniem.
-Emiko, coś ty powiedziała?- Zapytał Kouyou prawie wstając, prawie, bo An chwyciła go za rękę.
-Emiś…
-ŻADNA EMIŚ!! Nie słyszysz co powiedziała?!?!! Nie jest pełnoletnia!!- Wykrzyczał Kouyou. An Cicho westchnęła.
-Kto jest ojcem?- Zapytała w miarę spokojnie.
-Yoshii.- Szepnęła nastolatka, spuszczając głowę ze strachu przed ojcem.
Kouyou wstał i wyszedł na taras. An usiadła obok córki i delikatnie ją przytuliła.
-Nie bój się, po prostu do zaskoczyłaś no i… Za wcześnie, Emiko ile razy Ci powtarzałam…
-Żebym dała sobie spokój , wiem. Ale nooo… Stało się.- W tym momencie do salonu zszedł Yoshiro.
-Gdzie jest ojciec?- Zapytał oschle, podchodząc do siostry.- Znowu coś narobiła, a wy ją głaskacie, no błagam!
-Yoshiro!- Krzyknęła An, patrząc na syna.- Z tobą i tak porozmawiamy, o to się masz co martwić..- Dodała, widząc jak jej mąż wchodzi do domu.
Chłopak już miał uciec do swojego pokoju, gdy powstrzymał do krzyk jego ojca.
-Mamy chyba do porozmawiania!- Powiedział Kyu, prowadząc syna ku swojej żonie.
-Znowu grzebaliście w moim pokoju? Wiecie w ogóle, co to prywatność?!- Zapytał, patrząc z oburzeniem na rodziców.
-Wiemy, a ja to chyba najbardziej z nas wszystkich tu zebranych. I żebyś wiedział, że tak, co to jest?- Powiedział Kouyou, rzucając w stolik kilka woreczków z czymś białym w środku.
Nastała cisza. Jedynie Yoshiro warczał pod nosem.
-To może życie!! Robię z nim to co ja chce!!- Wykrzyczał, patrząc na nich ze złością w oczach.
-Po pierwsze, jesteś niepełnoletni, a po drugie to będziesz robił to na co my z ojcem Ci pozwolimy, gdyż mieszkasz pod naszym dachem i my Cię utrzymujemy, a na ćpanie i sypianie z byle kim się nie zgadzamy.- Powiedziała An.
-Po pierwsze to jeszcze dwa miesiące, a po drugie ja nie zrobiłem sobie bachora jak Emiko!!!!!!!!-Wykrzyczał, wziął swoją kurtkę i wybiegł z domu.
-Niech tylko wróci, oj niech tylko wróci do domu.- Wysyczał Kouyou, patrząc na drzwi.
Nagle przed domem rozległ się trzask. Aneta z Kouyou spojrzeli na siebie z przerażeniem w oczach. Oboje szybko wybiegli przed dom.
-Yoshiro!!
***
Późne godziny wieczorne. Kouyou chodził w kółko po korytarzu szpitala, a Aneta siedziała, przytulając córkę.
-Przepraszam mamo, gdybym nie zdenerwowała ojca, nic by się nie stało.- Powiedziała Emiko, powstrzymując płacz.
-Emiś skarbie, to nie twoja wina. Oboje są strasznymi nerwusami, dobrze o tym wiesz...- Jej wypowiedź przerwał widok jej męża rozmawiającego z lekarzem.
Wstała i podeszła do niego, ale nie odpowiedział na jej pytania. W ogóle nie reagował na jej głos, ani na nic, co się w ogół niego działo…
Domyśliła się wszystkiego, a cisza wywołana przez jej męża tylko potwierdziła jej przepuszczenia. Podeszła do Emiko.
-Yoshiro… Nie żyje…- Powiedziała spokojnie.
-Co?! To nieprawda!!- Poderwała się Emiko, ale Kouyou podszedł do niej, zarazem ją zatrzymując.
-To prawda kochanie, nie udało się go odratować.- Przytulił ją, głaszcząc jej włosy.- Cii… spokojnie, Emiś.- Dodał, słysząc cichy szloch dziewczyny.
-Ale to nie może być prawda!!- Wyrwała się i pobiegła przed siebie. Kyu pobiegł za nią, ale tuż przy wyjściu ze szpitala zatrzymał ją Yoshii.
-Kochanie, co się dzieje?- Zapytał, wprowadzając ją z powrotem do środka.
-Yoshiro miał wypadek… Nie żyje…- Powiedziała przez łzy, wtulając się w chłopaka.
On od razu poczuł na sobie wściekły wzrok jej taty, jednak się tym nie przejął i spojrzał na niego.
-Zabiorę ją już do domu, jeżeli Pan pozwoli.- Powiedział do Kouyou. W odpowiedzi otrzymał jedynie kiwnięcie głową.
Oboje wyszli ze szpitala i pojechali do domu Emiko…
An nadal nie potrafiła się pogodzić ze śmiercią jej syna. Tego dnia po raz kolejny w tym tygodniu była na jego grobie.
-Yoshiro… Synku…- Szepnęła, patrząc na nagrobek.
Całą tą sytuację widziała Emiko, która razem z Yoshim przyszli na cmentarz.
-Nadal nie potrafi się z tym pogodzić.- Westchnęła, patrząc na mamę.
-Hym… A może naszego synka po wujku?
-Bardzo śmieszne Yoshii, bardzo.- Powiedziała bez żadnego uczucia, spoglądając na niego.
W tej chwili minął ich Kouyou, który podszedł do żony.
-Kochanie, chodźmy już.- Powiedział spokojnie, przytulając ją. Kobieta bez sprzeciwu poszła z nim.
Emiko cicho westchnęła, głaszcząc swój brzuszek…
KONIEC
Jak wiadomo, dzisiaj już koniec tej opowieści. Ale spokojnie, w niedzielę pojawi się nowe opowiadanie, także bądźcie cierpliwi :P
Miłego czytania:
Część XXXIII: Kilkanaście lat później + Epilog.
Lata mijały, a w życiu członków zespołu, wiele się nie zmieniało. Nawet ich przyjaźń wcale się nie zmieniła, chociaż została wystawiona na próbę.
An razem z Kouyou siedzieli w salonie, zastanawiając się nad zachowaniem 18-letniego Yoshiro, który zaczął im sprawiać niezłe kłopoty.
Wtem do domu weszła Emiko, o wiele bardziej zdenerwowana niż kiedykolwiek.
-Kochanie, co się stało?- Zapytała An, patrząc na córkę. Emiko usiadła na fotelu przy nich.
-Ja… Jestem w ciąży…- Wydukała, na co jej rodzice spojrzeli na nią z niedowierzaniem.
-Emiko, coś ty powiedziała?- Zapytał Kouyou prawie wstając, prawie, bo An chwyciła go za rękę.
-Emiś…
-ŻADNA EMIŚ!! Nie słyszysz co powiedziała?!?!! Nie jest pełnoletnia!!- Wykrzyczał Kouyou. An Cicho westchnęła.
-Kto jest ojcem?- Zapytała w miarę spokojnie.
-Yoshii.- Szepnęła nastolatka, spuszczając głowę ze strachu przed ojcem.
Kouyou wstał i wyszedł na taras. An usiadła obok córki i delikatnie ją przytuliła.
-Nie bój się, po prostu do zaskoczyłaś no i… Za wcześnie, Emiko ile razy Ci powtarzałam…
-Żebym dała sobie spokój , wiem. Ale nooo… Stało się.- W tym momencie do salonu zszedł Yoshiro.
-Gdzie jest ojciec?- Zapytał oschle, podchodząc do siostry.- Znowu coś narobiła, a wy ją głaskacie, no błagam!
-Yoshiro!- Krzyknęła An, patrząc na syna.- Z tobą i tak porozmawiamy, o to się masz co martwić..- Dodała, widząc jak jej mąż wchodzi do domu.
Chłopak już miał uciec do swojego pokoju, gdy powstrzymał do krzyk jego ojca.
-Mamy chyba do porozmawiania!- Powiedział Kyu, prowadząc syna ku swojej żonie.
-Znowu grzebaliście w moim pokoju? Wiecie w ogóle, co to prywatność?!- Zapytał, patrząc z oburzeniem na rodziców.
-Wiemy, a ja to chyba najbardziej z nas wszystkich tu zebranych. I żebyś wiedział, że tak, co to jest?- Powiedział Kouyou, rzucając w stolik kilka woreczków z czymś białym w środku.
Nastała cisza. Jedynie Yoshiro warczał pod nosem.
-To może życie!! Robię z nim to co ja chce!!- Wykrzyczał, patrząc na nich ze złością w oczach.
-Po pierwsze, jesteś niepełnoletni, a po drugie to będziesz robił to na co my z ojcem Ci pozwolimy, gdyż mieszkasz pod naszym dachem i my Cię utrzymujemy, a na ćpanie i sypianie z byle kim się nie zgadzamy.- Powiedziała An.
-Po pierwsze to jeszcze dwa miesiące, a po drugie ja nie zrobiłem sobie bachora jak Emiko!!!!!!!!-Wykrzyczał, wziął swoją kurtkę i wybiegł z domu.
-Niech tylko wróci, oj niech tylko wróci do domu.- Wysyczał Kouyou, patrząc na drzwi.
Nagle przed domem rozległ się trzask. Aneta z Kouyou spojrzeli na siebie z przerażeniem w oczach. Oboje szybko wybiegli przed dom.
-Yoshiro!!
***
Późne godziny wieczorne. Kouyou chodził w kółko po korytarzu szpitala, a Aneta siedziała, przytulając córkę.
-Przepraszam mamo, gdybym nie zdenerwowała ojca, nic by się nie stało.- Powiedziała Emiko, powstrzymując płacz.
-Emiś skarbie, to nie twoja wina. Oboje są strasznymi nerwusami, dobrze o tym wiesz...- Jej wypowiedź przerwał widok jej męża rozmawiającego z lekarzem.
Wstała i podeszła do niego, ale nie odpowiedział na jej pytania. W ogóle nie reagował na jej głos, ani na nic, co się w ogół niego działo…
Domyśliła się wszystkiego, a cisza wywołana przez jej męża tylko potwierdziła jej przepuszczenia. Podeszła do Emiko.
-Yoshiro… Nie żyje…- Powiedziała spokojnie.
-Co?! To nieprawda!!- Poderwała się Emiko, ale Kouyou podszedł do niej, zarazem ją zatrzymując.
-To prawda kochanie, nie udało się go odratować.- Przytulił ją, głaszcząc jej włosy.- Cii… spokojnie, Emiś.- Dodał, słysząc cichy szloch dziewczyny.
-Ale to nie może być prawda!!- Wyrwała się i pobiegła przed siebie. Kyu pobiegł za nią, ale tuż przy wyjściu ze szpitala zatrzymał ją Yoshii.
-Kochanie, co się dzieje?- Zapytał, wprowadzając ją z powrotem do środka.
-Yoshiro miał wypadek… Nie żyje…- Powiedziała przez łzy, wtulając się w chłopaka.
On od razu poczuł na sobie wściekły wzrok jej taty, jednak się tym nie przejął i spojrzał na niego.
-Zabiorę ją już do domu, jeżeli Pan pozwoli.- Powiedział do Kouyou. W odpowiedzi otrzymał jedynie kiwnięcie głową.
Oboje wyszli ze szpitala i pojechali do domu Emiko…
Epilog.
Kilka miesięcy później:
An nadal nie potrafiła się pogodzić ze śmiercią jej syna. Tego dnia po raz kolejny w tym tygodniu była na jego grobie.
-Yoshiro… Synku…- Szepnęła, patrząc na nagrobek.
Całą tą sytuację widziała Emiko, która razem z Yoshim przyszli na cmentarz.
-Nadal nie potrafi się z tym pogodzić.- Westchnęła, patrząc na mamę.
-Hym… A może naszego synka po wujku?
-Bardzo śmieszne Yoshii, bardzo.- Powiedziała bez żadnego uczucia, spoglądając na niego.
W tej chwili minął ich Kouyou, który podszedł do żony.
-Kochanie, chodźmy już.- Powiedział spokojnie, przytulając ją. Kobieta bez sprzeciwu poszła z nim.
Emiko cicho westchnęła, głaszcząc swój brzuszek…
KONIEC
sobota, 26 października 2013
Część XXXII: Koniec czegoś, co długo trwało.
Witam... Wiem, długo mnie nie było, ale lenistwo mnie dopaaaadło xD Więc... No wybaczcie mi, bardzo proszę.
Otóż muszę was poinformować, że dn. 31.10.2013 wstawię ostatnią notkę z tego opowiadania. Szczerze, to nie musicie prosić o o adres do nowego bloga, (tak, zaczęłam nowe :P) ponieważ notki będą umieszczane nadal na tym blogu.
No, to na tyle dzisiaj, miłego czytania:
Część XXXII: Koniec czegoś, co długo trwało.
Zbliżał się koncert, wszyscy już gotowi czekali na wyjście.
Tanabe westchnął opierając się o ścianę.
-Czyli to już koniec?- Zapytał, patrząc na resztę zespołu.
-Niestety, ale wszyscy zdecydowaliśmy jedno głośnie, że tak będzie lepiej.- Powiedział Takanori, chodząc w kółko.
Wszyscy czuli straszny stres. Nie dlatego, że zaraz wyjdą przed fanów, tylko, że to ostatni koncert w ich karierze.
-Taka, usiądź, bo mi się w głowie już kręci od tego twojego chodzenia.- Dodał Kouyou, cicho wzdychając.
-Dobra, chodźmy już, w końcu to nasz ostatni występ.- Odezwał się znowu Kai i poszedł do wyjścia.
-Ostatni koncert…-Powtórzył cicho Yuu idąc za nimi.
***
Po koncercie cała piątka padła na podłogę pomieszczenia. Kilka minut później wpadł ich menadżer z nieciekawą miną.
-Kouyou! Pośpiesz się! Właśnie dzwonili, że An zaczęła rodzić!- Krzyknął. Kouyou spojrzał na niego i w pierwszych sekundach nie docierało do niego, co menadżer mówił, ale szybko zrozumiał. Szybko wyparował wręcz i pobiegł się przebrać, co zajęło mu dosłownie dwie minuty.
-Nie martw się Yuu, też Cię to za niedługo czeka.- Zaśmiał się Ruki, klepiąc starszego po ramieniu.
-Ale ja nie będę musiał od razu po koncercie jechać.- Zaśmiał się starszy, idąc się przebrać.
Kyu jak najszybciej wsiadł do samochodu i ruszył z piskiem opon.. Miał szczęście, że szpital był blisko, więc szybko był już na miejscu.
Po chwili podbiegł do swojego ojca, który zabawiał Yoshiro na korytarzu.
-Co z An?- Zapytał, biorąc synka na ręce.
-Dopiero co przyjechaliśmy, tylko Yoshiro może być marudny, bo musiałem o obudzić.- Powiedział jego ojciec.- Ale z tego co wiem, to wszystko idzie dobrze.
-Heh, jak chcesz to jedź już do domu, bo widzę, że jesteś zmęczony tato.
-Spokojnie, zostanę z tobą, nie chce, byś zemdlał przypadkiem.
-Ha, ha,ha! Bardzo śmieszne, to Takanori zemdlał… A nie ja przy Yoshiro.
-Wiem, synu, wiem, ale wiesz… W końcu to twoja córka.- Powiedział starszy mężczyzna, siadając obok syna.
-Nie mam zamiaru mdleć.- Powiedział Kouyou, cicho wzdychając. Yoshiro nie rozumiejąc, co się dzieje, zaczął ciągnąć Ślicznego za włosy, pytając o mamę. Obydwoje cicho się z niego śmiali, co trochę uspokajało Kouyou.
-Jesteś świeżo po koncercie?
-Tak, a co?
-Widać po włosach i po makijażu.
-Mały nie jest przyzwyczajony, że tak wyglądam, ale no… Ledwo zeszliśmy ze sceny, to menadżer wystrzelił, że An rodzi…
-A ty wystrzeliłeś jak głupi by przy niej być.
-Tato…- Przerwał Ślicznemu lekarz, twierdzący, że może wejść na salę do żony.
Kouyou bez namysłu wstał, podając Yoshiro swojemu ojcu i wszedł na sale.
An leżała, trzymając na rękach zawiniątko, uśmiechając się.
-An…- Na dźwięk jego głosu, kobieta spojrzała na męża.
-Jesteś już…
-No ba! Wiesz, że nawet w połowie koncertu bym wybiegł, gdyby mi powiedzieli.- Powiedział, podchodząc do niej.
-Właśnie widać.- Zaśmiała się cicho, spoglądając na maleństwo. Kyu usiadł obok niej.
-Śliczna…- Szepnął, patrząc na małą.- Nasza śliczna córeczka…
-Taka, chodź! Chyba, że wolisz iść pieszo..- Powiedział Tanabe, podchodząc do swojego samochodu.
-No idę, idę.- Powiedział wokalista, przerywając rozmowę z basistą. Wszyscy stanęli przy swoich samochodach i spojrzeli na halę, w której przed chwilą grali koncert.
-Ale urusiowi się złożyło.- Zaśmiał się Akira.
-Taa, ostatni koncert w jego karierze, a jego córeczka dwa dni do terminu wytrzymać nie mogła.- Tym razem zażartował Yuu, wsiadając do swojego samochodu.
-Czyli jutro będzie miał za co pić.
-A żeby tylko on, a żeby tylko on…- Odpowiedział Tanabe. Po chwili wszyscy odjechali, wracając do domów…
Ojciec Kouyou za zgodą lekarza, wszedł z Yoshiro na salę. Widząc swojego syna z jego żoną, uśmiechnął się.
-MAMA!- Zawołał mały, wdrapując się na łóżku, ale niestety nie udała mu się ta próba, ponieważ Kouyou wziął go na kolana, za co mały się oburzył, ale szybko mu przeszło, bo zdziwiony spojrzał na małe zawiniątko.
-A cio tio?- Zapytał, patrząc na małą.
-Nie to, tylko kto… A to twoja siostrzyczka.- Powiedziała An, pokazując zaciekawionemu maluchowi jego siostrę.
-Sostcycka?-Zapytał, patrząc radośnie na małą, która akurat spała.- A kiedy będę mógł się z nią bobawić?
-Jak podrośnie synku.- Odpowiedział Kouyou, głaszcząc małego po główce.
-Jak ją chcecie nazwać?- Zapytał ojciec Kyu, siadając obok nich na krześle.
-Emiko.- Odpowiedziała An.
-Ślicznie, pasuje jej.- Odpowiedział dziadek, uśmiechając się.
Gdy Akira wszedł do mieszkania, panował półmrok. Miyako siedziała z ich mała córeczką w salonie.
-Znowu nie śpi?- Zapytał, podchodząc do nich.
-Nadal gorączkuje. Nie chcę by Yoshiro obudziła, a sama budzi się co chwila.
-Moje biedactwo.- Powiedział, biorąc małą na ręce.
-Spokojnie, za niedługo powinno jej przejść i wyzdrowieje.- Dodała Miyako, wtulając się w męża.- I jak koncert?- Zapytała.
-Wiesz, że dobrze, tylko… Szkoda, że to już koniec. I nie mów nic, wiem, że sami zadecydowaliśmy o tym, ale to w końcu kilkanaście lat grania.
-Kochanie, ale ja Cię rozumiem…
-Ale…
-Cii, jesteś zmęczony, zaraz przygotuje Ci coś do jedzenia.- Dodała, kładąc córkę do kojca, po czym poszła do kuchni.
Akira wstał i podszedł, patrząc na małą. Bardzo się ucieszył, kiedy Fumiko się urodziła i cieszył się dalej, ale to dla niej, jak i dla Yoshiego zdecydował się jednak zgodzić z resztą zespołu o zakończeniu ich działalności.
Dla nich wszystkich było to trudne, ale nawet Tanabe nie wyrabiał, albo chodzili niewyspani, albo nie potrafili się skupić, co tylko przedłużało ich pracę do godzin nocnych.
Przywitał go głos małego chłopca, który od razu przytulił się do jego nogi. Tanabe nie posiadał się z radości, gdy okazało się, że Emilly tak nagle uciekła, bo bała się jego reakcji na wieść, że zostanie ojcem.
Perkusista wziął syna na ręce, idąc z nim do jego pokoju.
-A czemu ty jeszcze nie śpisz? Co?- Zapytał, zmieniając kierunek na kuchnię, w której szwendała się jego żona.
-Uparł się, że nie pójdzie spać, dopóki tata nie wróci, bo obiecał, że mu opowie jak było na koncercie.- Powiedziała Emilly, wycierając talerz.
-No tak… Z tego wszystkiego zapomniałem, ale dotrzymam obietnicy, tak?- Ostatnie słowo skierował do małego i poszedł z nim do jego pokoju.
Chiro był spokojnym chłopcem, przez co wszyscy mówili, że wdał się w ojca.
Bez żadnego oporu położył się w swoim łóżeczku. Kai usiadł obok niego i zaczął mu opowiadać.
Był już przy końcu opowieści, gdy Chiro zasnął. Tanabe po cichu udał się do salonu.
-Więc to już koniec?- Zapytała Emilly.
-Tak, to już koniec…
Otóż muszę was poinformować, że dn. 31.10.2013 wstawię ostatnią notkę z tego opowiadania. Szczerze, to nie musicie prosić o o adres do nowego bloga, (tak, zaczęłam nowe :P) ponieważ notki będą umieszczane nadal na tym blogu.
No, to na tyle dzisiaj, miłego czytania:
Część XXXII: Koniec czegoś, co długo trwało.
Zbliżał się koncert, wszyscy już gotowi czekali na wyjście.
Tanabe westchnął opierając się o ścianę.
-Czyli to już koniec?- Zapytał, patrząc na resztę zespołu.
-Niestety, ale wszyscy zdecydowaliśmy jedno głośnie, że tak będzie lepiej.- Powiedział Takanori, chodząc w kółko.
Wszyscy czuli straszny stres. Nie dlatego, że zaraz wyjdą przed fanów, tylko, że to ostatni koncert w ich karierze.
-Taka, usiądź, bo mi się w głowie już kręci od tego twojego chodzenia.- Dodał Kouyou, cicho wzdychając.
-Dobra, chodźmy już, w końcu to nasz ostatni występ.- Odezwał się znowu Kai i poszedł do wyjścia.
-Ostatni koncert…-Powtórzył cicho Yuu idąc za nimi.
***
Po koncercie cała piątka padła na podłogę pomieszczenia. Kilka minut później wpadł ich menadżer z nieciekawą miną.
-Kouyou! Pośpiesz się! Właśnie dzwonili, że An zaczęła rodzić!- Krzyknął. Kouyou spojrzał na niego i w pierwszych sekundach nie docierało do niego, co menadżer mówił, ale szybko zrozumiał. Szybko wyparował wręcz i pobiegł się przebrać, co zajęło mu dosłownie dwie minuty.
-Nie martw się Yuu, też Cię to za niedługo czeka.- Zaśmiał się Ruki, klepiąc starszego po ramieniu.
-Ale ja nie będę musiał od razu po koncercie jechać.- Zaśmiał się starszy, idąc się przebrać.
Kyu jak najszybciej wsiadł do samochodu i ruszył z piskiem opon.. Miał szczęście, że szpital był blisko, więc szybko był już na miejscu.
Po chwili podbiegł do swojego ojca, który zabawiał Yoshiro na korytarzu.
-Co z An?- Zapytał, biorąc synka na ręce.
-Dopiero co przyjechaliśmy, tylko Yoshiro może być marudny, bo musiałem o obudzić.- Powiedział jego ojciec.- Ale z tego co wiem, to wszystko idzie dobrze.
-Heh, jak chcesz to jedź już do domu, bo widzę, że jesteś zmęczony tato.
-Spokojnie, zostanę z tobą, nie chce, byś zemdlał przypadkiem.
-Ha, ha,ha! Bardzo śmieszne, to Takanori zemdlał… A nie ja przy Yoshiro.
-Wiem, synu, wiem, ale wiesz… W końcu to twoja córka.- Powiedział starszy mężczyzna, siadając obok syna.
-Nie mam zamiaru mdleć.- Powiedział Kouyou, cicho wzdychając. Yoshiro nie rozumiejąc, co się dzieje, zaczął ciągnąć Ślicznego za włosy, pytając o mamę. Obydwoje cicho się z niego śmiali, co trochę uspokajało Kouyou.
-Jesteś świeżo po koncercie?
-Tak, a co?
-Widać po włosach i po makijażu.
-Mały nie jest przyzwyczajony, że tak wyglądam, ale no… Ledwo zeszliśmy ze sceny, to menadżer wystrzelił, że An rodzi…
-A ty wystrzeliłeś jak głupi by przy niej być.
-Tato…- Przerwał Ślicznemu lekarz, twierdzący, że może wejść na salę do żony.
Kouyou bez namysłu wstał, podając Yoshiro swojemu ojcu i wszedł na sale.
An leżała, trzymając na rękach zawiniątko, uśmiechając się.
-An…- Na dźwięk jego głosu, kobieta spojrzała na męża.
-Jesteś już…
-No ba! Wiesz, że nawet w połowie koncertu bym wybiegł, gdyby mi powiedzieli.- Powiedział, podchodząc do niej.
-Właśnie widać.- Zaśmiała się cicho, spoglądając na maleństwo. Kyu usiadł obok niej.
-Śliczna…- Szepnął, patrząc na małą.- Nasza śliczna córeczka…
***
-Taka, chodź! Chyba, że wolisz iść pieszo..- Powiedział Tanabe, podchodząc do swojego samochodu.
-No idę, idę.- Powiedział wokalista, przerywając rozmowę z basistą. Wszyscy stanęli przy swoich samochodach i spojrzeli na halę, w której przed chwilą grali koncert.
-Ale urusiowi się złożyło.- Zaśmiał się Akira.
-Taa, ostatni koncert w jego karierze, a jego córeczka dwa dni do terminu wytrzymać nie mogła.- Tym razem zażartował Yuu, wsiadając do swojego samochodu.
-Czyli jutro będzie miał za co pić.
-A żeby tylko on, a żeby tylko on…- Odpowiedział Tanabe. Po chwili wszyscy odjechali, wracając do domów…
***
Ojciec Kouyou za zgodą lekarza, wszedł z Yoshiro na salę. Widząc swojego syna z jego żoną, uśmiechnął się.
-MAMA!- Zawołał mały, wdrapując się na łóżku, ale niestety nie udała mu się ta próba, ponieważ Kouyou wziął go na kolana, za co mały się oburzył, ale szybko mu przeszło, bo zdziwiony spojrzał na małe zawiniątko.
-A cio tio?- Zapytał, patrząc na małą.
-Nie to, tylko kto… A to twoja siostrzyczka.- Powiedziała An, pokazując zaciekawionemu maluchowi jego siostrę.
-Sostcycka?-Zapytał, patrząc radośnie na małą, która akurat spała.- A kiedy będę mógł się z nią bobawić?
-Jak podrośnie synku.- Odpowiedział Kouyou, głaszcząc małego po główce.
-Jak ją chcecie nazwać?- Zapytał ojciec Kyu, siadając obok nich na krześle.
-Emiko.- Odpowiedziała An.
-Ślicznie, pasuje jej.- Odpowiedział dziadek, uśmiechając się.
***
Gdy Akira wszedł do mieszkania, panował półmrok. Miyako siedziała z ich mała córeczką w salonie.
-Znowu nie śpi?- Zapytał, podchodząc do nich.
-Nadal gorączkuje. Nie chcę by Yoshiro obudziła, a sama budzi się co chwila.
-Moje biedactwo.- Powiedział, biorąc małą na ręce.
-Spokojnie, za niedługo powinno jej przejść i wyzdrowieje.- Dodała Miyako, wtulając się w męża.- I jak koncert?- Zapytała.
-Wiesz, że dobrze, tylko… Szkoda, że to już koniec. I nie mów nic, wiem, że sami zadecydowaliśmy o tym, ale to w końcu kilkanaście lat grania.
-Kochanie, ale ja Cię rozumiem…
-Ale…
-Cii, jesteś zmęczony, zaraz przygotuje Ci coś do jedzenia.- Dodała, kładąc córkę do kojca, po czym poszła do kuchni.
Akira wstał i podszedł, patrząc na małą. Bardzo się ucieszył, kiedy Fumiko się urodziła i cieszył się dalej, ale to dla niej, jak i dla Yoshiego zdecydował się jednak zgodzić z resztą zespołu o zakończeniu ich działalności.
Dla nich wszystkich było to trudne, ale nawet Tanabe nie wyrabiał, albo chodzili niewyspani, albo nie potrafili się skupić, co tylko przedłużało ich pracę do godzin nocnych.
***
Przywitał go głos małego chłopca, który od razu przytulił się do jego nogi. Tanabe nie posiadał się z radości, gdy okazało się, że Emilly tak nagle uciekła, bo bała się jego reakcji na wieść, że zostanie ojcem.
Perkusista wziął syna na ręce, idąc z nim do jego pokoju.
-A czemu ty jeszcze nie śpisz? Co?- Zapytał, zmieniając kierunek na kuchnię, w której szwendała się jego żona.
-Uparł się, że nie pójdzie spać, dopóki tata nie wróci, bo obiecał, że mu opowie jak było na koncercie.- Powiedziała Emilly, wycierając talerz.
-No tak… Z tego wszystkiego zapomniałem, ale dotrzymam obietnicy, tak?- Ostatnie słowo skierował do małego i poszedł z nim do jego pokoju.
Chiro był spokojnym chłopcem, przez co wszyscy mówili, że wdał się w ojca.
Bez żadnego oporu położył się w swoim łóżeczku. Kai usiadł obok niego i zaczął mu opowiadać.
Był już przy końcu opowieści, gdy Chiro zasnął. Tanabe po cichu udał się do salonu.
-Więc to już koniec?- Zapytała Emilly.
-Tak, to już koniec…
sobota, 7 września 2013
Część XXXI: Już nigdy nie będzie tak samo…
WIEM, wiem! Notka miała być wcześniej wiem... No ale wiecie, wyjazdy, spotkania, potem szkoła no i nie wyrobiłam na wczoraj bo... Zasnęłam... KAROLINA TO TWOJA WINA! xDD
Oke, oke, już wam nie marudzę...
A! Bo bym zapomniała, do końca opowiadania (No zostały dwie notki) postaram się podać adres nowego opowiadania.
No teraz kończę, więc...
Miłego czytania:
Część XXXI: Już nigdy nie będzie tak samo…
Ruda spacerowała ze swoim synem po parku, ciesząc się wspaniałą, słoneczną pogodą. W końcu trzylatek zaciągnął swoją mamę na plac zabaw, gdzie już bawili się Seth i Mitsu, pilnowani przez Ciocię Rin.
-Cześć.- Powiedziała An, siadając obok przyjaciółki.
-Cześć, co Ciebie tak długo nie widziałam?
-Wyjechaliśmy na tydzień z Kouyou.- Odpowiedziała, uśmiechając się.
-No to widzę, że już całkiem się pogodziliście.- Zaśmiała się Rin, patrząc na dzieci.
-No wiesz… Minęły już trzy miesiące.- An cicho westchnęła.
-Jeszcze mu nie powiedziałaś?
-Nie było okazji.
-Przecież sam za niedługo się zorientuje.
-Dziwne, że jeszcze się nie połapał, ale cóż, przecież to facet.- To zdanie wywołało śmiech u obu kobiet.
-Ale sama dobrze wiesz, że będziesz musiała mu w końcu powiedzieć.- Dodała Rin, spoglądając na nią.
-Tak, wiem. Ale muszę to powiedzieć w odpowiedniej chwili, znasz Kouyou.- Ruda ponownie westchnęła, patrząc na synka.
-Będzie dobrze, na pewno się ucieszy.
-Że się ucieszy, to ja akurat wiem.- An spojrzała na bawiącego się synka, uśmiechając się.
***
-No stary, nie wierzę, że w końcu się oświadczyłeś.- Powiedział Takanori, siadając i zarazem patrząc na wesołego Yuu.
-Ej! Wyście już rodziny pozakładaliście.- Powiedział starszy, na co do studia wszedł Kouyou, patrząc na coś.
-Hey, Uru, co to??- Zapytał ciekawski Rei podchodząc do niego. Gitarzysta jedynie przełknął ślinę i spojrzał na resztę.
-Już wiem, czego An mi nie mówiła….
-CZEGO?!- Oczywiście cała reszta zespołu musiała wstać patrząc na Ślicznego, jak na idiotę.
-Zadzwonili do mnie, że An czegoś zapomniała u lekarza… A po co tam szła?- Na te słowa pokazał zdjęcie USG, uśmiechając się.
-No nie! To Yuu w końcu się oświadczył, a Uruś czeka na kolejne maleństwo.- Zawołał zadowolony Kai, klepiąc gitarzystów po ramionach.
-A co? Emilly się na trzecie zgodzić nie chce, że tak z naszego powodu zacieszasz?- Zapytał Yuu, patrząc bacznie na perkusistę.
-No wiecie wy co! Zamierzamy jednak z trzecim jeszcze trochę poczekać.
-Ta, ta Takanori też tak o drugim mówił i co?
-Przynajmniej mam po co do domu wracać.- Powiedział wokalista, dogryzając Akirze.
-To, że Miyako czasami wyjeżdża na delegacje, nie znaczy, że sobie z dwójką dzieci nie radzimy, w dodatku wyjeżdża bardzo rzadko.- Wybronił się basista patrząc na resztę zespołu.
-Taa, bo jak siedzi w domu, to ty w trasie siedzisz. – Zaśmiał się Śliczny.
-Problem w tym, że to dotyczy każdego z nas.- Powiedział spokojnie Tanabe, cicho wzdychając.
-Coś nie tak chłopaki?- Menadżer wszedł do studia, trzymając stos papierów. Widząc miny członków zespołu, również westchnął, kładąc papiery na jednym ze stolików.- Bierzcie się za nagrywanie.- Powiedział wychodząc. Wszyscy od początku wiedzieli, że będzie trudno połączyć życie rodzinne, z ich pracą, ale podjęli się tej decyzji, by jednak próbować, co naprawdę łatwe nie było…
***
Godziny wieczorne. An doskonale wiedziała, że Kouyou późno wróci z nagrań, więc gdy tylko posprzątała, wzięła się za szykowanie kolacji. Co chwila spoglądała na zegarek, mając nadzieję, że jej mąż za chwilę wejdzie do domu. Jednak jak to bywało przy nagraniach, często wracał nawet w nocy, gdy mały Yoshiro już spał.
-Mamo, kiedy tata już będzie?
-Nie wiem synku.- Kucnęła przy małym, głaszcząc go po głowie.- Idź się jeszcze pobawić, dobrze?- Powiedziała, uśmiechając się do synka. Gdy ten poszedł do swojego kącika w salonie, kobieta wstając westchnęła, ale słysząc dźwięk gasnącego silnika przed domem, uśmiechnęła się i wróciła do swoich zajęć.
-Jestem!- Zawołał Kouyou, wchodząc do domu. Przywitał się z synem i biorąc go na ręce, udał się do kuchni, gdzie na stole znajdowała się już kolacja.
-Cześć kochanie.- An czule go pocałowała.
-Cześć skarbie…- Mężczyzna spojrzał na nią, przytulając ją do siebie.- Czemu mi nic nie mówiłaś?
-Ale o czym?- Spojrzała na niego zaskoczona
-No jak to o czym.-Uśmiechnął się.
-Skąd wiesz?
-Powiedzmy, że moja kochana gapa czegoś zapomniała.
-I zadzwonili do Ciebie tak?
-Nooooo.- Kobieta westchnęła cicho.
-Przepraszam… Chciałam Ci powiedzieć prędzej, ale jakoś tak nie było okazji.
-Nic nie szkodzi kochanie i tak się cieszę.- Gitarzysta ponownie się uśmiechnął, przytulając żonę.
-To dobrze kochanie, ale chodź już jeść, bo wystygnie.- Zaśmiała się…
***
Natalie akurat czytała książkę, gdy do mieszkania wszedł Yuu.
-Już jesteś? Coś szybko dzisiaj.- Powiedziała kobieta, patrząc na niego.
-Bo dzisiaj na szczęście już nie było tyle pracy, co ostatnio.- Gitarzysta się zaśmiał, siadając obok niej.-A tobie jak minął dzień kochanie?
-A no wiesz… Tak normalnie i jak zawsze, gdy jesteś od rana w studiu.- Po tych słowach westchnęła cicho, odkładając książkę. Yuu ją przytulił, uśmiechając się delikatnie.
-Teraz przynajmniej mam już do czego wracać.- Szepnął jej do ucha.- Tylko niestety, za niedługo dość długa trasa i… Raczej ostatnia.- Dodał z niezadowoleniem.
-Czemu? Rezygnujecie? Po tylu latach?
-Reszta już nie wyrabia, wiesz, ich dzieci rosną, chcą być przy nich, a Kyu, mówiłem Ci jak się zmienił.- Przerwał wzdychając i wstał.-W dodatku dzisiaj się dowiedział, że An znowu jest w ciąży i… Razem z Tanabe i Takanorim wpadli na genialny pomysł.
-Kochanie…- Kobieta wstała i podeszła do niego.- Nie dziw się, w końcu dla nich dwójka dzieci to wyzwanie, w którym chcą pomóc swoim żoną, no i… Chciałam Ci to powiedzieć, później, no ale skoro tak w temacie…
-Coś nie tak Natalie?- Przytulił ją, ale kobieta lekko się odsunęła, uśmiechając się.
-Wręcz przeciwnie. Jestem w Ciąży.
-To świetnie!- Aoi przytulił ją mocno.
-Hej, spokojnie, skarbie.- Zaśmiała się, patrząc na niego.- Cieszę się, że ty też się cieszysz…
***
Yoshiro już zasnął. An posiedziała przy nim jeszcze chwilę, po czym zeszła do salonu, gdzie usiadła na kolanach męża.
-Zasnął już. A ty znowu nad papierami? Przecież mówiłeś, że kończycie.- Powiedziała, wtulając się w niego, natomiast Śliczny, wziął jedną z kartek do ręki.
-No tak, ale po trasie będę musiał jakoś zarabiać na nas, co nie? Muszę w końcu znaleźć jakąś normalną pracę- Powiedział, na co An się zaśmiała.
-„Normalną”… Dla Ciebie normalnie jest granie po 500 razy na dzień na gitarze, więc jedyny normalny zawód dla Ciebie to nauczyciel gry.- An wybuchła śmiechem, od razu się uspokajając by nie zbudzić syna.
-Kochanie… Jesteś genialna.- Odpowiedział Kou, całując lekko jej szyję. Wstał, sadzając swoją zonę na kanapie i uśmiechając się, rozejrzał się wokół siebie.
-Kyu, kochanie, co ty robisz?
-Nic, po prostu, myślę… Ty naprawdę jesteś genialna, bo to dobry pomysł.
-Po pierwsze, to był żart, po drugie, lepiej nie, media przez kilka ładnych lat wam żyć nie dają, a fanki, no sam wiesz.
-A co? Zazdrosna?
-Żebyś wiedział.- Ruda wstała, podeszła do męża i objęła go w szyi.
-Bo jesteś mój, tylko mój i żadnej innej Cię nie oddam.- Wyszeptała mu do ucha.
-Wiem skarbie, wiem.- Zaśmiał się i kucnął przed jej brzuszkiem.- Słyszysz maleństwo? Mama nie jest zła na tatę.- An ponownie się zaśmiała patrząc na niego.
-Oj Kyu….
Oke, oke, już wam nie marudzę...
A! Bo bym zapomniała, do końca opowiadania (No zostały dwie notki) postaram się podać adres nowego opowiadania.
No teraz kończę, więc...
Miłego czytania:
Część XXXI: Już nigdy nie będzie tak samo…
Ruda spacerowała ze swoim synem po parku, ciesząc się wspaniałą, słoneczną pogodą. W końcu trzylatek zaciągnął swoją mamę na plac zabaw, gdzie już bawili się Seth i Mitsu, pilnowani przez Ciocię Rin.
-Cześć.- Powiedziała An, siadając obok przyjaciółki.
-Cześć, co Ciebie tak długo nie widziałam?
-Wyjechaliśmy na tydzień z Kouyou.- Odpowiedziała, uśmiechając się.
-No to widzę, że już całkiem się pogodziliście.- Zaśmiała się Rin, patrząc na dzieci.
-No wiesz… Minęły już trzy miesiące.- An cicho westchnęła.
-Jeszcze mu nie powiedziałaś?
-Nie było okazji.
-Przecież sam za niedługo się zorientuje.
-Dziwne, że jeszcze się nie połapał, ale cóż, przecież to facet.- To zdanie wywołało śmiech u obu kobiet.
-Ale sama dobrze wiesz, że będziesz musiała mu w końcu powiedzieć.- Dodała Rin, spoglądając na nią.
-Tak, wiem. Ale muszę to powiedzieć w odpowiedniej chwili, znasz Kouyou.- Ruda ponownie westchnęła, patrząc na synka.
-Będzie dobrze, na pewno się ucieszy.
-Że się ucieszy, to ja akurat wiem.- An spojrzała na bawiącego się synka, uśmiechając się.
***
-No stary, nie wierzę, że w końcu się oświadczyłeś.- Powiedział Takanori, siadając i zarazem patrząc na wesołego Yuu.
-Ej! Wyście już rodziny pozakładaliście.- Powiedział starszy, na co do studia wszedł Kouyou, patrząc na coś.
-Hey, Uru, co to??- Zapytał ciekawski Rei podchodząc do niego. Gitarzysta jedynie przełknął ślinę i spojrzał na resztę.
-Już wiem, czego An mi nie mówiła….
-CZEGO?!- Oczywiście cała reszta zespołu musiała wstać patrząc na Ślicznego, jak na idiotę.
-Zadzwonili do mnie, że An czegoś zapomniała u lekarza… A po co tam szła?- Na te słowa pokazał zdjęcie USG, uśmiechając się.
-No nie! To Yuu w końcu się oświadczył, a Uruś czeka na kolejne maleństwo.- Zawołał zadowolony Kai, klepiąc gitarzystów po ramionach.
-A co? Emilly się na trzecie zgodzić nie chce, że tak z naszego powodu zacieszasz?- Zapytał Yuu, patrząc bacznie na perkusistę.
-No wiecie wy co! Zamierzamy jednak z trzecim jeszcze trochę poczekać.
-Ta, ta Takanori też tak o drugim mówił i co?
-Przynajmniej mam po co do domu wracać.- Powiedział wokalista, dogryzając Akirze.
-To, że Miyako czasami wyjeżdża na delegacje, nie znaczy, że sobie z dwójką dzieci nie radzimy, w dodatku wyjeżdża bardzo rzadko.- Wybronił się basista patrząc na resztę zespołu.
-Taa, bo jak siedzi w domu, to ty w trasie siedzisz. – Zaśmiał się Śliczny.
-Problem w tym, że to dotyczy każdego z nas.- Powiedział spokojnie Tanabe, cicho wzdychając.
-Coś nie tak chłopaki?- Menadżer wszedł do studia, trzymając stos papierów. Widząc miny członków zespołu, również westchnął, kładąc papiery na jednym ze stolików.- Bierzcie się za nagrywanie.- Powiedział wychodząc. Wszyscy od początku wiedzieli, że będzie trudno połączyć życie rodzinne, z ich pracą, ale podjęli się tej decyzji, by jednak próbować, co naprawdę łatwe nie było…
***
Godziny wieczorne. An doskonale wiedziała, że Kouyou późno wróci z nagrań, więc gdy tylko posprzątała, wzięła się za szykowanie kolacji. Co chwila spoglądała na zegarek, mając nadzieję, że jej mąż za chwilę wejdzie do domu. Jednak jak to bywało przy nagraniach, często wracał nawet w nocy, gdy mały Yoshiro już spał.
-Mamo, kiedy tata już będzie?
-Nie wiem synku.- Kucnęła przy małym, głaszcząc go po głowie.- Idź się jeszcze pobawić, dobrze?- Powiedziała, uśmiechając się do synka. Gdy ten poszedł do swojego kącika w salonie, kobieta wstając westchnęła, ale słysząc dźwięk gasnącego silnika przed domem, uśmiechnęła się i wróciła do swoich zajęć.
-Jestem!- Zawołał Kouyou, wchodząc do domu. Przywitał się z synem i biorąc go na ręce, udał się do kuchni, gdzie na stole znajdowała się już kolacja.
-Cześć kochanie.- An czule go pocałowała.
-Cześć skarbie…- Mężczyzna spojrzał na nią, przytulając ją do siebie.- Czemu mi nic nie mówiłaś?
-Ale o czym?- Spojrzała na niego zaskoczona
-No jak to o czym.-Uśmiechnął się.
-Skąd wiesz?
-Powiedzmy, że moja kochana gapa czegoś zapomniała.
-I zadzwonili do Ciebie tak?
-Nooooo.- Kobieta westchnęła cicho.
-Przepraszam… Chciałam Ci powiedzieć prędzej, ale jakoś tak nie było okazji.
-Nic nie szkodzi kochanie i tak się cieszę.- Gitarzysta ponownie się uśmiechnął, przytulając żonę.
-To dobrze kochanie, ale chodź już jeść, bo wystygnie.- Zaśmiała się…
***
Natalie akurat czytała książkę, gdy do mieszkania wszedł Yuu.
-Już jesteś? Coś szybko dzisiaj.- Powiedziała kobieta, patrząc na niego.
-Bo dzisiaj na szczęście już nie było tyle pracy, co ostatnio.- Gitarzysta się zaśmiał, siadając obok niej.-A tobie jak minął dzień kochanie?
-A no wiesz… Tak normalnie i jak zawsze, gdy jesteś od rana w studiu.- Po tych słowach westchnęła cicho, odkładając książkę. Yuu ją przytulił, uśmiechając się delikatnie.
-Teraz przynajmniej mam już do czego wracać.- Szepnął jej do ucha.- Tylko niestety, za niedługo dość długa trasa i… Raczej ostatnia.- Dodał z niezadowoleniem.
-Czemu? Rezygnujecie? Po tylu latach?
-Reszta już nie wyrabia, wiesz, ich dzieci rosną, chcą być przy nich, a Kyu, mówiłem Ci jak się zmienił.- Przerwał wzdychając i wstał.-W dodatku dzisiaj się dowiedział, że An znowu jest w ciąży i… Razem z Tanabe i Takanorim wpadli na genialny pomysł.
-Kochanie…- Kobieta wstała i podeszła do niego.- Nie dziw się, w końcu dla nich dwójka dzieci to wyzwanie, w którym chcą pomóc swoim żoną, no i… Chciałam Ci to powiedzieć, później, no ale skoro tak w temacie…
-Coś nie tak Natalie?- Przytulił ją, ale kobieta lekko się odsunęła, uśmiechając się.
-Wręcz przeciwnie. Jestem w Ciąży.
-To świetnie!- Aoi przytulił ją mocno.
-Hej, spokojnie, skarbie.- Zaśmiała się, patrząc na niego.- Cieszę się, że ty też się cieszysz…
***
Yoshiro już zasnął. An posiedziała przy nim jeszcze chwilę, po czym zeszła do salonu, gdzie usiadła na kolanach męża.
-Zasnął już. A ty znowu nad papierami? Przecież mówiłeś, że kończycie.- Powiedziała, wtulając się w niego, natomiast Śliczny, wziął jedną z kartek do ręki.
-No tak, ale po trasie będę musiał jakoś zarabiać na nas, co nie? Muszę w końcu znaleźć jakąś normalną pracę- Powiedział, na co An się zaśmiała.
-„Normalną”… Dla Ciebie normalnie jest granie po 500 razy na dzień na gitarze, więc jedyny normalny zawód dla Ciebie to nauczyciel gry.- An wybuchła śmiechem, od razu się uspokajając by nie zbudzić syna.
-Kochanie… Jesteś genialna.- Odpowiedział Kou, całując lekko jej szyję. Wstał, sadzając swoją zonę na kanapie i uśmiechając się, rozejrzał się wokół siebie.
-Kyu, kochanie, co ty robisz?
-Nic, po prostu, myślę… Ty naprawdę jesteś genialna, bo to dobry pomysł.
-Po pierwsze, to był żart, po drugie, lepiej nie, media przez kilka ładnych lat wam żyć nie dają, a fanki, no sam wiesz.
-A co? Zazdrosna?
-Żebyś wiedział.- Ruda wstała, podeszła do męża i objęła go w szyi.
-Bo jesteś mój, tylko mój i żadnej innej Cię nie oddam.- Wyszeptała mu do ucha.
-Wiem skarbie, wiem.- Zaśmiał się i kucnął przed jej brzuszkiem.- Słyszysz maleństwo? Mama nie jest zła na tatę.- An ponownie się zaśmiała patrząc na niego.
-Oj Kyu….
Subskrybuj:
Posty (Atom)